czwartek, 30 stycznia 2014

Egzaminy, zaliczenia, egzaminy, zaliczenia...

Tak mniej więcej w wielkim skrócie wyglądają moje ostatnie tygodnie. Sesja trwa w najlepsze, a raczej w najgorsze. Nie no, póki co, nie jest tak źle.

Mam na razie jedną poprawę w sobotę, bo nie zaliczyłam ćwiczeń a na niektóre wyniki jeszcze czekam, także zobaczymy. Natomiast w przyszłym tygodniu czeka mnie egzamin, którego nieziemsko się boję i aż nie wiem co robić, aby się uspokoić. 

Na domiar złego nie dostałam się na specjalizację, którą chciałam. Zapisywaliśmy się przez Internet, i w przeciągu 5 sekund od godziny początkowej wszystkie miejsca się ulotniły. Nie wiem jak to możliwe, ale przy czymś takim lot w kosmos to bieg żółwia. Zapisałam się więc na specjalność, która "w razie czego" miała być numerem 2, ale jakoś nie pałam do niej miłością:/ Pojawił się pomysł, aby porozmawiać z wpływową osobą na wydziale odnośnie tego "cyrku", bo niby dlaczego czyjeś kliknięcie myszą ma decydować o naszych wyborach. Powinniśmy się zapisywać na to, co nas interesuje prawda? No chyba, że się mylę. Nie wiem czy to przyniesie jakiś efekt. Próbować warto:) Jeśli nic nie wskóramy to będę starać się bynajmniej o zmianę języka, który jest przypisany do danej specjalności. Akurat wiem, że taka możliwość istnieje, oczywiście przy małej bitwie z biurokracją. No cóż, jestem zbyt zdeterminowana, aby odpuścić.

A u Was jest egzaminy, zaliczenia i ta cała otoczka?:) 

wtorek, 21 stycznia 2014

To ich dzień

Mam ogromne szczęście. Dwie babcie, dwóch dziadków. W prawdzie łączą nas różne relacje, ale to nieistotne. Są obecni i za to dziękuję Bogu.

sobota, 18 stycznia 2014

Przecież wiesz

M: Muszę Ci coś powiedzieć
Ja: ?
M: Ja będę czekał.

Schowałam głowę w dół, bo poczułam, że na twarzy maluje mi się lekki uśmiech i onieśmielenie.

M: Ale masz być grzeczna:)

Pamiętam tę chwilę jakby wydarzyła się wczoraj. Był wrzesień 2012 roku. Właśnie kończyły się nasze najdłuższe w życiu wakacje. Byliśmy po maturze, tacy wolni, szczęśliwi, zakochani, prawie z indeksem w ręce. Wszystko wydawało się być już tylko lepsze i lepsze, coraz lepsze.

To właśnie wtedy, po dwóch latach bycia ze sobą i widywania się prawie codziennie miał nastąpić przełom w naszym życiu. Różne studia w dwóch różnych miastach, spotkania średnio raz na miesiąc, zupełnie nowe obowiązki, nowe problemy... Byłam nieco podekscytowana tym wszystkim. Czułam lekki strach i obawę przed nieznanym mi światem. Ale o nas nie myślałam raczej w kategorii obawy czy strachu. W środku byłam jakoś niewytłumaczalnie spokojna... A po tych słowach, które wtedy usłyszałam, tym bardziej.

Te półtora roku, które minęło od tamtego momentu wiele wniosło do naszego życia. Było to wbrew pozorom mnóstwo dobrych rzeczy. Nauczyliśmy się doceniać ten czas, który przemija, zaczęliśmy patrzeć na siebie z większym zrozumieniem i zaufaniem. Nasza relacja stała się bardziej dojrzała. Oczywiście nie zawsze było kolorowo. Pojawiały się trudności, jakieś sprzeczki, nieporozumienia. Dziękowałam wtedy Bogu, za nasze spokojne usposobienia, bo cierpliwość czy opanowanie w takich sytuacjach okazały się niezastąpione.

Czasem zastanawiam się, jak potoczyło by się nasze życie, gdybym wtedy, we wrześniu 2012 roku tak po prostu i po ludzku zwątpiła. Ktoś czuwał nade mną podpowiadając: "Zaufaj mu. Daj się poprowadzić. Ja Wam pomogę, przecież wiesz".

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Bo jest kilka beznadziejnych dni

Tęsknię za domem. W sumie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale... Zawsze jest jakieś "ale", które z tej "dobrej tęsknoty" musi zrobić tą dramatyczną.

Po świętach wcale nie miałam ochoty wyjeżdżać z domu. Ogólnie rzecz biorąc, to nigdy nie mam na to ochoty, ale zawsze mniej lub bardziej sobie z tym radziłam. Do ostatniego razu. Już tydzień siedzę tutaj i co? I nic. W środku jestem taka jakaś inna. Nie potrafię opisać tego stanu. Czuję się jakbym była w podróży dookoła świata, a zapomniała spakować do torby aparat fotograficzny. Myślę sobie, że tak naprawdę ja też jestem w pewnej podróży. W prawdzie nie dookoła świata, ale zdecydowanie jest to podróż. To wyprawa za lepszym życiem, za dobrym wykształceniem, za szansą na rozwój, za wiedzą. Tylko, że zostawiłam w domu coś cenniejszego. Bliskie mi osoby i ich miłość, ciepło rodzinnego domu, radość ze spędzania wolnego czasu razem. Wiem, wiem, wiem. Taka jest kolej rzeczy. Człowiek kiedyś musi zacząć żyć własnym życiem i odciąć pępowinę. Pomyśleć o wykształceniu i pracy, o własnej rodzinie, może o swoich czterech ścianach... Gdyby to było takie proste. Chciałam pójść na studia, naprawdę chciałam i wiem, że chcę studiować. Nigdy nie byłam typem ścisłowca, więc wybór kierunku z nauk społecznych był dla mnie rzeczą naturalną. Rodzice od początku mnie wspierali, ale niektórzy od razu skazali moją edukację na porażkę i niepowodzenie. Wiem, że będzie ciężko i mam tego świadomość, ale z drugiej strony mam zamiar próbować do końca i nie poddawać się. Ludzie tego nie rozumieją, z łatwością oceniają a ja, jak to ja, biorę wszystko za bardzo do siebie i popadam w "rozpacz". Myślę: "Po co mi te studia? Mogłam pojechać za granicę tak jak wszyscy i byłoby świetnie! Po co mam się uczyć, skoro i tak nic z tego? Po co moi rodzice mają tracić swój czas i pieniądze na moje studia?" W takich momentach tęsknię najbardziej. W momentach kiedy wątpię w to co robię i obawiam się tego co będzie. Kiedy jestem niepewna swojej przyszłości i kiedy czuję się rozdarta między dwoma miejscami nie czując, które jest tym "moim" miejscem.

Powoli zaczyna się okres zaliczeń, egzaminów, a co gorsza jeśli i poprawek. Nie lubię tego czasu, bo za bardzo mnie paraliżuje. Nie potrafię się zmobilizować, zmotywować do działania. Mam ochotę jedynie wykrzyczeć: "Święty Józefie z Kupertynu, ratuj!"

P.S. Wybaczcie mi ten okropny i pesymistyczny post. Musiałam się wygadać.

czwartek, 9 stycznia 2014

Pięć

Gdybym miała wypunktować wszystko to, co wydarzyło się podczas mojego, ostatniego pobytu w domu, skończyłoby się na pozycji numer 5. Bo właśnie tyle było tych istotnych spraw, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

A zaczęło się od tego, że przyznano mi stypendium za dobre wyniki w nauce i osiągnięcia, co nie ukrywam bardzo mnie ucieszyło i zmobilizowało. Szczerze, to nie myślałam, że mam jakiekolwiek szanse na to stypendium, a tu taka niespodzianka:)

Upłynęły może dwa, trzy dni kiedy zadzwonił telefon z informacją, że powiększyła się nam rodzina:) Mój nowy, malutki kuzyn kazał nam na siebie trochę czekać, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Niestety moja radość zbladła, kiedy zaczęły się moje problemy ze zdrowiem. Historia jest dość długa, ale w kilku zdaniach wygląda to tak, że czeka mnie wizyta u chirurga szczękowego. Jeśli z moim stawem żuchwowym będzie wszystko dobrze, oznacza to, że przyczyną mojego cierpienia była upierdliwa ósemka (Ząb mądrości?! Kto to wymyślił?), która jak na złość wcale się nie pokazała, lecz rośnie sobie poziomo:/ Wtedy będę musiała udać się do chirurga stomatologa i pozbyć się "tego czegoś". Nie wiem, która wersja jest lepsza, ale wolałabym chyba tę drugą, bo i tak przecież muszę się tej ósemki pozbyć? Bynajmniej tak mi się wydaje.

Byłam tak zdołowana tymi zębami, stawami i innymi rzeczami, że chyba rodzice specjalnie postanowili zabrać się za remont mojego pokoju. Wybieranie mebli, nowego koloru ścian i dodatków nieco odciągnęło mnie od myślenia o moich stomatologiczno-szczękowych problemach. Z ręką na sercu powiem Wam, że nie lubię drastycznych zmian. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do tego mojego, starego pokoju i tych wszystkich przedmiotów, które w nim były, że jakoś z żalem i sentymentem spojrzałam na niego po raz ostatni w takim stanie w jakim był. Dopiero kiedy przyjadę do domu kolejnym razem, zobaczę jak to wszystko wyszło. No cóż, podobno zmiany warunkują coś lepszego:)

A na sam koniec zostawiłam dla Was wiadomość, która cieszy mnie bardzo, bardzo, bardzo:) Jak wiecie, 27 kwietnia tego roku w Rzymie odbędzie się kanonizacja papieży Jana Pawła II i Jana XXIII. Będzie to ważna i głęboka duchowo uroczystość, która ponadto nigdy więcej się nie powtórzy, dlatego postanowiliśmy z moimi rodzicami, że musimy jechać i nie może być inaczej. Oficjalnie wszystko mamy załatwione, ponieważ jest to zorganizowana, kilkudniowa pielgrzymka obejmująca nie tylko udział we Mszy kanonizacyjnej, ale także zwiedzanie ważnych świętych miejsc czy miejsc związanych z działalnością samych świętych. Mam nadzieję, że jeśli nic nie pokrzyżuje nam planów i wszystko będzie dobrze, staniemy się świadkami ważnej chwili w dziejach świata i Kościoła.

Modlitwa o wyproszenie łask za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II

"Błogosławiony Janie Pawle II, za Twoim pośrednictwem proszę o łaski dla mnie (i moich bliskich). Wierzę w moc mej Modlitwy i w Twoją zbawienną pomoc. Wyproś mi u Boga Wszechmogącego łaski, o które się modlę… (należy wymienić prośby). Uproś mi dar umocnienia mej wiary, nadziei i miłości.

Pan Jezus obiecał, że o cokolwiek w Jego imię poprosimy, to otrzymamy. Dlatego i ja, Panie, pełen ufności, proszę Cię o potrzebne mi łaski, za wstawiennictwem błogosławionego Jana Pawła II. Wysłuchaj mnie, Panie. Amen."

środa, 8 stycznia 2014

20 dni

Miał być czas podsumowań, sterta nowych notek, mnóstwo życzeń... Jednak po przyjeździe do domu laptop poszedł w odstawkę i przypomniałam sobie o nim dopiero podczas wczorajszego pakowania.  Dlatego musicie mi wybaczyć:)

20 dni w domu, które przeminęły bezpowrotnie i zbyt szybko... Myślę, że to był dobry czas. Spędziłam go wśród bliskich mi osób, odcięta od całego świata, stresu i niepokoju. Boże Narodzenie wzbudziło we mnie nadzieję na przyszłość, na to co będzie, na nowy okres w moim życiu. Nie ukrywam, że moje duchowe przygotowania na przyjście Zbawiciela wiele mi pomogły. Może był to jedynie mały element tej życiowej układanki, ale na pewno dużo dzięki niemu zawdzięczam. Wokół tego chaosu i gonitwy, choinek i krasnali, prezentów i zakupów... znaleźli się ludzie, dla których przyjście na świat Jezusa jest czymś więcej. I to dzięki takim ludziom aż chce się uśmiechać i żyć:)

Nowy Rok jak zwykle przywitałam z lekko roześmianą łezką w oku i ogromnym sentymentem. Nie lubię zmian, ani tego momentu gdy coś się kończy, no ale cóż... Co zrobić?:)

Dni mijały coraz szybciej, a ja coraz bardziej chciałam uciec od tego co się może wydarzyć. Uciec od powrotu na studia, od egzaminów, od stresu... Niestety, byłoby to zbyt piękne. Dlatego trochę zniechęcona, ale wracam:) Jest to powrót niosący kilka zmian, ale o nich napiszę Wam w innej notce.

Przez te 20 dni bardzo stęskniłam się za blogosferą i wbrew pozorom nie zapomniałam o niej:)  Pamiętałam o Was w modlitwie i w głębi duszy chciałam każdego z osobna wirtualnie uściskać i życzyć wszystkiego dobrego. Życzę, byście nie zapomnieli nigdy o miłości, o życzliwości i dobroci. A przede wszystkim życzę Wam wszystkiego co potrzebne. Niech każda chwila będzie w Waszym życiu przepełniona nadzieją i wiarą.

wtorek, 17 grudnia 2013

Nie wystarczy

Pamiętacie jak mówiłam Wam o Internetowych Rekolekcjach Adwentowych? Pochłonęłam je w bardzo szybkim tempie i już czuję, że wnoszą one coś nowego do mojego życia. Kiedyś pewnie powiedziałabym: "Niby jak?! Rekolekcje w Internecie?!" Fakt, w mojej rodzinnej miejscowości nawet nie ma jakichkolwiek rekolekcji w Adwencie, a co dopiero gdyby ktoś miał w nich uczestniczyć przez Internet. Jestem raczej tradycjonalistką, ale kiedy widzę, że coś nowego jest jednocześnie czymś dobrym i wartościowym, od razu w to wchodzę. Tak było z inicjatywą DWA WILKI. Jednak podczas tych rekolekcji popełniłam ogromny błąd, o którym uświadomiłam sobie słuchając odcinka 6,5. INTERNETOWE REKOLEKCJE NIE ZASTĄPIĄ ANI EUCHARYSTII, ANI TEJ BLISKOŚCI Z CHRYSTUSEM BĘDĄC W KOŚCIELE PRZY NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE. Nie wiem jak mogłam tego do tej pory nie zauważyć, gdzieś przeoczyć... I jakby z nieba spadła mi idealna okazja aby to zmienić. Wchodząc wczoraj na wydział zobaczyłam plakat o rekolekcjach dla studentów. Byłam jeszcze tego samego dnia i już nie mogę doczekać się dzisiejszego spotkania. Otrzymałam ogromny dar. Nigdy wcześniej nie przeżyłam tak mocno Adwentu, tego oczekiwania na Boże Narodzenie. Ewidentnie coś nie zmienia na dobre:)

A Wy jak przeżywacie ten czas? Ktoś uczestniczy w Internetowych Rekolekcjach Adwentowych? Jak Wasze wrażenia?:)


piątek, 13 grudnia 2013

Nowe perełki

Uwielbiam książki. A jeszcze bardziej ich kupowanie. Przechodzenie między półkami bardzo mnie uspokaja, a zapach kartek i ich nienaganny wygląd sprawia, że po prostu lubię TAM być, lubię być w księgarniach:) Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie zawsze znajduję czas na czytanie, choć wyrywam się do tego rękami i nogami. Tak czy inaczej staram się szukać wolnych chwil. Zauważyłam też, że co jakiś czas zakup nowej książki jest dla mnie swego rodzaju moim małym rytuałem. No i tak się stało, że w tym tygodniu na półkę trafiły kolejne dwie książkowe perełki. Oczywiście zainspirowane bł. ks. Jerzym Popiełuszko.


"Marianna Popiełuszko nigdy nie szukała rozgłosu. Nie planowała, że stanie się bohaterką telewizyjnych dzienników, a jej zdjęcia obiegną prasę na całym świecie. Nie chciała sławy, której początkiem było brutalne zabójstwo jej ukochanego dziecka. Po wielu latach od tych wydarzeń postanowiła opowiedzieć o swoim synu, o miłości do niego, o tym, jak był wychowywany, o wartościach, które wyniósł z rodzinnego domu. Opowiada też o wydarzeniach, które na zawsze zmieniły jej życie. Z bólem wspomina dzień, w którym świat się dla niej zatrzymał. Wypowiada najważniejsze i najtrudniejsze dla siebie zdanie: „Przebaczyłam mordercom mojego syna”. 
Kim jest kobieta, której kłaniają się kościelni dostojnicy i politycy z całego świata? Skąd bierze się siła, która pozwoliła jej udźwignąć tak wielką tragedię? Jak wygląda jej życie teraz, kiedy jest matką świętego męczennika?

Matka Świętego to niezwykłe i poruszające świadectwo rodzicielskiej miłości, wiary w Bożą opatrzność i nadziei na to, że dobro zawsze zwycięży. Książka zawiera liczne fotografie z rodzinnego archiwum oraz niepublikowane dotąd zeznania z procesu beatyfikacyjnego księdza Jerzego Popiełuszki."


 "Świadek prawdy" to pełna biografia księdza Popiełuszki, która ukazuje jego życie duchowe oraz drogę do świętości, a także istotę jego męczeństwa. Książka oparta jest na rozmowach z ludźmi, którzy znali księdza Jerzego: z jego matką, przyjaciółmi, najwyższymi przedstawicielami władzy oraz Kościoła, m.in. kard Stanisławem Dziwiszem, który po raz pierwszy wyjawia, co o ks. Popiełuszce mówił Jan Paweł II.
Biografia ta przybliża również cuda, jakich ludzie doznali za wstawiennictwem tego męczennika i odpowiada na pytania, w jakich tak naprawdę okolicznościach zginął ksiądz Jerzy i na czym polega tajemnica jego świętości."

wtorek, 10 grudnia 2013

WILKI DWA, czyli Internetowe Rekolekcje Adwentowe

Jeszcze w listopadzie przypadkowo natknęłam się na pewne wydarzenie. Akurat był to czas kiedy już wiedziałam: "Chcę dobrze przeżyć ten Adwent! Tak prawdziwie, duchowo, z całego serca." Można powiedzieć, że inicjatywa rekolekcji internetowych jakby spadła mi z nieba:) Nie wiem jak to się stało, że dopiero dzisiaj oficjalnie do niej dołączyłam, ale jest to zapewne zasługa Miletty, której notka mi o tym przypomniała:) Na Facebooku znajdziecie wiele przydatnych informacji, np.: dlaczego, kto, gdzie, kiedy:)

Zapisałam się również tutaj, aby otrzymywać na maila kolejne części rekolekcji. No, w sumie lepiej późno niż później:)

Podsyłam Wam również link z zapowiedzią. Ponadto na samym dole, po lewej stronie dostępne są dotychczasowe filmy.

Zachęcam Was do wysłuchania i obejrzenia:) Sama zaczynam od początku nadrabiając zaległości, ale już Was zachęcam, bo czuję, że to może być cenny czas. Oby zostały wydane same dobre owoce.

niedziela, 1 grudnia 2013

Adwent

Czuję, że faktycznie zaczyna się coś nowego, coś radosnego. W mojej głowie wiruje lekkie niedowierzanie z upływu czasu, ale i masa planów na przyszłość. Jednym z owych planów na najbliższe kilka tygodni jest dobre przygotowanie się do Świąt Narodzenia Pańskiego, ale takie duchowe, w oczekiwaniu i skupieniu. Chciałabym lepiej zrozumieć pewne rzeczy i spojrzeć na Boże Narodzenia w zupełnie inny sposób. Pierwszym krokiem, który postawię na mojej drodze adwentowej będzie Spowiedź Św. Póki co, trwam, ufam i czekam:)

sobota, 30 listopada 2013

Modlitwa za mojego chłopaka

Lubię tę modlitwę. Zawiera ona w sobie wszystko to, co chciałabym powiedzieć Bogu modląc się za mojego ukochanego. Niekiedy w szczerej rozmowie, modlitwie płynącej prosto z serca zapominam o wielu rzeczach, zbyt wiele myśli miesza mi się w głowie. Ta modlitwa te myśli porządkuje. Mam takie marzenie, aby kiedyś modląc się tą modlitwą zamienić słowo CHŁOPAK na NARZECZONY a później MĄŻ. 

Te 38 wersów jest niesamowitych. Przez całe życie wciąż aktualnych. 

Wiem, że mój kochany potrzebuje tej modlitwy. Oboje jej potrzebujemy. 

Boże, pozwól nam stawać się lepszymi.

Boże Ojcze! Postawiłeś na mojej drodze człowieka,
któremu oddałam moje serce
i z którym chcę na zawsze związać mój los.
Czuwaj nad tym kochanym. Broń go od
niebezpieczeństw.
Spraw, aby w tobie osiągnął swoją życiową
dojrzałość.
Uczyń go prawym, mądrym i dobrym.
Daj mu mężne serce, żeby się nie obawiał trudności,
lecz przełamywał je w imię Twoje.
Daj mu siłę, aby potrafił władać sobą i domem,
którego będzie głową.
Uformuj w nim postawę ojcowską;
żeby znalazł szczęście w obdarowywaniu
swoich najbliższych, żeby nie szukał siebie,
ale opiekował się tymi, których mu powierzysz.
Uczyń go narzędziem Twojej Opatrzności.
Niech tak jak Ty opiekuje się słabymi i bezbronnymi.
Niech odważnie stanie w obronie każdego poczętego
życia.
Niech mnie i nasze dzieci prowadzi do Ciebie.
Święty Józefie, patronie mężczyzn!
Broń mego chłopaka od pokus fałszywej męskości.
Naucz go opanowywać zmysłowość
i podporządkowywać własne ciało
służbie prawdziwej miłości.
Naucz go kochać miłością czerpaną z Boga.
Chroń mego miłego od alkoholizmu.
Spraw, bym się mogła bezpiecznie oprzeć na tym,
któremu powierzam mój los.
Naucz go obowiązkowości i troski o zakładany dom.
Niech tak jak Ty będzie jego opiekunem.
Niech będzie mu ze mną dobrze.
Spraw, aby mi był wierny,
żeby potrafił się oprzeć pokusie zdrady
i dotrzymał swoich przyrzeczeń.
Bądź mu pomocą i wspieraj go w każdej potrzebie.


Amen. 

wtorek, 26 listopada 2013

Podpisałam. Wy też możecie.

Zachęcam Was aby przyłączyć się do akcji promującej życie. Wystarczy minuta, aby zrobić coś wielkiego.

czwartek, 21 listopada 2013

Ostatnio...

Ostatnio moim życiem zawładnął bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Jeszcze do niedawna nie zbyt wiele o nim wiedziałam. Moja wiedza była ograniczona do tego co udało mi się przez całe życie przypadkiem usłyszeć, przypadkiem przeczytać czy przypadkiem pooglądać. 

Jakiś czas temu w telewizji emitowany był film "Popiełuszko. Wolność jest w nas". Niestety nie miałam możliwości zobaczyć wszystkich odcinków, dlatego idealną okazją wydał mi się miniony weekend. Współlokatorka pojechała do domu, ja nie miałam ochoty i siły na naukę, byłam zmęczona i stwierdziłam, że jeśli już mam i tak marnować czas to lepiej go wykorzystać na wartościowy film. Pooglądałam. I w tym momencie nie wiem co mam Wam napisać. Bardzo mnie poruszył i skłonił do refleksji. Jednocześnie poczułam niedosyt i zaczęłam poszukiwania innych filmów dot. ks. Popiełuszki. Szczerze? Nie spodziewałam się, że jakikolwiek znajdę, ale udało się. Obejrzałam jeszcze jeden film, tym razem dokumentalny z 2002 roku pt.: "Jestem gotowy na wszystko". Oba wspomniane filmy idealnie się uzupełniły. Była już późna godzina, jednak historia ks. Jerzego nie dawała mi spokoju. Zaczęłam wertować witryny internetowe, czytać biografie, artykuły, kazania... 

Jako, że od dziecka uwielbiałam historię, a od kilku lat fascynuje mnie historia XX wieku, tym bardziej bliska była mi postać Błogosławionego, który ten wiek miał okazję kształtować. Pamiętam, że kiedy zakładałam tego bloga nie miałam pomysłu na opis tytułu. Wpisałam w wyszukiwarce frazę: cytaty. Otworzyłam pierwszą stronę i... pustka w głowie. Szukać po tematach? A może po autorach? I wtedy pierwszym nazwiskiem jakie przyszło mi do głowy było: Popiełuszko. Nie minęła minuta, a ja już wiedziałam jak będzie brzmiał opis tytułu. Jednocześnie wiedziałam też, że ten cytat stanie się moim kolejnym ukochanym.

"Ma­my wy­powiadać prawdę, gdy in­ni mil­czą. Wy­rażać miłość i sza­cunek, gdy in­ni sieją niena­wiść. Za­mil­knąć, gdy in­ni mówią. Mod­lić się, gdy in­ni przek­li­nają. Pomóc, gdy in­ni nie chcą te­go czy­nić. Prze­baczyć, gdy in­ni nie pot­ra­fią. Cie­szyć się życiem, gdy in­ni je lekceważą."

Zauważyłam, że co jakiś czas Bóg stawia mi na drodze kolejne osoby, abym je poznała, abym się zachłysnęła ich życiem, abym czerpała od nich jak najwięcej dobrego, abym się nimi inspirowała. To co w ks. Popiełuszce najbardziej mnie urzeka to jego skromność i prostota, wiara do samego końca, oddanie Bogu, Ojczyźnie i ludziom, a także słowa jakie wypowiadał. Być może jest ktoś pośród Was, kto nie poznał jeszcze ks. Jerzego. Jeśli tak, to zachęcam do choćby zwykłego pooglądania filmu. Wyżej wspomniałam o dwóch tytułach. Ponadto wiele można zaczerpnąć ze strony Parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie (w tej parafii Błogosławiony sprawował swoją posługę kapłańską: oto link do strony parafii). Życia takich osób nie da się jednak opisać ani opowiedzieć, trzeba je najzwyczajniej w świecie poznać i poczuć. Wiem też, że czas, w którym ja sama miałam okazję "poznać" księdza Jerzego nie był przypadkowy i bez znaczenia. 19 listopada 2013 roku dowiedziałam się, że mama ks. Popiełuszki, Marianna Popiełuszko zmarła. Nie mogłam w to uwierzyć. Jeszcze kilka dni temu o niej czytałam... Niech dobry Bóg pozwoli jej cieszyć się niebem...

 bł. ks. Jerzy Popiełuszko



30 maja 1982 r.

"Bogarodzico, Dziewico! Słuchaj nas, Matko Boga.
Ty stałaś pod krzyżem i tak bardzo cierpiałaś, gdy Twój Syn, Jezus Chrystus umierał na krzyżu. Tam, pod krzyżem, Chrystus uczynił Cię naszą Matką, a nas Twoimi dziećmi. Jesteś więc naszą Matką.

Król Jan Kazimierz obrał Ciebie na Królową naszej Ojczyzny.

Jesteś więc naszą Matką i Królową.

I dlatego, Matko nasza najlepsza, musisz cierpieć, gdy widzisz dzieci Twoje, które przeżywają swoja Kalwarię.

Szczególnie na nowo wypadło cierpieć Twoim dzieciom w miesiącu Tobie poświęconym, w maju.

Najbardziej uwidoczniła się nienawiść tych, którzy nie wiedza, co czynią, tych, którzy czynią krzywdę i spustoszenie moralne w naszej Ojczyźnie – najbardziej ich nienawiść uwidoczniła się w dniu Twojego święta jako Królowej Polski, 3 maja.

Wiele w tym dniu wylało się z oczu naszych sióstr i braci wymuszonych łez, było wiele niezawinionych razów.

Prosimy Cię, jako nasza Matkę i Królową, za tymi, którzy cierpią najbardziej, prosimy Cię słowami litanii naszych czasów, słowami litanii naszych dni, naszego ostatniego półrocza, półrocza zniewolenia wojennego Twoich dzieci.


Matko w Solidarności nadzieję mających, módl się za nami.
Matko oszukanych, módl się za nami.
Matko zdradzonych, módl się za nami.
Matko w nocy pojmanych, módl się za nami.
Matko uwięzionych, módl się za nami.
Matko na mrozie trzymanych, módl się za nami.
Matko przerażonych, módl się za nami.
Matko zastrzelonych górników, módl się za nami.
Matko stoczniowców, módl się za nami.
Matko przesłuchiwanych, módl się za nami.
Matko niesłusznie skazanych, módl się za nami.
Matko robotników, módl się za nami.
Matko studentów, módl się za nami.
Matko wytrwałych aktorów, módl się za nami.
Matko prawdomównych, módl się za nami.
Matko nieprzekupnych, módl się za nami.
Matko niezłomnych, módl się za nami.
Matko osieroconych, módl się za nami.
Matko bitych w dniu Twojego święta Królowej Polski, módl się za nami.
Matko poniewieranych za to, że noszą znaczek z Twoim świętym wizerunkiem, módl się za nami.
Matko pozbawionych pracy, módl się za nami.
Matko zmuszanych do podpisywania deklaracji niezgodnych z sumieniem, módl się za nami
Matko dzieci tęskniących za uwięzionymi matkami i ojcami, módl się za nami.
Matko matek płaczących, módl się za nami.
Matko ojców zatroskanych, módl się za nami.
Matko sługi Twojego, uwięzionego Lecha, módl się za nami.
Matko poniżanych uczonych i pisarzy, módl się za nami.
Królowo Polski cierpiącej, módl się za nami.
Królowo Polski niepodległej, módl się za nami.
Królowo Polski zawsze wiernej, módl się za nami.
Prosimy Cię, Matko, która jesteś nadzieją milionów, daj nam wszystkim żyć w wolności i prawdzie, w wierności Tobie i Twojemu Synowi.
Amen."

środa, 20 listopada 2013

Ostatnie 2 miesiące pod lupą

Biorąc pod lupę jakieś ostatnie 2 miesiące mojego życia widzę ogromną różnorodność tego co się w tym czasie wydarzyło. Reasumując...

Wróciłam z Chorwacji, gdzie było cudownie i miałam ochotę zostać tam całe życie. Na pewno poświęcę temu osobny post.

Oczywiście mimo cudownego wyjazdu moją głowę zaprzątała nieszczęsna poprawka egzaminu. Bardzo się przejmowałam, tak bardzo, że nie miałam nawet sił na naukę. W końcu nadszedł dzień poprawy i jakieś ponad 200 km w drodze na wydział. Miałam ogromne wyrzuty sumienia względem moich rodziców. Pojechali ze mną, wstali bardzo wcześnie rano, przeze mnie stracili swój czas, pieniądze i nerwy. Nie darowałabym sobie gdyby się nie udało, ale... udało się:) Poczułam niesamowitą ulgę oddając w dziekanacie indeks. 

Kiedy wracałam do domu wydawało mi się, że jeszcze tyyyle czasu odpoczynku, a do nowego roku akademickiego tak daleko... Hm, no i tutaj życie wylało na mnie kubeł zimnej wody, bo spojrzenie w kalendarz uświadomiło mnie, że pozostało mi jakieś 8 dni w zaciszu i spokoju mojej rodzinnej miejscowości. No i znowu zaczęło się. Wewnętrzne dylematy, niepokój i obawa przed tym co będzie. "Dlaczego ja zawsze muszę się tak o wszystko troszczyć, przejmować...?!"- pytałam siebie samą. Modliłam się w duszy o dobrych ludzi wokół mnie, o moje przyszłe współlokatorki, które miałam dopiero poznać, o przyjaźń i aby ten czas studiów był owocnym czasem. Z dzisiejszej perspektywy, kiedy patrzę na dziewczyny, z którymi mieszkam myślę, że jest dobrze:) Każda z nas jest zupełnie inna, każda ma swoje zajęcia i swoje życie, ale poznajemy się, a co najważniejsze rozmawiamy ze sobą i to nam ułatwia. Jest czas na naukę, ale i na oglądanie filmów czy pogaduszki. Stwierdzam, że jest dobrze, choć nie chcę zapeszyć. Podejrzewam, że wiele z Was pamięta jak wyglądała moja sytuacja rok temu i moje relacje z byłymi współlokatorkami. Jeśli pamiętacie, to wiedzcie, że świat obrócił się o 180 stopni.


Kolejna rzecz, o której chcę Wam powiedzieć poniekąd wiąże się z tym, o czym kiedyś też Wam pisałam a mianowicie, o mojej bardzo bliskiej koleżance, która miała ze mną mieszkać w tym roku akademickim i mając już zarezerwowane miejsce ze mną w pokoju, wolała poszukać sobie mieszkania z innymi znajomymi nic mi o tym nie mówiąc. O wszystkim dowiedziałam się z portalu F. Sytuacja była naprawdę trudna i beznadziejna. Moja koleżanka w końcu napisała do mnie, tak jakby nic się nie stało. Sprzeczałyśmy się bardzo długo, bo ja nie potrafiłam ukryć zażenowania i wściekłości jaka we mnie siedziała. Ja miałam ogromny żal, a ona tłumaczyła milczenie brakiem czasu. Ja chciałam wyjaśnień, a ona zakończenia tematu. Ja pytałam dlaczego nie napisała choćby jednego zdania, a ona dlaczego musimy ciągnąć tę rozmowę. Wieczorem rozpłakałam się jak dziecko. Czułam się znowu taka samotna. Od początku tego roku akademickiego spotkałyśmy się dwa razy. Pierwsze spotkanie było dla mnie okropne. Moja koleżanka zachowywała się tak jak kiedyś, jakbyśmy znowu były w liceum i jakby nasza przyjaźń kwitła. Ja nie potrafiłam. Czułam się nieswojo, cała ta sytuacja mnie przytłaczała. Niby rozmawiałyśmy, ale słyszałam w uszach jak bardzo ta rozmowa jest drętwa. Standardowo zaczęła mnie przepraszać i usprawiedliwiać się brakiem czasu, problemami... Rozumiem, ale czy zmieni to fakt, że kiedyś żyłyśmy jak siostry, 24 godziny na dobę, a teraz mieszkamy kilka ulic od siebie próbując udawać przyjaźń? Nie jestem na tyle silna, aby udawać. Drugie spotkanie było inne. Rozmawiałyśmy swobodnie, było miło, ale kiedy zaczynała mówić o swoich przyjaciołach z mieszkania czułam się oszukana, zazdrosna i nieważna. Od razu mój wyraz twarzy zrobił się matowy, nieco przygnębiający. Wieczorem pojawiły się na mej twarzy łzy. "Dlaczego muszę być taka wrażliwa, dlaczego tak bardzo boli mnie to, dlaczego kiedyś byłam twardsza, a teraz mięknę...?!"- pytałam Boga. 

Jak widzicie sporo się wydarzyło. Szczęście pomieszane z żalem i smutkiem, radość na przemian ze złością. Mimo wszystko jestem pełna nadziei. Zaczęłam pisać nowego bloga i czuję siłę, choć ostatnio lenistwo w nauce mnie dołuje, a moja tęsknota za domem prowadzi do łez. Staram się trwać:)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Podsumowanie

Można powiedzieć, że pisanie mojego poprzedniego bloga przerosło mnie. Miałam na niego pomysł, ale niestety nie udało mi się go zrealizować. Miałam pomysł i to właśnie on sam mnie ograniczał, bo z czasem zapragnęłam pisania ot tak, zwyczajnie, bez szablonów. Chciałam mieć poczucie, że mój blog jest moim wirtualnym małym światem, do którego będę mogła zawsze powracać, a inni ludzie wysłuchają i po prostu będą. Mimo osobistej porażki, jestem szczęśliwa. W ciągu ostatnich kilku miesięcy poznałam wiele wspaniałych osób i ich życie spisane na kartach swoich blogów. Chciałabym podziękować za Wasze świadectwa, bo dzięki nim nie tracę nadziei w dobrych ludzi:)

niedziela, 17 listopada 2013

Stęskniłam się!

Kochani! Nadszedł czas na zmiany. Przyznam, że nie lubię zmian, ale akurat ta była mi bardzo potrzebna. Nowa nazwa bloga oczywiście nie jest kwestią przypadku, tak samo jak cytat poniżej, którego autorem jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Ostatni czas był dla mnie czasem inspiracji, odnajdywania, poszukiwania. Wiele osób, rzeczy i zdarzeń stało się dla mnie natchnieniem i wzorem. Dzięki temu podniosłam się i zaczęłam na nowo, czego rezultatem jest mój nowy blog. Jestem pełna nadziei:)