Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 listopada 2015

O potędze snów i dojrzałości

Szłam ulicą z moją współlokatorką i za wszelką cenę chciałam ukryć mój pierścionek zaręczynowy. Wiele razy mówiła, że kolejne zaręczyny przyprawiają ją o depresję, a ona ciągle jest sama... I wtedy sięgnęłam do torebki, a ona go zobaczyła. Stanęłyśmy na środku ulicy, a ona patrzyła na mnie takim okrutnym wzrokiem... Czułam się jak na celowniku. Miałam wrażenie, że widzę mój pierścionek pierwszy raz w życiu. Był taki dziwny. Zupełnie do mnie nie pasował. To nie był pierścionek moich marzeń. Wszędzie miał mnóstwo sztucznych kryształków. Nie było nawet widać, czy to żółte czy białe złoto... Wtedy sen się urwał.

Tygodnie mijają. Czasem jest naprawdę ciężko o wolną chwilę dla siebie. Sporo zajęć i obowiązków. W tym wszystkim czuję się zmęczona, a jednocześnie zadowolona. Minęły 2 miesiące mojego podwójnego studiowania. Mam wrażenie, że sporo się zmieniło. Każdą chwilę między zajęciami wykorzystuję maksymalnie, choć kiedyś było zupełnie odwrotnie. Uczę się także organizacji czasu i dyplomacji, która przydaje się nie tylko na studiach, bo również w życiu codziennym. Czasem mam luźniejszy weekend i mogę po prostu zająć się sobą. Pomalować paznokcie, posłuchać ulubionej muzyki, obejrzeć film, poczytać coś ciekawego... Właśnie teraz mam taki weekend. 

Jednak zdarzają się dni, kiedy przychodzę po całym dniu zajęć i marzę, aby zjeść, wykąpać się i pójść spać. Kiedy marzę o chwili ciszy i odprężenia. O momencie na skupienie myśli i modlitwę. Najczęściej jest tak, że przychodzę po całym dniu zajęć a moja współlokatorka zaczyna opowiadać mi swój cały dzień i wszystkie nowinki wyczytane w Internecie, słuchając przy tym rockowej muzyki... Mimo zmęczenia, zawsze staram się ją wysłuchać. Staram się znieść muzykę, której nienawidzę. Staram się doradzać kiedy ma problemy czy gorszy humor... Jednak są takie momenty, kiedy wszystko drażni i uwiera... Organizm odmawia posłuszeństwa i nawet uważne wysłuchanie tego drugiego człowieka jest ogromnym wyzwaniem. Lubimy się i przyjaźnimy, ale coraz częściej zaczynam marzyć o własnym kącie. Starzeję się? Moja przyjaciółka ze studiów twierdzi, że szybciej dojrzałam... Jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, to za 1,5 roku będę kończyła studia. Tylko 1,5 roku... Ostatnio dotarło to do mnie bardzo głęboko.

P.S. Pisałam już, że oczarowała mnie ostatnia płyta zespołu LemON? Jest przepiękna!

niedziela, 18 października 2015

Dziwne i niesamowite rzeczy

Pogodzenie dwóch kierunków to ogromne wyzwanie. Mnóstwo czasu zajmują sprawy organizacyjne, zorientowanie się w planach zajęć, zdyscyplinowanie siebie samej i przestawienie na inny tryb studiowania. Myślałam, że nie dotrwam nawet do połowy miesiąca. Natomiast oprócz zmęczenia i zabiegania, jest we mnie ogromna siła i motywacja. Wiem, że dużo zawdzięczam dobrym ludziom, których spotykam. Ich zrozumienie i dobre serce są nieocenione.

Zajęcia na uczelni pochłaniają większość mojego czasu. Praktycznie od rana do wieczora biegam między wydziałami. Nawet w piątki do 20:00. W soboty i niedziele nadrabiam zaległości i przygotowuję się do zajęć. Właśnie wtedy mam chwilę, aby odpocząć i złapać oddech przed kolejnym ciężkim tygodniem. Boję się, że pewnego dnia zabraknie mi sił. Boję się porażki i zniechęcenia, które mogą mnie dopaść w każdej chwili. Jednak mimo wszystko chcę iść dalej. Chcę zmierzyć się z tym co trudne i wymagające. Nie jestem w tym sama. Mam cudownego mężczyznę.

Początek tego roku akademickiego zaczął się naprawdę wyjątkowo. Rekolekcje z ojcem Adamem były wręcz plastrami miodu, przyłożonymi na moje wszelkie wątpliwości, mój strach i totalną wewnętrzną pustkę. Nie myślałam, że można aż tak bardzo pragnąć przebywania z młodymi ludźmi, wspólnej modlitwy, Słowa Bożego i Eucharystii. Nie myślałam, że jestem na tyle silna, aby po całym dniu zajęć i obowiązków, znaleźć dla Niego czas. I to był zdecydowanie najpiękniejszy obraz tych rekolekcji. Tłum młodych ludzi przystępujących do Komunii. Najpiękniejszy obraz, jaki może zobaczyć każdy chrześcijanin.

Źródło: www.poczekajka.pl
P.S. Mam wrażenie, że w moim życiu dzieje się coś dziwnego:)

niedziela, 4 października 2015

Zwycięzca śmierci

Dokładnie dzisiejszej nocy minął tydzień od śmierci dziadka. Nowotwór był nieustępliwy i dużo silniejszy. Dopiero teraz jestem w stanie o tym mówić. Myślałam, że jestem twarda, jednak na pogrzebie zupełnie się posypałam. Kontakt z moim dziadkiem był bardzo zdystansowany. Nie mieliśmy wspólnych tematów. Widywaliśmy się bardzo często, ale zawsze brakowało mi bezpośredniej relacji. Czuję ogromny żal i jednocześnie spokój. Bo śmierć człowieka to zawsze myśl o nadziei. Uwolnienie od cierpienia i choroby. Bo od kiedy Jezus zwyciężył śmierć, wszystko się zmieniło.

Dzisiaj o. Adam Szustak głosi rekolekcje w moim studenckim mieście. Rekolekcje na dobry początek roku akademickiego pod tytułem "Ucho i wielbłąd". Oby tego dobra było jak najwięcej. Nie tylko przez te kilka dni rekolekcji, ale przez cały rok. Brakuje mi wytrwałości. Wiele rzeczy bardzo uwiera. Momentami dopada zniechęcenie. A to będzie bardzo wymagający czas. Bardzo trudny. Pewnie kiedyś przyjdzie kryzys i powiem, że mam dość. Wiem, że to wszystko się wydarzy. Jednak chciałabym dostrzec w tym wszystkim sens i nabrać mnóstwo siły, aby przezwyciężyć te wszystkie trudności.


W oczekiwaniu na Światowe Dni Młodzieży... Tym razem po włosku.

środa, 16 września 2015

5

Zostałam przyjęta na drugi kierunek:) Jest radość, satysfakcja i w pewnym sensie ulga. Chociaż z drugiej strony pozostało uczucie niepewności. Czy dam radę pogodzić oba kierunki? Czy przetrzymam to uciążliwe jeżdżenie między wydziałami? Czy uda się przezwyciężyć zmęczenie i stres? Jacy będą ludzie, których spotkam? Czy to możliwe, aby napisać i obronić dwie magisterki w tym samym roku? No i najważniejsze: Czy dwa kierunki  tak naprawdę mają sens? Dopiero przed chwilą naczytałam się o tym w Internecie... Że to bez sensu, że nikt na to nie patrzy, że lepiej poświęcić się czemuś innemu... Jak jest naprawdę? Chciałabym mieć jasną sytuację i usłyszeć, że dobrze robię.

 Dokładnie dzisiaj mija 5 lat odkąd jesteśmy razem:)

poniedziałek, 11 maja 2015

Życie na pełnej petardzie

Jestem! Obiecałam wrócić z nowymi pokładami energii, więc wracam:) Wiele się wydarzyło. Po pierwsze, zostałam oficjalnie zaproszona na lipcowy ślub przyjaciółki:) Nie widziałyśmy się tyle czasu! Bałam się tego spotkania, a jednocześnie cieszyłam jak dziecko, kiedy w końcu wyściskała mnie za wszystkie czasy. Obawiałam się też NAS SAMYCH. Przecież ten upływ czasu mógł nas zmienić diametralnie. I co wtedy? Obawy były bezpodstawne:) Nic się nie zmieniła, nadal jest taka wygadana i energiczna jak w liceum, a ja? Chyba nadal taka spokojna i śmiejąca ze wszystkiego jak dawniej. Było cudownie!

Po drugie, rozmowy na temat studiów i bliżej nieokreślonej przyszłości mam już za sobą. Czuję się spokojniejsza, mimo że moje wszelkie plany i wyobrażenia musiały ulec przewartościowaniu. Odważyłam się powiedzieć. Reszta w rękach Boga. Jaką zaproponuje dla mnie drogę?- pytam siebie samą każdego dnia.

Po trzecie, prawdopodobnie M. wyjedzie do pracy za granicę. I prawdopodobnie beze mnie. Temat wyjazdu pojawiał się już wcześniej, ale nie myślałam, że naprawdę może dojść do skutku. Na ile wyjedzie? Wszystko okaże się w czerwcu po zakończeniu sesji egzaminacyjnej. Jeśli egzaminy nie przeciągną się do lipca, to prawdopodobnie już w czerwcu. Wróci na ślub przyjaciółki, po czym wyjedzie na kolejny miesiąc. Pocieszam się tym, że chociaż calutki wrzesień spędzimy razem. A może w sierpniu ja wyjadę z nim? Nic nie jest pewne i ustalone. Rozmawialiśmy kilka godzin zanim podjął decyzję. Nie namawiałam go do wyjazdu, ale też nie protestowałam. Płakałam najciszej jak tylko się dało. W głębi serca nie chcę tej rozłąki, ale jego sytuacja jest inna niż moja. W dodatku wiem, że myśli o własnym aucie, wspólnych wakacjach i... pierścionku. Tak, właśnie tak powiedział. Poczułam ciepło na sercu, kiedy o tym wspomniał, po czym dotarło do mnie, że to wszystko może być za niedługo takie realne. Tylko dlaczego kosztem naszego czasu razem? Uśmiech przez łzy... Wolałabym chyba nie mieć tego pierścionka, ale być z nim tutaj. A poza tym? Boję się. Na początku każdy mówi: "Jadę na chwilę". Po czym wraca po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach, albo i wcale. Niby jesteśmy zawzięci, aby w Polsce budować swoje miejsce, ale życie jest życiem... Wszystko jest takie niepewne.

Po czwarte, polecam "Życie na pełnej petardzie":) Jestem mniej więcej w połowie książki, ale już polecam, bo naprawdę warto. Szczególnie tym, którzy w pewnym sensie czują, że ich życie i wiara są totalnie stracone i żadnego dobra nie da się z tego życia wyprowadzić. Da się:) A co najlepsze- koszt ze sprzedaży książki trafia na rzecz Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Zbudź się...

"Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus." (Ef 5, 14)

Uwielbiam ten czas. Sama się dziwię, bo zaledwie kilka lat temu było zupełnie inaczej. Przytłaczał mnie Wielki Post, Wielki Tydzień, Wielka Niedziela. Wszystko było takie WIELKIE, a ja tej wielkości nie czułam. Ja jej po prostu nie rozumiałam. Do tej pory nie pojmuję tej ogromnej miłości, która popłynęła do nas z Krzyża, ale przybliżam się... Chcę jej doświadczyć, pojąć i ogarnąć całą sobą.

Podczas tych WIELKICH DNI postanowiłam po raz kolejny zaczerpnąć z Biblii. Nie lubię składać życzeń, ani ich przyjmować, a wszelkie wierszyki o kurczaczkach i pisankach jakoś zupełnie mnie nie przekonują. Biblia natomiast to nieskończone źródło, z którego można czerpać i czerpać. Powyższy cytat był idealny, aby rozesłać go do bliskich i znajomych tuż przed poranną rezurekcją. Wielu jeszcze wtedy spało, może kogoś ten SMS obudził. Jeśli tak, to świetnie:) Postanowiłam rozesłać go także tym, którzy oddalili się od Boga, może nieco pogubili w tym wszystkim. Przebywam z tymi ludźmi na co dzień, więc dlaczego nie? Każdy z nich jest mi bliski, każdy zasługuje na miłość i poznanie Chrystusa. Chrystus Zmartwychwstał! Radość, radość i jeszcze raz radość:) Wszyscy powinni tej radości doświadczyć.

Wielkanoc spędziłam w rodzinnym domu. Tam wszystko odchodzi na bok. Nie myślisz o niczym. Jest cicho i spokojnie. Czas leci nieubłaganie. A potem wracam... I czuję, że znowu zaczyna się to samo... Strach, dylematy, kolejne rozmowy ze znajomymi pod tytułem "co dalej?" Od dzieciństwa marzyłam o studiach w Krakowie. Jednak w klasie maturalnej nie widziałam tam dla siebie miejsca. Teraz znowu powrócił ten temat. Moja współlokatorka przechodzi przez to samo. Może jednak Kraków? W końcu bardziej renomowane uczelnie i większa możliwość znalezienia pracy, stażu czy praktyki. Jednak może moja mama ma rację? Powinnam być konsekwentna i skończyć to, co zaczęłam. Nowy kierunek? A jeśli znowu okaże się, że to klapa? Jest przecież ogromne ryzyko, że nie nadążę za nową uczelnią i kierunkiem, psychicznie i fizycznie nie podołam... Jest ryzyko. W dodatku wiem, że prędzej czy później przeniosę się do Krakowa. Planujemy z M. właśnie tam poszukać swojego miejsca. Czy nie byłoby łatwiej po krakowskiej uczelni? Sama nie wiem. W Krakowie i tak będziemy próbować. Jest milion marzeń i planów... Tyle.

niedziela, 8 marca 2015

Wewnętrzy niepokój

Był piątek, 6 marca. Wszyscy rozjechali się na weekend do domów. Zostałam tylko ja. Wiedziałam, że siedząc cały dzień w pokoju totalnie oszaleję, dlatego wybrałam się na zakupy. Kupienie kilku drobiazgów nie dość, że poprawiło mi humor to zafundowało oderwanie się od szarej rzeczywistości. Wyrzuciłam choć na chwilę z mojego życia zmartwienia. Potem wieczorna Droga Krzyżowa i sen...

Była sobota, 7 marca. Przed południem zrobiłam pranie, które okazało się moim największym osiągnięciem zeszłego dnia. Nie miałam nawet chęci na zajrzenie do książek. Leżały zaledwie dwa metry obok, ale każde spojrzenie na nie kończyło się zdaniem: "Masz czas. Przecież to tylko licencjat. Niektórzy nawet jeszcze planu nie mają". Wiem, że pocieszanie siebie to najgorsza droga, którą mogłam wybrać. Jednak co mam robić kiedy czuję niewyobrażalną niechęć, brak motywacji i siły? To już nawet nie chodzi o samą pracę, bo wiem, że w oczach innych ludzi to może był śmieszne zmartwienie, ale... ten niepokój. Co dalej? Co ze mną? Co z nami? Studia, praca, małżeństwo, rodzina... Czasem myślę sobie, że tylko w małżeństwie mogłabym odnaleźć spokój i spełnienie. To głupie, bo widzę, jak trudna i wymagająca jest to ścieżka. Czuję niepokój. Wczorajsze popołudnie spędziłam na modlitwie. Wiedziałam, że to jedyna droga, aby całkowicie nie przekreślić tego dnia.

Jest niedziela. 8 marca. Mija już trzeci dzień... Zastanawiam się czy przypadkiem nie powinnam zacząć rozmawiać ze ścianą. Pogoda jest taka wiosenna, powietrze takie lekkie i rześkie... Jeszcze rok temu pewnie wyszłabym na spacer, usiadła na ławce i zatęskniła za latem. A teraz? Im bliżej do lata, tym bardziej mnie coś uwiera... Wiem, że to wszystko jest głupie i śmieszne, ale musiałam się wygadać.

 

"Żadna pieśń, nie wypowie,
co czuje moje serce.
Liche drewno ratuje moje życie (...)"

niedziela, 22 lutego 2015

Przeżyć coś takiego...

Kiedyś bardzo nie lubiłam Wielkiego Postu, a Świąt Wielkanocnych to już osobliwie. Wszystko zaczęło się zmieniać jak poszłam na studia, kiedy ogarnęła mnie samotność i zaczęłam rozpaczliwie szukać Boga. Dramatycznie pragnęłam Jego obecności w moim życiu. Byłam spragniona zmian. Nie chciałam być bierna w mojej relacji z Nim. Widziałam wokół siebie ludzi, którzy odrzucili Chrystusa i byłam wściekła. Nie miałam nawet z kim pójść na niedzielną Eucharystię. Czułam takie nieogarnione rozgoryczenie. Na początku szukałam w modlitwie pocieszenia, które mogłoby przynieść ulgę. Jednak po pewnym czasie zrozumiałam, że On chyba oczekuje ode mnie czegoś więcej. Ma dla mnie pewien pomysł a ja powinnam solidnie zainwestować w moje życie. To był proces, który trwa i będzie trwał całe życie. Gdybym na mojej drodze nie spotkała pewnych ludzi oraz nie doświadczyła tego, co dane mi było doświadczyć... nie wiem czy potrafiłabym dostrzec sens Wielkiego Postu. Zaczęłam wracać myślami w przeszłość i odkryłam niesamowite rzeczy! Dopiero po latach otworzyłam oczy i ujrzałam Jego łaskę. Gdy ratował moje życie, kiedy stawiał przede mną wartościowych ludzi, kiedy pokazywał mi dobre ścieżki, walczył o mnie poprzez inne osoby. Wtedy nie dostrzegałam tego. Świadomość przyszła wraz z momentem otworzenia oczu.

Wszystko jest po coś- mówią ludzie. Nawet niektóre moje życiowe wybory... Kiedy na nie patrzę z lotu ptaka, myślę sobie: porażka. Jednak kiedy przyglądam się im głębiej, widzę ocean nieskończonego dobra. Dla innych ludzi często niedostrzegalny, ale dla mnie niezwykle cenny. I gdybym miała zaplanować swoje życie jeszcze raz, chciałabym aby wyglądało tak samo. Chciałabym popełnić błąd, sparzyć się, upaść- po to aby wygrać. 

W zniecierpliwieniu czekałam na ten Wielki Post. Chciałabym, aby był naprawdę wielki. Niesamowicie owocny, wartościowy... Mam takie małe marzenie, aby kiedyś przeżyć Wielki Tydzień w Ziemi Świętej. Będę zbierać złotówkami do skarbonki, ale pojadę:) Przeżyć coś takiego...

P.S. Ostatnio ze współlokatorką przeżywamy kryzys egzystencjalny. Co zrobić ze studiami? Kontynuować? Zmienić? Jaka uczelnia? Jakie miasto? Co z licencjatem? Być może ten Wielki Post zmieni coś w moim życiu, nakieruje, wskaże drogę... Tradycyjnie rozpoczynam ten czas Internetowym Słuchowiskiem Wielkopostnym "Mleko i miód" o. Adama Szustaka. A już liczyłam, że będzie kontynuacja rekolekcji z ubiegłego roku "Oto człowiek" nagrywanego w Jerozolimie. Szkoda, może za rok:)

poniedziałek, 16 lutego 2015

Gorszy, nie znaczy najgorszy

Zamiast odpocząć, wróciłam jeszcze bardziej zmęczona. Zamiast uporządkować myśli, coraz bardziej je zaplątałam. Zamiast... 
Tydzień przerwy między semestrami był zaledwie kroplą w morzu. Myślałam, że ochłonę, nabiorę sił, nacieszę się domem... Nawet nie wiem kiedy ten czas uleciał. Chciałabym przestać zamartwiać się na zapas. Chciałabym mieć mnóstwo energii do działania. Chciałabym...

Mój licencjat widzę przez mgłę. Mam jedynie temat, plan i ubogą bibliografię. W najbliższym czasie będę musiała wszystko uporządkować i napisać choć jeden rozdział. Tylko jak to zrobić, kiedy zupełnie TEGO nie czuję? Nie wiem jak mam pisać, nie wiem jak mam zacząć, nic nie wiem. Póki co czeka mnie egzamin poprawkowy. Tylko jedna poprawka to i tak świetny wynik, ale żadne to pocieszenie...

Ostatnio oficjalnie przyznałam się mamie, że myślę o magisterce na innym kierunku. Po tej rozmowie wszystkie moje plany lekko się posypały, ponieważ moja mama zasygnalizowała abym skończyła to, co już zaczęłam. Tyle, że ja nie widzę w tym sensu. Zrozumiałam, co chcę robić, dlatego nie chcę siedzieć bezczynnie, póki jeszcze mogę coś zmienić. Wszyscy wokół mówią: sama zdecyduj, nie patrz na rodziców, teraz nie liczy się to co kończysz, ale konkretne umiejętności... Czuję się rozgoryczona.

P.S. Wybaczcie, ale chyba mam gorszy czas. Jeśli ktoś z Was chciałaby się pomodlić i nie ma konkretnej intencji na dzisiejszy dzień, to proszę o modlitwę za mnie: o siłę i podjęcie dobrych decyzji.

sobota, 24 stycznia 2015

Pakiet idealny

Sesja.
Zmęczenie.
Zerwane stosunki dyplomatyczne z M.
Tyle w temacie.

P.S. Wyniki i pocztówki będą jak tylko wrócę do normalnego trybu życia.

niedziela, 16 listopada 2014

Co u mnie?

Praca licencjacka jawi się jako coś nierealnego, niemożliwego i niewyobrażalnego. Jedyne co mam to temat. Nie wiem gdzie szukać literatury ani jak zabrać się za stworzenie struktury pracy, która ma być gotowa na grudzień. Czuję się zupełnie głupia przy innych.

Coraz bardziej męczą mnie myśli o zmianie kierunku studiów na magisterce. Wiem, wiem... Licencjat nie zrobiony a ja już wybiegam tak daleko w przyszłość. Tylko, że jakiś plan trzeba mieć a czas mija nieubłaganie. Teoretycznie plan mam, ale te wszystkie wątpliwości... Czy uda mi się nadrobić zaległości? Czy dam radę wdrożyć się w ten kierunek nie mając z niego licencjatu? Czy podołam nieznanemu? Czy warto zaryzykować? Dlatego apeluję: jeśli ktoś z Was po studiach I stopnia wybrał się na inny kierunek II stopnia to piszcie. Da radę? Jestem w tej kwestii zupełnie pogubiona. Beznadzieja.

środa, 1 października 2014

Kolejny raz

W kalendarzu trudno pominąć pierwszy dzień października. Po raz kolejny nadarza się okazja aby zacząć wszystko od początku. I grzechem byłoby przepuścić taką szansę. I nawet jeśli nie zawsze wszystko nam wychodzi, może warto chociażby spróbować? Jestem pełna nadziei na ten nowy rok akademicki. Choć wiem, że to będzie trudny i wymagający rok. Rok pod znakiem upragnionego licencjatu. Tylko ile pracy i wysiłku trzeba będzie wnieść aby ta praca powstała... Na samą myśl mam w głowie pustkę. Ponadto będzie to dla mnie rok podjęcia wielu decyzji. Od kilku miesięcy poważnie myślę nad zmianą uczelni, a niekiedy kierunku. Ale przyznaję się bez bicia, że obawa przed nieznanym mocno mnie ogranicza, wręcz paraliżuje. Z jednej strony chciałabym spróbować, ale z drugiej strony... znam moją uczelnię, wiem co i jak. A co jeśli zmiana okaże się porażką, której nie będę mogła udźwignąć? A co jeśli zupełnie nie sprostam? Dylemat goni dylemat... Dlatego to będzie bardzo trudny czas. I w związku z tym proszę o modlitwę. O dobre decyzje, o owocny czas, o siłę i wytrwałość...

P.S. Przyjmę wszelkie rady:)

piątek, 27 czerwca 2014

Już po wszystkim

Sesja ma się świetnie:) Indeks leży sobie spokojnie w dziekanacie, a ja już mam głowę spokojną. I z ocen też wyjątkowo jestem zadowolona. No udała mi się ta sesja, nie powiem:)

A teraz siedzę sobie w domu i staram się łapać wszystkie chwile, żeby żaden dzień nie umknął zbyt szybko. Za moim M. już tak się stęskniłam, że wczoraj ledwo udało mi się zamknąć za nim drzwi kiedy wychodził. Obiecał, że jak tylko zrobi się cieplej to wybierzemy się w Bieszczady, może nawet na cały dzień:) Tak bardzo mi tego brakowało.


wtorek, 17 czerwca 2014

Zaproszenie

Jedyne co mi pozostało to czekać na wyniki z egzaminów. Jestem już tak zmęczona....

A gdyby ktoś z Was był zainteresowany Koncertem Chwały w Boże Ciało to serdecznie zapraszam:) W pogrubionym linku macie adres strony koncertu oraz wszelkie informacje:)

P.S. Idę odpoczywać:)


środa, 5 lutego 2014

Koniec, koniec, koniec...

Koniec sesji, koniec nieprzespanych nocy, koniec zmęczenia, koniec stresu... No oczywiście na jakiś czas:) Reasumując, tylko jedna poprawa i najcięższy egzamin zaliczony na 3 to chyba moje największe sukcesy w tej sesji egzaminacyjnej:) Jutro czeka mnie wyprawa po ostatnie wpisy, a w piątek do domu:) Aj jak ja się stęskniłam za moim lubym:)

czwartek, 30 stycznia 2014

Egzaminy, zaliczenia, egzaminy, zaliczenia...

Tak mniej więcej w wielkim skrócie wyglądają moje ostatnie tygodnie. Sesja trwa w najlepsze, a raczej w najgorsze. Nie no, póki co, nie jest tak źle.

Mam na razie jedną poprawę w sobotę, bo nie zaliczyłam ćwiczeń a na niektóre wyniki jeszcze czekam, także zobaczymy. Natomiast w przyszłym tygodniu czeka mnie egzamin, którego nieziemsko się boję i aż nie wiem co robić, aby się uspokoić. 

Na domiar złego nie dostałam się na specjalizację, którą chciałam. Zapisywaliśmy się przez Internet, i w przeciągu 5 sekund od godziny początkowej wszystkie miejsca się ulotniły. Nie wiem jak to możliwe, ale przy czymś takim lot w kosmos to bieg żółwia. Zapisałam się więc na specjalność, która "w razie czego" miała być numerem 2, ale jakoś nie pałam do niej miłością:/ Pojawił się pomysł, aby porozmawiać z wpływową osobą na wydziale odnośnie tego "cyrku", bo niby dlaczego czyjeś kliknięcie myszą ma decydować o naszych wyborach. Powinniśmy się zapisywać na to, co nas interesuje prawda? No chyba, że się mylę. Nie wiem czy to przyniesie jakiś efekt. Próbować warto:) Jeśli nic nie wskóramy to będę starać się bynajmniej o zmianę języka, który jest przypisany do danej specjalności. Akurat wiem, że taka możliwość istnieje, oczywiście przy małej bitwie z biurokracją. No cóż, jestem zbyt zdeterminowana, aby odpuścić.

A u Was jest egzaminy, zaliczenia i ta cała otoczka?:)