Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Radość

Zapowiadał się długi, nudny i dość nieciekawy weekend. W praniu wyszło całkiem nieźle. Jedyne co doskwierało to samotność. Wszyscy rozjechali się do domów, albo mieli własne zajęcia. Starałam się robić wszystko, byleby nie siedzieć sama w zamkniętym pomieszczeniu. Dało radę dzięki wspaniałej pogodzie:)

Koncert Chwały był w miarę udany:) Chociaż jeśli chodzi o całokształt, to ubiegłoroczny Koncert był dla mnie większym przeżyciem i dużo bardziej do mnie przemówił. Na początku tegorocznego Koncertu zupełnie się pogubiłam. Czułam się niepewnie, tak nieswojo, nie wiedziałam jak się zachować. Nigdy nie miałam z tym problemu, ale sama myśl, że stoi obok mnie dziewczyna, której trochę nie po drodze z Panem Bogiem, zupełnie mnie przygniotła. Spędzam z nią całe dnie na zajęciach, jesteśmy dobrymi koleżankami, a jednak poczułam się bezradna. Stwierdziłam, że nic tu po mnie. Niech Pan Bóg coś z tym zrobi. Jeśli ten Koncert będzie dla niej stratą czasu to trudno... Najwyżej na przyszłość będzie go omijać szerokim łukiem:) Natomiast, jeśli będzie chciał dać jej jakiś znak, to zrobi to w najlepszy możliwy sposób. Może poprzez ten Koncert? Powiem szczerze, że miałam ochotę wywiesić białą flagę i sobie pójść. Dosłownie. Widziałam, że moja koleżanka też czuła się nieco pogubiona, ale już na wstępie zaznaczyła, że to nie jest jej klimat. Klęska na całej linii. Jednak finał Koncertu... był niesamowity:) Gdy już wracałyśmy usłyszałam nawet: "Wiesz co? Nawet spoko było. Za rok możemy pójść znowu:) Nawet nie wiedziałam, że tyle młodych ludzi tam będzie." Poczułam taką radość:)








fot. Paweł Bieniek

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Zbudź się...

"Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus." (Ef 5, 14)

Uwielbiam ten czas. Sama się dziwię, bo zaledwie kilka lat temu było zupełnie inaczej. Przytłaczał mnie Wielki Post, Wielki Tydzień, Wielka Niedziela. Wszystko było takie WIELKIE, a ja tej wielkości nie czułam. Ja jej po prostu nie rozumiałam. Do tej pory nie pojmuję tej ogromnej miłości, która popłynęła do nas z Krzyża, ale przybliżam się... Chcę jej doświadczyć, pojąć i ogarnąć całą sobą.

Podczas tych WIELKICH DNI postanowiłam po raz kolejny zaczerpnąć z Biblii. Nie lubię składać życzeń, ani ich przyjmować, a wszelkie wierszyki o kurczaczkach i pisankach jakoś zupełnie mnie nie przekonują. Biblia natomiast to nieskończone źródło, z którego można czerpać i czerpać. Powyższy cytat był idealny, aby rozesłać go do bliskich i znajomych tuż przed poranną rezurekcją. Wielu jeszcze wtedy spało, może kogoś ten SMS obudził. Jeśli tak, to świetnie:) Postanowiłam rozesłać go także tym, którzy oddalili się od Boga, może nieco pogubili w tym wszystkim. Przebywam z tymi ludźmi na co dzień, więc dlaczego nie? Każdy z nich jest mi bliski, każdy zasługuje na miłość i poznanie Chrystusa. Chrystus Zmartwychwstał! Radość, radość i jeszcze raz radość:) Wszyscy powinni tej radości doświadczyć.

Wielkanoc spędziłam w rodzinnym domu. Tam wszystko odchodzi na bok. Nie myślisz o niczym. Jest cicho i spokojnie. Czas leci nieubłaganie. A potem wracam... I czuję, że znowu zaczyna się to samo... Strach, dylematy, kolejne rozmowy ze znajomymi pod tytułem "co dalej?" Od dzieciństwa marzyłam o studiach w Krakowie. Jednak w klasie maturalnej nie widziałam tam dla siebie miejsca. Teraz znowu powrócił ten temat. Moja współlokatorka przechodzi przez to samo. Może jednak Kraków? W końcu bardziej renomowane uczelnie i większa możliwość znalezienia pracy, stażu czy praktyki. Jednak może moja mama ma rację? Powinnam być konsekwentna i skończyć to, co zaczęłam. Nowy kierunek? A jeśli znowu okaże się, że to klapa? Jest przecież ogromne ryzyko, że nie nadążę za nową uczelnią i kierunkiem, psychicznie i fizycznie nie podołam... Jest ryzyko. W dodatku wiem, że prędzej czy później przeniosę się do Krakowa. Planujemy z M. właśnie tam poszukać swojego miejsca. Czy nie byłoby łatwiej po krakowskiej uczelni? Sama nie wiem. W Krakowie i tak będziemy próbować. Jest milion marzeń i planów... Tyle.

niedziela, 22 lutego 2015

Przeżyć coś takiego...

Kiedyś bardzo nie lubiłam Wielkiego Postu, a Świąt Wielkanocnych to już osobliwie. Wszystko zaczęło się zmieniać jak poszłam na studia, kiedy ogarnęła mnie samotność i zaczęłam rozpaczliwie szukać Boga. Dramatycznie pragnęłam Jego obecności w moim życiu. Byłam spragniona zmian. Nie chciałam być bierna w mojej relacji z Nim. Widziałam wokół siebie ludzi, którzy odrzucili Chrystusa i byłam wściekła. Nie miałam nawet z kim pójść na niedzielną Eucharystię. Czułam takie nieogarnione rozgoryczenie. Na początku szukałam w modlitwie pocieszenia, które mogłoby przynieść ulgę. Jednak po pewnym czasie zrozumiałam, że On chyba oczekuje ode mnie czegoś więcej. Ma dla mnie pewien pomysł a ja powinnam solidnie zainwestować w moje życie. To był proces, który trwa i będzie trwał całe życie. Gdybym na mojej drodze nie spotkała pewnych ludzi oraz nie doświadczyła tego, co dane mi było doświadczyć... nie wiem czy potrafiłabym dostrzec sens Wielkiego Postu. Zaczęłam wracać myślami w przeszłość i odkryłam niesamowite rzeczy! Dopiero po latach otworzyłam oczy i ujrzałam Jego łaskę. Gdy ratował moje życie, kiedy stawiał przede mną wartościowych ludzi, kiedy pokazywał mi dobre ścieżki, walczył o mnie poprzez inne osoby. Wtedy nie dostrzegałam tego. Świadomość przyszła wraz z momentem otworzenia oczu.

Wszystko jest po coś- mówią ludzie. Nawet niektóre moje życiowe wybory... Kiedy na nie patrzę z lotu ptaka, myślę sobie: porażka. Jednak kiedy przyglądam się im głębiej, widzę ocean nieskończonego dobra. Dla innych ludzi często niedostrzegalny, ale dla mnie niezwykle cenny. I gdybym miała zaplanować swoje życie jeszcze raz, chciałabym aby wyglądało tak samo. Chciałabym popełnić błąd, sparzyć się, upaść- po to aby wygrać. 

W zniecierpliwieniu czekałam na ten Wielki Post. Chciałabym, aby był naprawdę wielki. Niesamowicie owocny, wartościowy... Mam takie małe marzenie, aby kiedyś przeżyć Wielki Tydzień w Ziemi Świętej. Będę zbierać złotówkami do skarbonki, ale pojadę:) Przeżyć coś takiego...

P.S. Ostatnio ze współlokatorką przeżywamy kryzys egzystencjalny. Co zrobić ze studiami? Kontynuować? Zmienić? Jaka uczelnia? Jakie miasto? Co z licencjatem? Być może ten Wielki Post zmieni coś w moim życiu, nakieruje, wskaże drogę... Tradycyjnie rozpoczynam ten czas Internetowym Słuchowiskiem Wielkopostnym "Mleko i miód" o. Adama Szustaka. A już liczyłam, że będzie kontynuacja rekolekcji z ubiegłego roku "Oto człowiek" nagrywanego w Jerozolimie. Szkoda, może za rok:)

sobota, 10 stycznia 2015

Honorowy Patronat

Zainspirowana inicjatywą, również postanowiłam wybrać swojego patrona na 2015 rok. I koniecznie zapragnęłam, aby to była kobieta. Dlaczego? O świętych kobietach mało wiem. Wstyd się przyznać, ale tak jest. Więc może to idealna okazja na zmianę? Padło na błogosławioną Matkę Teresę z Kalkuty. Zawsze patrzyłam na nią z podziwem, mimo nie zbyt rozległej wiedzy na temat jej życia. Całkowicie poświęciła swoje życie Jezusowi oraz innym ludziom, będąc przy tym skromną, malutką, zwyczajną zakonnicą. Być może w tej zwyczajności utożsamiałam się z nią? Jak dla mnie jest ona kwintesencją poszukiwania swojego powołania i wypełniania go. Jest obrazem walki o godność człowieka, bez względu na rasę, wiarę i przekonania... Chciałabym poznać ją bardziej, zaprzyjaźnić się, wsłuchać w pełne prostoty słowa.


TUTAJ możecie przeczytać krótką notkę biograficzną, chyba, że ktoś jest bardziej spragniony wiedzy na temat bł. Matki Teresy to polecam TEN artykuł. Jednak najbardziej interesująca wydaje mi się WIARA PRAKTYCZNA WG MATKI TERESY W KALKUTY. Jest to seria rozważań oparta na biografii i wypowiedziach Matki Teresy. Zrobiłam jedynie rzut okiem na te teksty, ale wyglądają na ciekawe i godne uwagi. Mam też takie małe pragnienie przeczytania choć jednej książki o Matce Teresie. W sumie już wcześniej chodziła za mną ta myśl, ale skoro obrałam Matkę Teresę za moją honorową patronkę (w sposób szczególny właśnie w tym roku kalendarzowym) to może czas się odważyć?

Zastanawiam się jaką rolę w waszym życiu odegrała lub odgrywa bł. Matka Teresa? Może nigdy nie była Wam bliska? Może nie znacie jej wcale? Jestem ciekawa Waszych osobistych doświadczeń:)

P.S. Z Matką Teresą łączy mnie również coś jeszcze- imię nadane na Chrzcie:) Pewnie stąd ta wewnętrzna bliskość względem mojej patronki.


środa, 7 stycznia 2015

Światło

Myślałam, że będą życzenia, ciepłe słowa, wirtualne uściski. Jednak DOM pochłonął wszystko dookoła, nawet mój wirtualny świat na czele z blogiem. Stąd ta cisza. Wbrew pozorom bardzo potrzebna. I to nie znaczy, że o Was zapomniałam. Wręcz przeciwnie. W przypływie wyrzutów sumienia pomyślałam, że przecież można inaczej...  Więc dzisiaj, 7 stycznia, w ten zwykły, szary wieczór chcę życzyć Wam Jego obecności. Aby w każdy taki wieczór rodził się Chrystus, aby przychodził do Was i oświecał drogę, którą pójdziecie. Chyba nigdy nie jest za późno na życzenia? Szczególnie, że te są naprawdę ze szczerego serca. Niech te słowa budują:


"Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności."
Jn 12, 46 

Rozesłałam ten cytat moim znajomym tuż przed Wigilią, i rewelacyjnie się złożyło, bo podczas Pasterki była mowa o Jezusie, który jest światłem. A żeby było ciekawiej, przez całą Pasterkę reflektory oświecające ołtarz nieco się buntowały. Co chwilę gasły lub zapalały się. I kiedy już mieliśmy rozejść się do domów, ksiądz powiedział: "Chrystus jest światłem, które nigdy nie zawodzi. To wszystko co sami próbujemy budować i tworzyć zawsze będzie szwankować, psuć się... i gasnąć jak to światło". Po takim podsumowaniu, wszystko inne jest zbędne:)

Przy okazji chcę podziękować za dwa inspirujące posty: ZA TEN i TEN :) Idealna okazja, aby wybrać swojego patrona na ten Nowy Rok.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Plastry miodu

Jak wygląda sytuacja między moją najlepszą przyjaciółką a jej narzeczonym na 8 miesięcy przed ślubem? Nie wiem. Kolejne próby rozmów na ten temat kończą się fiaskiem. Zresztą nie dziwię się. W takiej sytuacji też pewnie chciałabym zdystansować się do ludzi, wycofać się w cień czy cokolwiek innego, byleby z nikim o tym nie rozmawiać. Wspieram ją mimo smutku, żalu i rozczarowania.

Właśnie minął tydzień Adwentu. Podliczając, wychodzi na to, że mam już za sobą 9 odcinków Plastra Miodu, czyli Internetowego Słuchowiska Adwentowego. Szczerze? Nie spodziewałam się, że będzie AŻ tak kameralnie, AŻ tak intymnie, AŻ tak osobiście, AŻ tak spokojnie, AŻ tak bardzo blisko Boga i Jego Słowa... Mogłabym wymieniać i wymieniać. Można powiedzieć, że nie znałam o. Szustaka od tej strony:) I mam wrażenie, że z każdym jego słowem coraz bardziej wkręcam się w Pismo Święte. Jeszcze do niedawna Stary Testament był dla mnie czymś niewyobrażalnie niezrozumiałym, a teraz mam ochotę chłonąć go na wszystkie strony. Prostota słów zawsze procentuje, dlatego, oby więcej takich duszpasterzy jak o. Adam. Liczę na wiele dobra, które zaowocuje.

środa, 29 października 2014

Chyba odnalazłam swoje miejsce

2 lata tułaczki po różnych Mszach Świętych dały się mocno we znaki. Postanowiłam, że kończę z tym. Jestem młodą, studiującą dziewczyną, więc dlaczego miałabym omijać szerokim łukiem Msze Akademickie? Kilka osób próbowało mnie namówić, ale ja zawsze nieugięta wykręcałam się późną godziną. Hmm, w sumie to nawet nie chodziło o wykręcanie się, ale o przyzwyczajenie chodzenia na Msze Święte przed południem. Ale w tym roku powiedziałam sobie- koniec! Mam wrażenie, że utraciłam te dwa lata. Nie czułam się na tych Mszach jak w domu, nie czułam, że mam obok siebie bratnie dusze, nie czułam nic... Aż ostatnio. Ta Msza w końcu mnie obudziła do życia. Nawet po jej zakończeniu długo siedziałam w ławce i uśmiechałam się do siebie. Chciałam tam być. Po prostu. Ta liturgia, ten śpiew, gitara, młodzi ludzie... Poczułam kim tak naprawdę jestem i jak wiele jestem w stanie zrobić. Kapucyni jak na razie numerem 1;) Chyba odnalazłam swoje miejsce:)

piątek, 25 lipca 2014

Bagno

Jestem od Niego coraz dalej. Nie mam siły nawet na wieczorną modlitwę. A może chęci? Za to mam ogromne wyrzuty sumienia. Zupełnie nic nie czuję... Wszystko jest ode mnie takie dalekie i obojętne. Nie poznaję siebie. Najgorsze, że to już kolejny raz. I kolejny raz w okresie wakacji. Nie chcę usprawiedliwiać się obowiązkami w domu, pomaganiem mamie czy innymi rzeczami, bo to głupie. Czuję się taka pusta w środku i taka wypalona. Nawet Msza Św. umyka mi niepostrzeżenie. Nie czuję jej. I z jednej strony chciałabym jak najdłużej zostać w domu, ale z drugiej... Kiedy pomyślę o tym wszystkim, mam ochotę wracać. Chcę wrócić do świata gdzie mogę bez powodu wstąpić do Kościoła, gdzie mogę czuć się w nim swobodnie, gdzie mogę iść na "moją Mszę", gdzie nikt nie wytknie mnie palcem, nie będzie zwracał uwagi na ubiór, na moje słabości... A modlitwa? Mam wrażenie, że im bardziej jestem samotna, tym bardziej jest mi bliska. A im więcej rzeczy zaprząta mi głowę, tym bardziej o niej zapominam. Ale to obłudne. Nie chcę tak dłużej. Wiem, że taka nie jestem. Ty wszystko możesz, więc pomóż mi wyjść z tego bagna.

wtorek, 15 lipca 2014

Mogę wszystko

M. ewidentnie wybił mi z głowy marudzenie i zamartwianie się. No w końcu po tylu próbach musiało mu się udać. Tyle wytrwaliśmy, to i tę próbę przejdziemy. Zresztą jest Ktoś, kto nie pozwoli nam zwątpić, poddać się i przestać walczyć o miłość. Mimo wszystko, bo przecież "Miłość wszystko przetrzyma". A ja wierzę w tę miłość, tę która może wszystko.


Mój ukochany. Stara się, widzę to i doceniam. Może nawet niedoskonale, ale doceniam. Wiele się zmienia w naszej relacji. I to nie tylko ze względu na wyjazd. Widzę różnicę w nas samych. Porównuję jak wyglądały nasze randki jeszcze rok temu, a jak teraz. Obserwuję jak się zachowuje, co mówi, podpatruję jego gesty. Nasz związek ewoluował razem z nami. Te kilka tygodni, które minęły były cudownym czasem. M. musiał się mocno postarać, aby tak się stało. Naprawdę, nigdy nie widziałam go tak zaangażowanego w nasze randki:) I czuję, że znów coś kombinuje na następny weekend. Nie mam wątpliwości, że znów będzie cudownie i że wymyśli coś niepowtarzalnego. Coraz bardziej mnie zaskakuje. I chyba dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawę. Jak dobrze, że jest...

sobota, 5 lipca 2014

Czystość przedmałżeńska

Przez pewien okres czasu na wielu blogach przewinął się temat czystości przedmałżeńskiej, którego ja osobiście nie chciałam podejmować. Jednak ostatnio "coś mnie tknęło". Może komuś to pomoże w walce o czystość, tak jak mnie kiedyś pomagały posty innych i w gruncie rzeczy nadal pomagają.

CHCEMY CZEKAĆ. Rozmawialiśmy o tym już wiele razy i nadal rozmawiamy, mimo "oczywistej oczywistości". Wiemy dlaczego chcemy wytrwać do ślubu i czego oczekujemy od siebie nawzajem w tej kwestii. Kiedy zaczęliśmy być ze sobą myślałam: "Kurde, przecież każdy facet tego chce. Nie ma szans abyśmy wygrali." Myliłam się. I Bogu dziękuję za takiego faceta. Takiego, który jest odpowiedzialny za nas i konsekwentny w tym co robi. Który rozumie i stara się jak najlepiej. Nie traktujemy czystości jako męczarnię czy katorgę, choć wiem, że spora część społeczeństwa tak właśnie czystość postrzega. Dla nas czystość jest po prostu darem, który możemy dać drugiej osobie. Nie ma sensu rozwodzić się nad "za i przeciw" lub "dlaczego warto współżyć przed ślubem bądź nie", bo każdy uważa inaczej wedle własnego sumienia. Dla nas wielką wartość ma przede wszystkim wiara i nie wyobrażamy sobie zjednoczenia bez sakramentu.

No dobra. Było kolorowo, więc czas teraz ściągnąć optymistyczne, różowe okulary. Niby wszystko jest przegadane, niby wiemy czego chcemy, wyznajemy pewne zasady i wartości, ale kiedy stykamy się z rzeczywistością bardzo łatwo o upadek. Jesteśmy ludźmi, którzy upadają i nic na to nie poradzimy. Naszym obowiązkiem jest jedynie walka i jestem dużo bardziej silniejsza w tej walce dzięki Wam. Tak, tak, dzięki Wam:) Pamiętam, że zanim zaczęłam swoją przygodę z blogowaniem moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Kiedy po raz kolejny zrobiliśmy krok za daleko, kiedy po raz kolejny w miesiącu klękałam do spowiedzi zdenerwowana i kiedy wydawało mi się, że ten problem nikogo innego nie dotyczy, jednocześnie czułam się jak wrak człowieka. Wielokrotnie zastanawiałam się czy jeśli rzeczywiście dojdzie do ślubu to będzie on miał jakikolwiek sens, skoro tyle razy powtarza się tradycyjny scenariusz: upadek-spowiedź-upadek-spowiedź. Tak samo wiele razy zastanawiałam się co będzie jeżeli rozstaniemy się z jakiegoś powodu i jak będę się czuć wiedząc jak blisko byliśmy ze sobą. Bo to nasz pierwszy związek tak na serio.

I wtedy zaczął się blog i czytanie blogów innych osób. Zobaczyłam zupełnie inne spojrzenie na czystość przedmałżeńską a przede wszystkim bardziej zdrowe podejście do tematu, który do tej pory nazwałabym "fanatyzmem czystości za wszelką cenę z ustalaniem granic co do milimetra". Na szczęście leczę się z tego myślenia. Owszem musimy się starać, walczyć, panować nad sobą, ale ważna jest też świadomość upadku. I tego, że kiedy ten upadek nas dotknie, jest dla nas szansa. Choćbym 50 i 100 razy miała się podnosić, trzeba powracać do Niego, do kratek konfesjonału. No i oczywiście wyleczyłam się w stu procentach z myślenia, że "ten problem tylko nas dotyczy", bo w praktyce dotyczy on chyba każdego związku. Zrozumiałam też, że zjednoczenie z drugą osobą wcale nie jest czymś "ble", a wręcz przeciwnie. Jest tak piękną i wspaniałą rzeczą, że aż prosi się by czekać do ślubu:)

Nie będzie łatwo, wiem o tym. Przed nami jeszcze wiele miesięcy bez ślubowania, także walka będzie ciężka. Ale sporo mam w sobie siły i większa jest moja świadomość. Wiem, że On mnie wspiera i Jego ramiona zawsze są otwarte.

niedziela, 22 czerwca 2014

Czwartek

Dziwnie się czułam spędzając po raz pierwszy w życiu Boże Ciało poza domem. Jednak kiedy teraz wspominam ten dzień, to myślę, że był on bardziej głębokim przeżywaniem i radością niż kiedykolwiek wcześniej. Wieczorny Koncert Chwały dał mi sporo pozytywnej energii. Nie ukrywam, że na początku byłam nieco zdystansowana i miałam ochotę wracać, ale później... było niesamowicie. Było tak niesamowicie, że popłakałam się po Adoracji Najświętszego Sakramentu. Tak więc nie mam najmniejszych wątpliwości, że Duch Św. działał pośród nas. Czas minął bardzo szybko, zdecydowanie za szybko. Aż miałam niedosyt wszystkiego. I muzyki, i adoracji i śpiewu. Takie coś trzeba przeżyć samemu. Po prostu:)








czwartek, 12 czerwca 2014

Świadek prawdy

"Świadek prawdy." to reporterska biografia ks. Jerzego Popiełuszki, zamęczonego w 1984 roku. Zawiera nie tylko dokładny opis ostatnich chwil jego życia, prześladowań i śmierci, ale też mniej znane szczegóły z dzieciństwa, nowe fakty z pobytu w seminarium i w wojsku, a także z jego zwyczajnej-niezwyczajnej pracy w parafiach, szczególnie na warszawskim Żoliborzu. Opisane są także cuda i łaski ks. Jerzego, których wielu wciąż doznaje przy jego grobie." 

"Świadek prawdy. Życie i śmierć księdza Jerzego Popiełuszki" to pozycja napisana przez Milenę Kindziuk. Znana jest jej wzruszająca książka o matce ks. Jerzego pt. "Matka Świętego", o której kiedyś Wam pisałam. Dopiero niedawno skończyłam czytać "Świadka prawdy", choć na półce leży już kilka miesięcy. Tak więc ze sporym opóźnieniem postanowiłam napisać kilka słów o tej książce.

Jak wiecie, księdza Jerzego "poznałam" całkiem niedawno. Zaczęło się od filmu, kolejnych filmów, artykułów, potem doszły do tego książki, strony internetowe itd. Nie wiem dlaczego akurat ksiądz Popiełuszko. Jego życie, tamta sytuacja w Polsce, historia, ukochana ojczyzna, wielka odwaga, oddanie się służbie i chyba największa wiara, której moglibyśmy się uczyć od naszego błogosławionego. Zresztą o tym już kiedyś wspominałam.



Ta książka jest jak całe życie księdza Jerzego. Od dzieciństwa po śmierć, a nawet jeszcze dalej, bo sięga aż do procesu toruńskiego. Idealnie się złożyło, że najpierw przeczyłam "Matkę Świętego", ponieważ jest ona dobrym wstępem do przeczytania biografii. Można więc powiedzieć, że "Świadek prawdy" to taka bardziej rozszerzona wersja, która już centralnie skupia się na postaci księdza Jerzego. Warto więc na początku sięgnąć po "Matkę..." i zobaczyć życie Popiełuszków "od kuchni", bo wtedy lepiej zrozumieć postawę i świętość ks. Jerzego. 

Dla mnie przeczytanie tej książki było sporym przeżyciem i doświadczeniem. Ta historia weszła we mnie dogłębnie. Uważam, że dobra książka to taka, która po zamknięciu wciąż we mnie żyje, i która coś do mojego życia wnosi. I tak akurat było z tą książką. Wiem, że innych ta postać może zupełnie nie "porywać", ale to chyba nie o porywanie chodzi, a naśladowanie, branie przykładu. Modląc się, rozmawiając z nim nie mam żadnych oporów, czuję się jakbym mówiła do kogoś kogo znam. A to bardzo ważne. Wiem, że mogę liczyć na wstawiennictwo i pomoc.

W planach mam już kolejne książki o księdzu Popiełuszce. Chcę poczytać innych autorów, zobaczyć tę świętość w innym świetle.

P. S. Jak już kiedyś wspomniałam, nie potrafię pisać recenzji, dlatego wybaczcie chaotyczność myśli. 

wtorek, 13 maja 2014

Szczególny znak

Jakiś czas temu ściągnęłam na telefon aplikację z cytatami Jana Pawła II. Jest to chyba nawet inicjatywa Centrum Jana Pawła II. Ale pewności nie mam:) Codziennie, o tej samej porze mogę przeczytać CYTAT DNIA oraz fragment, w którym ten cytat się znajduje. Ponadto aplikacja zawiera czytania na każdy dzień oraz "coś takiego" jak 26 DNI Z JP2.

Sami twórcy aplikacji opisali tę inicjatywę 26 dni w następujący sposób: "(...) otrzymasz możliwość wykonania 5 zadań (przyp. 5 zadań na każdy dzień), inspirowanych codziennymi obowiązkami Jana Pawła II. Będziesz mógł czytać teksty, które fascynowały Ojca Świętego. Zgłębisz wiedzę o Jego życiu i duchowości. Poznasz, co lubił robić i dowiesz się, jakie osoby miały na Niego wpływ. (...)". No i zaczęłam moje 26 dni z Ojcem Świętym. Oczywiście nie wszystkie zadania udaje mi się wykonać. Ale nie to jest istotne. Podjęcie tego wyzwania pokazało mi, że Internet daje ogromne możliwości poznania nauczania Jana Pawła II. Jedyne czego potrzeba to chęci poszukiwania. Takie to proste, a nie do końca potrafimy z tego skorzystać. Ponadto, niektóre zadania, wręcz banalne, dają impuls do tego, aby zacząć swoje życie przeżywać "inaczej". Aby wprowadzić w nie elementy, które sprawią, że dany dzień będzie inny, lepszy, bardziej radosny, głębszy... To co mnie zadziwiło, to chyba to, że te małe, codzienne wyzwania cały czas pamiętam i próbuję kolejnego dnia znów je wykorzystywać.

Jedno z takich zadań brzmiało: "Codziennie o 7:30 Ojciec Święty sprawował Mszę św. Wybierz dodatkowy dzień, poza niedzielą i weź udział we Mszy Św." Pomyślałam wtedy, że najlepszym dniem byłby wtorek rano, jeszcze przed zajęciami. Inne dni odpadały, bo zawsze "coś". Chodziło o dzisiejszy wtorek. I dopiero wczoraj zdałam sobie sprawę, że to wtorek 13 maja. Fatima... -pomyślałam. A druga myśl: dzień zamachu na Ojca Świętego. Biorę to jako szczególny znak. Niby nieświadomy, ale tak jakby zaplanowany. No i byłam dzisiaj. O nic w tej Mszy Św. nie prosiłam. Chciałam tylko podziękować. Nic więcej. Nawet nie wiedziałam, że dzień rozpoczęty Mszą Św. może być taki dobry.



Myślę, że ta aplikacja to dobra rzecz dla kogoś, kto tak jak ja, potrzebuje impulsów. I nie chodzi tylko o 26 dni z JP2, ale o całokształt. O te wszystkie cytaty i fragmenty, do których czasem tak ciężko sięgnąć w książce czy nawet w Internecie.

***

Nie lubię tego uczucia, kiedy wiem, że muszę coś zrobić, a wcale nie mam na to ochoty. Staram się nie panikować, ale co robić kiedy każda moja próba sięgnięcia do notatek kończy się fiaskiem?

P.S. Obiecane kilka słów z pielgrzymki na kanonizację na pewno będzie.

niedziela, 20 kwietnia 2014

„Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, daremna byłaby nasza wiara”

"Zmartwychwstał Pan i żyje dziś, blaskiem jaśnieje noc.
Nie umrę, nie, lecz będę żył, Bóg okazał Swą moc.
Krzyż to jest brama Pana, jeśli chcesz przez nią wejdź.
Zbliżmy się do ołtarza, Bogu oddajmy cześć."


Alleluja!
Chrystus Zmartwychwstał!
Radujcie się i radość nieście. A to nasze świętowanie niech będzie radością wielką:)

niedziela, 13 kwietnia 2014

Właśnie dziś

Moja nieobecność na blogu zaczęła mnie przytłaczać i denerwować. Dlatego, po wielu bojach i trudach- zebrałam się w sobie, aby napisać choć kilka słów. Właśnie dziś. W ten wyjątkowy dzień. Kiedy z pełną świadomością mogę powiedzieć: "Pan jest blisko, czekam na Niego". W moim sercu jest już przygotowane miejsce...


A to wszystko za sprawą wielu wspaniałych rzeczy, które wydarzyły się w czasie Wielkiego Postu, i które dzieją się nadal. I mimo cierpienia i ogromnego doświadczenia, które przeżyłam w ostatnim czasie- ufam jeszcze bardziej. Staram się te wszystkie moje krzyże godnie przyjmować i nie tracić wiary. Może to cierpienie jest elementem Wielkiego Postu, częścią przygotowania do nocy zmartwychwstania lub formą rekolekcji przed kanonizacją? Może to cierpienie po prostu musi mieć miejsce, aby po nim nastała ulga, spokój i radość? Wielkie rzeczy się dzieją!



P.S. Proszę o choćby krótką modlitwę za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Tym razem za mnie. O uzdrowienie.