Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 listopada 2015

Zakładka ULUBIONE

Mam nadzieję, że pamiętacie jeszcze Justynę. Tak, tak... To ta sama dziewczyna, której oświadczył się chłopak po kilku miesiącach znajomości. Ostatnio w końcu się spotkałyśmy. Bałam się tego spotkania. Sama nie wiem dlaczego. Wiedziałam, że data ślubu jest ustalona i przygotowania zaczynają nabierać jakiś kształtów. Gadałyśmy dobrych kilka godzin. Bałam się niepotrzebnie. Naprawdę brakowało mi tych naszych rozmów. Tak szczerych i spokojnych. Takich rozmów, gdzie nikt nie przerywa gdy mówię. Takich rozmów, gdzie mogę wysłuchać drugiej osoby. Takich rozmów gdzie mogę powiedzieć co myślę. W końcu mogłyśmy bez skrępowania ponieść się radości z tych wszystkich wspaniałych rzeczy, które dzieją się w jej życiu. Rozmawiałyśmy o wszystkim. O rzeczach poważnych i mniej poważnych... Okazało się, że mamy bardzo podobną wizję ślubu i wesela:) Delikatna sukna, nieidealnie ułożone kwiaty, romantyczna fryzura, zdjęcia z duszą, kameralny ślub i cała masa innych drobiazgów... Chyba rozumiemy się w tej materii jak mało kto. 

Chociaż gdy opowiadała mi o tym wszystkim, nagle poczułam takie ukłucie. Od lat na moim komputerze w zakładce ULUBIONE, leży sterta ślubnych i weselnych inspiracji. Zdjęcia, filmy... Leżą przykurzone i czekają na swój czas. A tu nagle okazuje się, że ta moja wizja, wcale nie jest tylko MOJĄ wizją. Poczułam się ogołocona z moich marzeń. Z tego wszystkiego na co tak z utęsknieniem czekałam. Jednak mimo tego ukłucia w sercu, myślę sobie, że ta nasza rozmowa była ogromnym... błogosławieństwem. Wokół siebie mam mnóstwo koleżanek, z którymi nie rozmawiam na tematy związkowo-narzeczeńsko-ślubne. Gdy ostatnio powiedziałam mojej współlokatorce, że chciałabym już zostać narzeczoną, to spotkałam się ze zdziwieniem: "Ale jak to? Naprawdę chciałabyś już teraz? Tak szybko? Ja to do 30 będę czekać, bo praca, bo coś tam... Bo moja siostra wyszła za mąż w wieku 23 lat i żałuje..." Czasami po prostu nie ma z kim pogadać... Moja współlokatorka nigdy nie była w poważniejszym związku, więc inaczej podchodzi do niektórych spraw. Jest takie powiedzenie... Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gdy ostatnio zaręczyła się jej koleżanka ze studiów to wróciła zdołowana i powiedziała: "Jeśli się kiedyś zaręczysz to nawet mi nie mów, bo już zupełnie wpadnę w depresję..." Zaczęłam wtedy wyobrażać sobie ten moment. Komu powiem? Do kogo zadzwonię z nowiną? Kto się naprawdę ucieszy? A może będę musiała omijać szerokim łukiem ten temat, by przypadkiem kogoś nie urazić naszym szczęściem? Smutne to wszystko...

To spotkanie było... błogosławieństwem. Ta rozmowa była błogosławieństwem.

P.S. Ostatnich kilka dni było cudownym czasem. Nie wiedziałam, że mam takiego troskliwego mężczyznę. A mój jakże troskliwy mężczyzna odkrył pewną piosenkę, której przez ostatnie dni nie dawał spokoju:) Chyba tęsknię...

piątek, 14 sierpnia 2015

Wesele, wesele i po weselu

Jutro minie 3 tygodnie od ślubu mojej przyjaciółki. Tyle razy zabierałam się do napisania tej notki. W pewnym momencie przestałam liczyć kolejne próby sklecenia choćby jednego zdania. Dzisiaj opiszę Wam moje wrażenia i przemyślenia z tego dnia:) 

Przyznam, że emocje były niesamowite. Obudziłam się z lekko ściśniętym żołądkiem:D Chodziłam i tylko zastanawiałam się co czuje moja przyjaciółka, co dzieje się w jej domu, co robi... Atmosfera była tak przyjmująca. Momentami, czułam się jak w dniu własnego ślubu. Nie wiem jak to jest. Nie znam tego uczucia. Mogłam się jedynie domyślać:) Na początku postanowiliśmy, że pójdziemy do domu Panny Młodej. Takie były wstępne plany, jednak zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Nie chcieliśmy robić zbędnego zamieszania, dlatego poszliśmy od razu do Kościoła. Na ślubie było kilka momentów kryzysowych:D Nie ukrywam, że zakręciła się łezka w oku ze wzruszenia;) Całą ceremonię zepsuła jedynie homilia księdza. Widać, że był zupełnie nieprzygotowany. Nie wiedział nawet jak ma na imię Pan Młody. Kazanie też obracało się głównie wokół polityki i najgorszego zła jakie jest na świecie. Wolę pominąć ten wątek...
Potem przyszedł czas na życzenia i wesele. Powiem szczerze, że akurat wesele totalnie nie było w moim stylu. Zabawa z remizie, kucharka, rzeźnik, dekoracje, załatwianie każdej sprawy samemu... Kto chociaż raz miał okazję być przy organizacji takiego wesela to wie, co mam na myśli. Ja miałam okazję być 3 razy. I ostatnią rzeczą, którą chciałabym robić na tydzień przed ślubem to stać w kuchni przy sałatkach, plackach i wędlinach. Najgorszy w tym wszystkim był brak klimatyzacji. Na zewnątrz było wtedy ponad 30 stopni. Przyszliśmy po życzeniach na miejsce, a tam żadnej różnicy temperatur! Nikt nie miał ochoty na jedzenie przy takim upale, nie wspominając o tańcach. Sala do tańczenia była zupełnie na innym piętrze, pod samym dachem. Po jednej piosence woda lała się z nas ciurkiem. W sali do siedzenia zamiast krzeseł, ustawione były długie, drewniane ławki bez oparcia. Ogólnie miałam wrażenie, jakby to były trzy wesela w jednym miejscu. Część gości była w sali tanecznej, część w sali do siedzenia a część na polu. Najgorsze było to, że Para Młoda przez kilka godzin nie była obecna na weselu. Przyjechali z plenerowych zdjęć już po zmroku. Miałam wrażenie, jakby ślub był tylko dodatkiem do tej ogromnej, wiejskiej imprezy. Dopiero po tym weselu uświadomiliśmy sobie z M. jakiego wesela chcielibyśmy uniknąć. Wesele weselem... Było jak było, ale akurat ja najbardziej cieszę się, że mogłam być na tym ślubie. Bo to właśnie ten moment był najważniejszy. Po tych wszystkich wrażeniach coraz bardziej zaczęłam tęsknić za naszym ślubem:) Mimo tej całej niechęci do wesela i weselnych zwyczajów, które aż przytłaczają człowieka, chciałabym aby kiedyś taki dzień mógł mieć miejsce. Aby było kameralnie, bez rozdmuchiwania, bez niepotrzebnego stresu. Tak po prostu.

sobota, 16 maja 2015

Dojrzałość (nie) planowana

Ostatnio moja mama zapytała wprost: "Planujecie coś może?" Znieruchomiałam z wrażenia. Planować? W jakim sensie? Dokładnie wiedziałam, że chodzi o małżeństwo. Myślimy o małżeństwie, jednak nie planujemy. Nasza obecna sytuacja nie pozwala nam na podjęcie jakichkolwiek kroków ku temu. W dodatku czujemy, że nie jesteśmy gotowi jeszcze na przyjęcie tego sakramentu. Nie zmienia to faktu, że jestem spragniona kolejnego etapu w naszym związku, czyli narzeczeństwa. We wrześniu będzie 5 lat razem. Jak to w ogóle wygląda?! :) Po tak długim czasie, wejście na wyższy poziom jest jak spełnienie marzeń z dzieciństwa. Wyczekiwany i upragniony czas... Po raz pierwszy w życiu moja mama zadała mi takie pytanie. Byłam zaskoczona, sama nie wiedzieć czemu. Dorosłość? Stawanie się kobietą? Zaręczyny? Małżeństwo i własna rodzina? Może dlatego, że z trudem przychodzi dziewczynie uświadomienie sobie: "Jestem dorosłą i dojrzałą kobietą". Dla mnie to nadal swego rodzaju abstrakcja i totalna zmiana o 180 stopni. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła z pełną świadomością powiedzieć: "Tak, jestem dojrzałą kobietą, dojrzałą do małżeństwa i dojrzałą do budowania naszego świata".

"Życie na pełnej petardzie" prawie przeczytane. Aż żal kończyć czytanie. Dla spragnionych słów i przemyśleń ks. Jana Kaczkowskiego:

czwartek, 5 czerwca 2014

Za rok?!

M: Chciałbym za rok zaręczyć się z tobą.
Ja: Co?
M: No tak. Mówię poważnie.
Ja: Za rok?! Dlaczego za rok, i w ogóle czemu mi o tym mówisz?


Temat zaręczyn i narzeczeństwa jest u nas stary jak świat. Zawsze o tym rozmawialiśmy, tak samo jak o wielu innych sprawach. Mój M. podpytywał o różne rzeczy, chciał wiedzieć jak ja to sobie wyobrażam, co o tym myślę, jak ten moment miałby wyglądać, co z rodzicami itd. Nie ukrywam, że często myślałam sobie o tej chwili, już tak bardzo chcąc ją przeżyć i doświadczyć. Zwłaszcza, że jesteśmy ze sobą już od ponad 3 lat i w końcu przydałoby się "wskoczyć" na ten wyższy poziom. Jak każda dziewczyna, po prostu o tym marzyłam... aż do wczoraj.

"Zaręczyć?! Za rok? Ale dlaczego? Czemu tak nagle? O ślubie możemy mówić minimum za 3 lata, już o tym mówiliśmy, sam tak powiedziałeś. A teraz? A rodzice? Mama od razu się zdenerwuje. Pomyśli, że ciąża, jakieś cuda wianki. Babcia na wstępie powie, że skoro zaręczyny to ślub musowo za rok, bo taka tradycja. Kurcze, marzyłam o tym, a teraz boję się tego, to chyba mnie przerasta. Mam dopiero 21 lat, wygląd szesnastolatki a tu nagle taka sytuacja? To chyba nie dla mnie".

Dlaczego tak zareagowałam? Nie wiem. Czy dlatego, że M. powiedział mi o tym tak bezpośrednio? Może nie dojrzałam do tego? Albo dotarło do mnie jak bardzo realne mogą stać się te nasze marzenia? A może wraz z momentem zaręczyn człowiek nie myśli o tym, tylko wie, że jest gotowy i ta dojrzałość sama przychodzi? A może dlatego, że to rzeczywiście za wcześnie? Hmm, a jak za rok okaże się, że faktycznie to dobry czas?

Oczywiście porozmawialiśmy o tym na spokojnie. Wyjaśniliśmy wszystko, tak więc ponownie mogę powiedzieć: "Tak. Marzę o tym". Zaręczyny to poważna sprawa, zdajemy sobie z tego sprawę, to ogromna odpowiedzialność i wielka deklaracja. Dlatego postanowiliśmy nic nie planować. Jeśli mamy być ze sobą to przede wszystkim powinniśmy teraz nad sobą pracować i uczyć się żyć razem. A jeśli przyjdzie taki moment, to jak mój M. powiedział: "Nawet nie będziesz wiedziała kiedy to się stanie":) I niech tak zostanie:) Postanowiliśmy to wszystko Temu Jedynemu zawierzyć. On wie co jest dla nas dobre i w jakim czasie będzie dobre.

P.S. Jest pośród Was wiele narzeczonych i wiele osób żyjących w małżeństwie, które zaręczyny mają za sobą. Jak to było u Was? Podzielcie się wrażeniami. Czy moje obawy to "normalka"?


 A to zdjęcie zawsze przychodzi mi na myśl, kiedy mowa o zaręczynach. I jeśli wydarzy się w moim życia ta piękna chwila zaręczyn, to chciałabym aby takie zdjęcie powstało:)

piątek, 28 lutego 2014

Bo kiedyś pisałam wiersze...

I nie wiem dlaczego, ale tęsknię za tym. Choć w sumie wiem dlaczego. Dlatego, że pisanie dawało mi satysfakcję z tworzenia CZEGOŚ. Dlatego, że mogłam w ten sposób wyrazić swoje emocje, uczucia, myśli... Dlatego, że była to moja odskocznia, mój świat, moja pasja. Z czasem zaczęłam pisać mniej, coraz mniej, by w rezultacie przestać pisać całkowicie. Nie było to celowe, ale takie bardziej nieumyślne, dlatego... Chciałabym wrócić do pisania. Mnóstwo jest momentów w życiu codziennym, kiedy układają mi się w głowie różne myśli. Dlaczego nie potrafię tego wykorzystać? Postanowiłam sobie, że zacznę małymi kroczkami powracać do pisania, o ile jeszcze potrafię to robić. Zobaczymy... Byłoby cudownie wypełnić tą pustą część samej siebie.