niedziela, 25 stycznia 2015

Wyniki

A jednak jestem! Stwierdziłam, że zrobię sobie przerwę w nauce i podam prawidłową odpowiedź do naszej zabawy:) Nie będziecie musieli już dłużej czekać, a ja odreaguję wydarzenia ostatnich dni. Korzyść dla obu stron:)

1. We wczesnym dzieciństwie, razem z kuzynką udałyśmy się do sklepu w niedalekim sąsiedztwie. Nie mówiąc nic nikomu wybrałyśmy całe nasze kieszonkowe i nakupiłyśmy tyle słodyczy, że zabrakło nam pieniędzy. Pani sprzedawczyni wpisała nas na zeszyt. Bardzo bałyśmy przyznać się do tego, że musimy donieść brakującą kwotę, dlatego cały nasz asortyment ukryłyśmy w zbożu.

Na tę pozycję obstawiały dwie osoby- Miletta i Piotr. I o dziwo- jest to historia prawdziwa:D Od razu zaznaczę, że nie było to jakieś gigantyczne zadłużenie. Podejrzewam, że chodziło o zaledwie kilka złotych. Całość zakupów też nie była wiele warta, ponieważ nasze kieszonkowe było naprawdę skromne. Nie umiałyśmy nawet dobrze policzyć pieniędzy. Rzuciłyśmy drobniaki na stół a pani sąsiadka liczyła... No i zabrakło:D Autentycznie ukryłyśmy nasze słodycze w zbożu:D Skąd ten pomysł w ogóle?! Do dzisiaj się zastanawiam:D To była szeroko zakrojona akcja:D Codziennie chodziłyśmy do naszej kryjówki podjadać nasze słodkości, aż któregoś dnia przyuważył to mój brat. Śledził nas:D Więc musiałyśmy mu wyjawić nasz sekret. Po czym on... poszedł do mamy i wszystko wygadał. Na szczęście mama przyjęła to z uśmiechem i doniosła brakującą kwotę. Jaki morał? Nie trzeba bać się mamy, tylko jej wszystko mówić:D

2. W podstawówce z koleżanką codziennie chodziłyśmy na październikowy Różaniec. Zawsze po skończonej Mszy Świętej wracałyśmy boczną, nieoświetloną uliczką wśród opustoszonych domów. Krążyły plotki, że w jednym z nich straszy i po zmroku widać dziwne światła w oknach. Dlatego specjalnie, dzień w dzień wracałyśmy tamtą trasą, aby zobaczyć czy to prawda.

Na tę historię nie postawił nikt:) Wcale się nie dziwię, bo jest prawdziwa:D

3. W gimnazjum, na lekcjach matematyki zawsze z koleżanką siedziałyśmy w pierwszej ławce, tuż przed biurkiem nauczyciela. Pewnego razu wpadłyśmy na pomysł, aby niepostrzeżenie przesuwać jego biurko w stronę ściany, kiedy ten będzie chodził po sali. Kiedy pod koniec lekcji chciał usiąść przy biurku okazało się, że biurko jest tak przesunięte, że nie jest w stanie odsunąć krzesła.

Jeśli ktoś myślał, że nie można niepostrzeżenie przesuwać biurka to muszę go zaskoczyć- można:D Ela W. i meg obstawiły na historię nr 3, co mnie naprawdę nie dziwi:D Też myślałabym, że to niemożliwe:D

4. Gdy chodziłam do podstawówki, co roku na wakacje przyjeżdżała do mnie kuzynka. W sąsiedztwie był pewien chłopak, który bardzo nam się podobał, jednak ja się do tego nie przyznałam. Chciała abyśmy codziennie chodziły do sklepu, tylko po to, aby przejść tuż pod jego domem. Po kilku dniach zrobiłam się tak zazdrosna, że wygarnęłam jej wszystko. Pokłóciłyśmy się tak bardzo, że rodzice musieli interweniować by nas pogodzić.


Gratuluję Ani i tej z żebra:) Ela- byłaś blisko:D Ta historia jest fałszywa. Chociaż... jest mieszanką dwóch prawdziwych zdarzeń, bo moja kuzynka faktycznie zabujała się w moim sąsiedzie, a ponadto pewnego razu autentycznie pokłóciłyśmy się tak bardzo, że rodzice interweniowali:D Tyle, że chodziło o jakąś głupotę, nawet nie pamiętam co to było:)

Dzięki Miletta za Twoje rozkminy- bez nich byłoby nudno:) 

Zgodnie z obietnicą, dla osób, które poprawnie obstawiły fałszywą historię funduję pocztówkę:) Oczywiście jeśli chcą:) Po prawej stronie macie maila, na który można przesłać mi adres do korespondencji. Możecie podać dowolny adres- akademik, mieszkanie koleżanki, dom sąsiadki... Cokolwiek, byleby do was dotarło:) 

Myślę, że za niedługo pojawi się następna zabawa:) Tak więc będzie kolejna możliwość, aby dostać kartkę:D

P.S. Byłabym bez serca gdybym tego nie powiedziała: Oczywiście każdy może napisać, jeśli chce:D Pocztówek mam pod dostatkiem:D Lubię robić innym drobne upominki, więc potraktujcie to jako mały wyraz wdzięczności za wspólną zabawę:)

sobota, 24 stycznia 2015

Pakiet idealny

Sesja.
Zmęczenie.
Zerwane stosunki dyplomatyczne z M.
Tyle w temacie.

P.S. Wyniki i pocztówki będą jak tylko wrócę do normalnego trybu życia.

wtorek, 20 stycznia 2015

Kilka historii

Najpierw była Żona, później Miletta i Ela;) Teraz kolej na mnie;) Postanowiłam zrobić sobie przerwę w nauce i również dołączyć do zabawy. Poniżej przestawiam Wam kilka historii z mojego życia. Jedna z nich jest fałszywa. Tak więc, powodzenia w jej odnalezieniu:)

1. We wczesnym dzieciństwie, razem z kuzynką udałyśmy się do sklepu w niedalekim sąsiedztwie. Nie mówiąc nic nikomu wybrałyśmy całe nasze kieszonkowe i nakupiłyśmy tyle słodyczy, że zabrakło nam pieniędzy. Pani sprzedawczyni wpisała nas na zeszyt. Bardzo bałyśmy przyznać się do tego, że musimy donieść brakującą kwotę, dlatego cały nasz asortyment ukryłyśmy w zbożu.

2. W podstawówce z koleżanką codziennie chodziłyśmy na październikowy Różaniec. Zawsze po skończonej Mszy Świętej wracałyśmy boczną, nieoświetloną uliczką wśród opustoszonych domów. Krążyły plotki, że w jednym z nich straszy i po zmroku widać dziwne światła w oknach. Dlatego specjalnie, dzień w dzień wracałyśmy tamtą trasą, aby zobaczyć czy to prawda.

3. W gimnazjum, na lekcjach matematyki zawsze z koleżanką siedziałyśmy w pierwszej ławce, tuż przed biurkiem nauczyciela. Pewnego razu wpadłyśmy na pomysł, aby niepostrzeżenie przesuwać jego biurko w stronę ściany, kiedy ten będzie chodził po sali. Kiedy pod koniec lekcji chciał usiąść przy biurku okazało się, że biurko jest tak przesunięte, że nie jest w stanie odsunąć krzesła.

4. Gdy chodziłam do podstawówki, co roku na wakacje przyjeżdżała do mnie kuzynka. W sąsiedztwie był pewien chłopak, który bardzo nam się podobał, jednak ja się do tego nie przyznałam. Chciała abyśmy codziennie chodziły do sklepu, tylko po to, aby przejść tuż pod jego domem. Po kilku dniach zrobiłam się tak zazdrosna, że wygarnęłam jej wszystko. Pokłóciłyśmy się tak bardzo, że rodzice musieli interweniować by nas pogodzić.

Czekam na odpowiedzi:)

Dla osób, które jednokrotnie wskażą na poprawną odpowiedź funduję pocztówkę z miasta, w którym obecnie się znajduję:D

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Okołoślubnie

Takie powroty zdecydowanie lubię najbardziej:) Nie było mnie zaledwie kilka dni, a tu proszę... Tyle się dzieje. Nowe pierścionki zaręczynowe, ślubne plany i zaklepane daty:) Zapowiada się rewelacyjnie. Za pół roku moja przyjaciółka będzie odliczać ostatnie dni do ślubu. Ostatnie kilka miesięcy przebiega dosyć spokojnie, mimo braku sukni, zaproszeń i masy spraw do załatwienia. Nawet ostatnie nieporozumienia można podpiąć do czasu przeszłego. Jest dobrze:) Coraz bardziej nakręcam się tym ślubem i przygotowaniami. Czasem mam wrażenie jakby to był mój ślub. Tyle emocji:D 

Nawet zeszłej nocy znowu miałam ślubny sen i to w najgorszej odsłonie: Jest końcówka roku 2015. Na miesiąc przed ślubem dowiedziałam się, że wychodzę za mąż. Moi rodzice wszystko zaplanowali! Stresowałam się okropnie. Jak to? W tym roku? Jeszcze nie skończyłam studiów. Nie mamy gdzie mieszkać! Wchodzę do Kościoła, w dodatku nie do tego, w którym chciałam wyjść za mąż. Jest beznadziejnie. Okropna, niepasująca suknia, goście odstawieni w najlepsze... A ja? Wchodzimy. I nagle mój przyszły mąż zaczyna przyspieszać kroku. Przytrzymuję go, aby zwolnił. On dalej swoje. W końcu wkurzam się i wychodzę. Koniec. Obudziłam się, nie wiedząc co się dzieje. Jednak przyjmuję zasadę, że jak śni się źle, to w rzeczywistości będzie dobrze:)

Na dzisiaj tyle ślubnych rozważań. Egzaminy i zaliczenia czekają.

sobota, 10 stycznia 2015

Honorowy Patronat

Zainspirowana inicjatywą, również postanowiłam wybrać swojego patrona na 2015 rok. I koniecznie zapragnęłam, aby to była kobieta. Dlaczego? O świętych kobietach mało wiem. Wstyd się przyznać, ale tak jest. Więc może to idealna okazja na zmianę? Padło na błogosławioną Matkę Teresę z Kalkuty. Zawsze patrzyłam na nią z podziwem, mimo nie zbyt rozległej wiedzy na temat jej życia. Całkowicie poświęciła swoje życie Jezusowi oraz innym ludziom, będąc przy tym skromną, malutką, zwyczajną zakonnicą. Być może w tej zwyczajności utożsamiałam się z nią? Jak dla mnie jest ona kwintesencją poszukiwania swojego powołania i wypełniania go. Jest obrazem walki o godność człowieka, bez względu na rasę, wiarę i przekonania... Chciałabym poznać ją bardziej, zaprzyjaźnić się, wsłuchać w pełne prostoty słowa.


TUTAJ możecie przeczytać krótką notkę biograficzną, chyba, że ktoś jest bardziej spragniony wiedzy na temat bł. Matki Teresy to polecam TEN artykuł. Jednak najbardziej interesująca wydaje mi się WIARA PRAKTYCZNA WG MATKI TERESY W KALKUTY. Jest to seria rozważań oparta na biografii i wypowiedziach Matki Teresy. Zrobiłam jedynie rzut okiem na te teksty, ale wyglądają na ciekawe i godne uwagi. Mam też takie małe pragnienie przeczytania choć jednej książki o Matce Teresie. W sumie już wcześniej chodziła za mną ta myśl, ale skoro obrałam Matkę Teresę za moją honorową patronkę (w sposób szczególny właśnie w tym roku kalendarzowym) to może czas się odważyć?

Zastanawiam się jaką rolę w waszym życiu odegrała lub odgrywa bł. Matka Teresa? Może nigdy nie była Wam bliska? Może nie znacie jej wcale? Jestem ciekawa Waszych osobistych doświadczeń:)

P.S. Z Matką Teresą łączy mnie również coś jeszcze- imię nadane na Chrzcie:) Pewnie stąd ta wewnętrzna bliskość względem mojej patronki.


środa, 7 stycznia 2015

Światło

Myślałam, że będą życzenia, ciepłe słowa, wirtualne uściski. Jednak DOM pochłonął wszystko dookoła, nawet mój wirtualny świat na czele z blogiem. Stąd ta cisza. Wbrew pozorom bardzo potrzebna. I to nie znaczy, że o Was zapomniałam. Wręcz przeciwnie. W przypływie wyrzutów sumienia pomyślałam, że przecież można inaczej...  Więc dzisiaj, 7 stycznia, w ten zwykły, szary wieczór chcę życzyć Wam Jego obecności. Aby w każdy taki wieczór rodził się Chrystus, aby przychodził do Was i oświecał drogę, którą pójdziecie. Chyba nigdy nie jest za późno na życzenia? Szczególnie, że te są naprawdę ze szczerego serca. Niech te słowa budują:


"Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności."
Jn 12, 46 

Rozesłałam ten cytat moim znajomym tuż przed Wigilią, i rewelacyjnie się złożyło, bo podczas Pasterki była mowa o Jezusie, który jest światłem. A żeby było ciekawiej, przez całą Pasterkę reflektory oświecające ołtarz nieco się buntowały. Co chwilę gasły lub zapalały się. I kiedy już mieliśmy rozejść się do domów, ksiądz powiedział: "Chrystus jest światłem, które nigdy nie zawodzi. To wszystko co sami próbujemy budować i tworzyć zawsze będzie szwankować, psuć się... i gasnąć jak to światło". Po takim podsumowaniu, wszystko inne jest zbędne:)

Przy okazji chcę podziękować za dwa inspirujące posty: ZA TEN i TEN :) Idealna okazja, aby wybrać swojego patrona na ten Nowy Rok.