wtorek, 25 marca 2014

Bo chcę go nieść

Pomóż mi przyjąć ten krzyż... Bo chcę go nieść. Nawet gdy jest zbyt ciężki, zbyt duży, zbyt przytłaczający. I nawet wtedy, kiedy przygniata mnie i ciągnie do ziemi. Nawet wtedy... pomóż mi go nieść. Bo chcę. Przez całe życie. Do końca.



Krzyż jest tajemnicą, wymaga wiary. Krzyż jest światłem, które oświeca umysł; szczęśliwy, kto mu odda serce i dostanie łaskę miłowania.
(św. Albert Chmielowski)

Kto nie widzi celu swojej podróży, niech nigdy nie oddala się od krzyża, a sam krzyż będzie go prowadził.
(św. Augustyn)

Chcąc się pozbyć swego starego krzyża, otrzymujemy na ogół krzyż cięższy,
Im doskonalsze będzie czynne i bierne ukrzyżowanie, tym głębsze zjednoczenie z Ukrzyżowanym i bogatszy udział w życiu Bożym.
Jeśli dusza chce dzielić życie Chrystusa, musi wraz z Nim przejść śmierć krzyżową; wydać się na ukrzyżowanie w cierpieniu i śmierci, tak jak je Bóg ześle czy dopuści.
Krzyż wewnętrzny czy zewnętrzny, jaki sam Bóg nakłada, jest zawsze skuteczniejszy niż umartwienia według naszego własnego wyboru.
„Wiedzę Krzyża” można zdobyć tylko wtedy gdy samemu doświadcza się do głębi krzyża.
Musimy nauczyć się także i to znosić, że ktoś dźwiga swój krzyż, a my nie możemy mu ulżyć, co jest często trudniejsze niż cierpieć samemu.
(św. Edyta Stein)

Nie proście o krzyże, przeciwstawiajcie im wszystkie możliwe środki zaradcze, ale kiedy przychodzą, akceptujcie je z uległością.
(św. Franciszek Salezy)

Bóg zsyła krzyże w miarę sił człowieka: cnotliwy musi więcej cierpieć, niż zwyczajny chrześcijanin, a święty więcej niż cnotliwy.
(św. Ignacy Loyola)


Z Krzyża musimy czerpać moc przez modlitwę i medytację.
(św. Jan Bosko)

Nie szukaj Chrystusa bez krzyża.
(św. Jan od Krzyża)

Krzyż jest darem, który dobry Bóg zsyła swoim przyjaciołom.
Krzyż kocha się zwykle wtedy, kiedy go już nie ma, ale wtedy kiedy się go odpycha, on nas przygniata.
Ludzie ze świata martwią się, kiedy mają krzyż, chrześcijanie martwią się, gdy go nie mają.
Strach przed krzyżem jest naszym wielkim krzyżem.
(św. Jan Maria Vianney)

Pan, Kapłan Wieczysty, błogosławi zawsze Krzyżem.
(św. Josemaria Escriva)

Gwoździe nie wystarczyłyby do utrzymania Boga Człowieka, przybitego do Krzyża, gdyby Go nie przytwierdzała do niego Miłość.
(św. Katarzyna ze Sieny)

Święty Tomasz więcej się nauczył u stóp Krzyża aniżeli z książek.
(św. Maksymilian Maria Kolbe)

Jezus nigdy nie bez Krzyża, ale Krzyż nigdy nie jest bez Jezusa.
Na tej ziemi każdy ma swój krzyż, ale musimy robić tak, aby nie być tym złym łotrem, ale tym dobrym.
Pan nakłada ciężar i zarazem od niego uwalnia. Dlatego też, jeśli On nakłada krzyż komuś ze swoich wybranych, to także daje wystarczającą moc, która uzdalnia do udźwignięcia tego ciężaru. On sam go wspiera.
(św. Ojciec Pio)

Nauka bowiem Krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia.
(św. Paweł Apostoł)

Owszem krzyż może być karą Bożą, ale więcej jeszcze jest on łaską.
(bł. Rupert Mayer)

Tak córki, obejmijcie oburącz krzyż Tego, który za was na nim cierpiał i umarł. Choć deptać po was będą, za nic to sobie miejcie.
(św. Teresa z Avili)

Krzyż zewnętrzny to jeszcze niewiele… Krzyżem prawdziwym jest męczeństwo serca, cierpienie samej duszy.
Małe krzyżyki są całą naszą radością, spotyka się je częściej niż wielkie, a one przygotowują serce na przyjęcie wielkich krzyży, gdy taka będzie wola naszego Dobrego Mistrza.
(św. Teresa z Lisieux)

Z wysokości krzyża spłynęły na świętych łaski, które ich uczyniły świętym, które nam dały w nich możnych orędowników i wspaniałe wzory cnoty i świętości.
(św. Urszula Ledóchowska)

Jeśli nie można zdjąć krzyży, które trzeba dźwigać, przynajmniej można je ozdobić kwiatami.
(św. Wincenty a Paulo)


źródło: http://bog-w-moim-balaganie.blog.onet.pl/

wtorek, 18 marca 2014

Matka Świętego

"Marianna Popiełuszko nigdy nie szukała rozgłosu. Nie planowała, że stanie się bohaterką telewizyjnych dzienników, a jej zdjęcia obiegną prasę na całym świecie. Nie chciała sławy, której początkiem było brutalne zabójstwo jej ukochanego dziecka. Po wielu latach od tych wydarzeń postanowiła opowiedzieć o swoim synu, o miłości do niego, o tym, jak był wychowywany, o wartościach, które wyniósł z rodzinnego domu. Opowiada też o wydarzeniach, które na zawsze zmieniły jej życie. Z bólem wspomina dzień, w którym świat się dla niej zatrzymał. Wypowiada najważniejsze i najtrudniejsze dla siebie zdanie: „Przebaczyłam mordercom mojego syna”. 

 
"Kim jest kobieta, której kłaniają się kościelni dostojnicy i politycy z całego świata? Skąd bierze się siła, która pozwoliła jej udźwignąć tak wielką tragedię? (...)."


"Matka Świętego. Poruszające świadectwo Marianny Popiełuszko" to książka autorstwa Mileny Kindziuk, która jakiś czas temu "wpadła" mi w ręce. Obiecałam, że po jej przeczytaniu podzielę się swoimi przemyśleniami i wrażeniami, dlatego pojawiła się ta notka. Oczywiście nie potrafię pisać recenzji i nawet nie mam w planie tego robić. Chcę jedynie napisać to co uważam, że powinnam.

Zacznę od tego, że bł. ks. Jerzy Popiełuszko jest mi bardzo bliski. W gruncie rzeczy "poznałam" go niedawno, i od tamtego czasu moje życie zmieniło się diametralnie. Zaczęłam czytać książki, artykuły w Internecie, oglądać filmy o bł. ks. Popiełuszce... Wszystko po to, aby jeszcze lepiej go poznać. Tak bardzo pochłonęła mnie jego historia, że ostatnio zadałam sobie pytanie:" Dlaczego akurat ksiądz Jerzy?" Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Po prostu nie potrafię. To taka niewytłumaczalna więź, która łączy mnie z błogosławionym księdzem Jerzym. Zaczęłam modlić się za wstawiennictwem ks. Popiełuszki, jednocześnie traktując jak najlepszego przyjaciela. Przeczytanie tej książki było kolejną okazją do tego, aby zgłębić się w tajemnicę życia i męczeństwa błogosławionego księdza.

"Matka Świętego" to książka o ks. Jerzym ukazana przez pryzmat wspomnień niedawno zmarłej matki błogosławionego- Marianny Popiełuszko. Jak sam tytuł mówi: "to poruszające świadectwo". I faktycznie takim jest, choć pewnie nie będę umiała Wam tego pokazać za pomocą bloga i tej notki. Sama książka napisana jest bardzo prostym językiem, niezwykle szybko się ją czyta i jeszcze głębiej przeżywa. Warto przed jej przeczytaniem pooglądać film "Popiełuszko. Wolność jest w nas". Wtedy jakoś łatwiej poukładać sobie w głowie pewne wydarzenia. Bynajmniej mi to pomogło. Poza tym, jeśli najnowsza historia Polski nie jest nam obca, to tym bardziej ułatwi nam to zrozumienie czasów, w których przyszło ks. Popiełuszce żyć i pełnić swoją kapłańską posługę. Oczywiście i bez tego "Matkę Świętego" każdy zrozumie, bo to naprawdę bardzo prosta w odbiorze lektura. Jednak jeśli ktoś z Was chciałaby rzeczywiście zgłębić się w historii księdza Jerzego to warto na początek i obejrzeć film i spróbować uzmysłowić sobie pewne fakty historyczne. To co w tej książce mnie najbardziej urzeka, to ta wspomniana już przeze mnie prostota. I to nie tylko w odbiorze, ale prostota samej Marianny Popiełuszko. Jej skromność, jej życiowe mądrości i całkowite oddanie się Bogu są chyba w tej książce najcenniejszym przekazem. Pomimo wielu cierpień w jej rodzinie potrafiła wszystko przyjąć z pokorą. Zawsze sumienna, pobożna i wierna. Pracowita, kochająca i pełna nadziei. Nikogo nigdy nie oceniała. Wybaczyła nawet tym, którzy zamordowali jej syna. Opowiada o swoim dziecku na różnych etapach życia, a także o wydarzeniach, które miały miejsce po jego śmierci i w trakcie procesu beatyfikacyjnego. Sama książka zawiera wiele fragmentów zeznań procesowych. Znajdziecie w niej także zdjęcia.


Chciałam Wam tyle napisać, opowiedzieć, ale to zbyt trudne zadanie. Nie da się przekazać tylu emocji i przeżyć. Dlatego pozostaje mi jedynie Was zachęcić do przeczytania. Wtedy na pewno zrozumiecie o czym pisałam. Zdaję sobie sprawę, że o bł. ks. Jerzym mało się mówi, mało pisze, mało wspomina, ale żywię nadzieję, że coś się zmieni. Nie jestem też w stanie o księdzu Popiełuszce napisać wszystkiego i wszystko. Nawet nie potrafiłabym. Mam nadzieję, że wybaczycie. Jeśli pojawią się jakieś nieścisłości to też chcę za nie z góry przeprosić.

P.S. Pochłaniam kolejną książkę.

czwartek, 13 marca 2014

Dziękuję

Miałam napisaną całą notkę. Skasowałam. Pomyślałam: "Za dużo. Wystarczy tak niewiele". I niewiele mam zamiar dziś napisać. Bo chciałabym tylko podziękować, że mogłam uczestniczyć w rekolekcjach wielkopostnych prowadzonych przez ojca Szustaka. Żywię jakąś taką niewyobrażalną nadzieję, że takich "ojców Szustaków" będzie wśród nas więcej, że dzięki takim duszpasterzom Biblia będzie nam bliższa niż kiedykolwiek dotąd. Dziękuję.

P.S. Wiem, że wśród Was są osoby, które konferencje ojca Szustaka miały okazję "pochłonąć":) Ja wysłuchałam jedynie kilka nie wliczając internetowych rekolekcji. Teraz mam zamiar zgłębić się bardziej w całe cykle konferencji. Dlatego chciałabym abyście podzielili się swoimi wrażeniami i dali znać, jak i gdzie słuchaliście. Mile widziane Wasze WSZYSTKIE wspomnienia związane z głoszeniem Słowa Bożego przez ojca.

sobota, 8 marca 2014

Oto człowiek i... oto kobieta

Oto człowiek, bo...
OTO CZŁOWIEK! INTERNETOWE REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE
...na które chciałabym Was serdecznie zaprosić. Ojciec Adam Szustak prowadzi dla nas kolejne internetowe rekolekcje, tym razem z... Ziemi Świętej. Tak na marginesie, kiedy dowiedziałam się, że ojciec Szustak właśnie stamtąd będzie głosił swoje słowo, mało nie padłam. Odwiecznie jestem zakochana w tym miejscu, ta muzyka, ten krajobraz... Cudowne:) Jeśli też kochacie Izrael to musicie to zobaczyć i posłuchać:) Oczywiście to tylko detale, bo najważniejsze jest przesłanie i owoce, które z tych rekolekcji mogą zostać wydane. Doświadczona ostatnimi rekolekcjami, wiem, że nie zastąpią one nauczania w Kościele i Sakramentów, ale są bardzo dobrym uzupełnieniem. Także zachęcam Was:)
 
LINK do wydarzenia na Facebooku  <-- Tutak znajdziecie wszelkie informacje o tym kto organizuje, gdzie można oglądać itd.


A oto kobieta, bo...
...dziś Dzień Kobiet:) Obyśmy były wszystkie takie prawdziwe i szczere w tej naszej kobiecości:)

czwartek, 6 marca 2014

Jakaś taka

Dziwny czas. Pogoda jakaś taka nijaka. Gdzie jest wiosna?

Mnie natomiast pochłonęła książka Mileny Kindziuk "Matka Świętego", o której Wam kiedyś pisałam. Jak skończę, to podzielę się wrażeniami i przeżyciami. Tak naprawdę pochłonęła mnie książka, która w gruncie rzeczy nie powinna. Zamiast czytać na zajęcia, to ja... Ale zawsze tak jest, że czytamy to, co nie musimy:)

Kilka dni temu odbył się Chrzest Św. mojego malutkiego kuzyna. Niesamowite przeżycie i ogromne doświadczenie. Taka mała istota, bezbronna, kochana, którą chcemy ofiarować i dać jej dobry przykład. Kim będzie? Jakie będzie jego życie? To takie nieziemskie. Niby takie banalne, ale chciałabym być dobrą Matką Chrzestną.

A wczoraj zaczął się Wielki Post. I jak tu dobrze wykorzystać ten czas?

piątek, 28 lutego 2014

Bo kiedyś pisałam wiersze...

I nie wiem dlaczego, ale tęsknię za tym. Choć w sumie wiem dlaczego. Dlatego, że pisanie dawało mi satysfakcję z tworzenia CZEGOŚ. Dlatego, że mogłam w ten sposób wyrazić swoje emocje, uczucia, myśli... Dlatego, że była to moja odskocznia, mój świat, moja pasja. Z czasem zaczęłam pisać mniej, coraz mniej, by w rezultacie przestać pisać całkowicie. Nie było to celowe, ale takie bardziej nieumyślne, dlatego... Chciałabym wrócić do pisania. Mnóstwo jest momentów w życiu codziennym, kiedy układają mi się w głowie różne myśli. Dlaczego nie potrafię tego wykorzystać? Postanowiłam sobie, że zacznę małymi kroczkami powracać do pisania, o ile jeszcze potrafię to robić. Zobaczymy... Byłoby cudownie wypełnić tą pustą część samej siebie.

wtorek, 25 lutego 2014

Każdy swoje dziesięć minut ma

Dziś tylko piosenka. W sam raz na kolejny, męczący i chylący się dzień:)

SEWERYN KRAJEWSKI- "Każdy swoje dziesięć minut ma"

"Każdy swoje dziesięć minut ma
by na jawie przeżyć wielki sen.
Teraz właśnie los mi szanse dał,
czuję że na całość mogę iść.

Patrz jak ja, zaczaruję świat,
on mi da, to co będę chciał,
coś Ci powiem, wierzę tylko sobie,
spróbuj tak, jak ja.

Przeznaczenie nagle daje znak,
sercu każe dużo szybciej biec.
Każdy chodnik twoje imię zna,
wypisane kredą metr na metr.

Tak to ja, ten z Twojego snu,
tak to ja, jestem z Tobą tu.
Otrzyj oczy, sercu sól zaszkodzi,
lepiej jest bez łez.

Patrz jak ja, zaczaruję świat,
on nam da, to co będę chciał,
coś Ci powiem, wierzę tylko Tobie,
spróbuj tak, jak ja.

Każdy musi swój egzamin zdać,
choć walka ma czterdzieści kilka rund.
Jedni godzą się ogony grać,
inni gonią znikający punkt (...)."

czwartek, 20 lutego 2014

Matka Chrzestna

Po raz pierwszy z życiu zostałam poproszona o bycie matką chrzestną. Pewnie wyda się to dla niektórych takie zwyczajne i niewymagające większego rozmachu, ale dla mnie to poważna sprawa i ogromna odpowiedzialność. Chciałabym być dobrą matką chrzestną. Zastanawiam się zatem co to znaczy BYĆ DOBRĄ matką chrzestną?

Akurat w moim najbliższym otoczeniu ciężko znaleźć autorytet matki chrzestnej, na którym mogłabym się wzorować. Jedyną osobą, od której rzeczywiście mogłabym się wiele nauczyć jest moja mama. Dość, że jest moją mamą, to i sama jest matką chrzestną. Jest nią nie tylko na papierze i nie tylko od wielkiego święta, ale autentycznie wypełnia swoją misję. Dając dobry przykład i będąc wzorem do naśladowania nie bez powodu wzbudza we mnie ogromny szacunek. Chciałabym być taka jak ona.

Zastanawiam się niekiedy, dlaczego to, do czego rodzice chrzestni zobowiązywali się podczas Chrztu Św. nie ma żadnego przełożenia w dalszym życiu. Nie wiem jak to wygląda w waszych stronach i w waszym środowisku, ale wokół mnie rola rodziców chrzestnych często sprowadza się tylko i wyłącznie do odbębnienia ważnego wydarzenia w życiu dziecka i dania przysłowiowej koperty. No, ale trudno się dziwić, że takie sytuacje mają miejsce.

Jakieś 2,3 lata temu byłam świadkiem bardzo przykrej sytuacji, kiedy pewni rodzice wybrali chrzestnych dla swojego dziecka ze względu na ich środki finansowe. I jakoś specjalnie się z tym nie kryli. Poza tym oboje chrzestni mieszkają od wielu lat za granicą, tak więc dla tego dziecka są wręcz obcymi osobami. Pojawiają się jakieś dwa razy do roku z wielkim i wystawnym prezentem. Ponadto rodzice w gruncie rzeczy nie mogą na nic więcej z ich strony liczyć, bo jest to fizycznie niemożliwe. Takie sytuacje mnie przerażają. Nawet nie przyszłoby mi go głowy, aby z Sakramentu Chrztu Św. robić przysłowiowy biznes.

Tak samo jak niedawno dowiedziałam się, że moja współlokatorka będąc matką chrzestną ostatni raz w Kościele pojawiła się właśnie na wspomnianym chrzcie i to tylko ze względu na ten chrzest, czyli kilka lat temu. Poza tym mówi, że nie wierzy, że nie ma to dla niej żadnego znaczenia...i tak dalej, i tak dalej. Ja osobiście nie chciałabym czerpać takich wzorców.

Kolejna rzecz, która mnie szokuje to słynne wybieranie chrzestnych : "bo tak wypada". Może się mylę, ale moim zdaniem osoby trzymające dziecko do chrztu powinny być bliskie dziecku i jego rodzicom, które rzeczywiście mogłyby dobrze pełnić swoją rolę. Bliskie, w sensie niekoniecznie związane więzami rodzinnymi. No i tutaj też miałam żywy obraz tego, jak to wygląda w praktyce, kiedy pewna matka poprosiła swojego brata na ojca chrzestnego tylko i wyłącznie dlatego, że był jej bratem. Pomijając, że od lat mieszka on po drugiej stronie świata i praktycznie nie utrzymuje z nią kontaktu. No, ale tak wypadało, bo brat. Oczywiście na jednodniowym ojcowaniu się skończyło i tak naprawdę rodzice są zdani tylko i wyłącznie na siebie jeśli chodzi o wychowywanie dziecka.

Zdaję sobie sprawę, że dla świeżo upieczonych rodziców wybór chrzestnych jest trudny. Ciężko jest przewidzieć czy dane osoby będą w stanie należycie wykonywać swoje zobowiązania wychowując dziecko na gruncie chrześcijańskich wartości. Trudno też przewidzieć gdzie życie nas poniesie i czy za 20 czy 30 lat będzie możliwa ta bliskość jak wtedy, kiedy rodził się ten mały człowiek. Dla mnie jedno jest najważniejsze- rodzic chrzestny powinien być bliską osobą, która pomogłaby w wychowaniu dziecka i na której można polegać w każdej sytuacji. Sama nie wiem czy podołam temu trudnemu zadaniu bycia matką chrzestną i czy jestem odpowiednią osobą aby taką rolę pełnić. W każdym bądź razie chcę zrobić wszystko, aby rodzice i mój malutki jeszcze kuzyn mogli liczyć na moją pomoc i wsparcie. Chciałabym dać dobry przykład i swoim zachowaniem być wzorem do naśladowania. Najlepiej gdybym była idealna, ale to niemożliwe. Dlatego, na tyle ile mogę chcę się starać. Bycie rodzicem chrzestnym to ogromny dar i wyróżnienie, dlatego nie chciałabym tego zepsuć.

Wokół mnie wydarzyło się kilka nie zbyt dobrych sytuacji, o których Wam wyżej napisałam, i pewnie dlatego tak bardzo jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Być może kiedyś sama stanę przed wyborem rodziców chrzestnych dla swojego dziecka i wtedy przypomną mi się te sytuacje. Chciałabym podjąć dobry wybór, by moje dziecko autentycznie i prawdziwie miało rodziców chrzestnych.

P.S. Wybaczcie za obfitość w temacie i za nieścisłości, które mogą się pojawić. Zdaję sobie sprawę, że to trudny temat, ale napisałam to co czuję i to jak jest. Chętnie przeczytam, co Wy o tym myślicie i jakie macie doświadczenia:)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Odpoczynek, zakochani i nowy semestr

Jest i ona. Nowa notka, która niestety po raz kolejny przybrała postać zblokowaną. No cóż... tylko w ten sposób mogę nadrobić zaległości. Jak wiecie, każdy mój wyjazd do domu kończy się czasową śmiercią świata wirtualnego poprzez chwilowe zamknięcie laptopa, tak więc napisanie kolejnej notki graniczy z cudem:) Stąd ta przerwa na blogu.

Stwierdzam, że odpoczęłam:) Oczywiście nie nacieszyłam się domem i najchętniej nie wracałabym w ogóle. To tak na marginesie:) No, ale czekały obowiązki. Jakoś nie mogę pojąć, że dopiero co uradowana wracałam z ostatniego egzaminu a tu już kolejny semestr rozpoczął się z dniem dzisiejszym.

Stwierdzam też, że ostatni czas był dla mnie bardzo trudny. I to nie tylko ze względu na egzaminy. Musiałam podjąć kilka ważnych decyzji, co nie oznacza, że przyszło mi to z łatwością. Mam wrażenie, że podejmowanie istotnych decyzji nie jest moją mocną stroną. Mając ciągły mętlik w głowie zastanawiałam się: "Czy dobrze wybrałam? Czy to dobra droga? A co jak będę żałować?" W takich cięższych momentach jedyne co mi pozostaje to przyjąć z wdzięcznością niezastąpione wsparcie MOJEGO M. Tak wiele dobra od niego otrzymuje. Sama jego obecność i trwanie przy mnie jest wielkim darem. W prawdzie ponad 200 km stąd, ale jest. Czułam to we wszystkich trudnych chwilach, które nas otaczały i teraz też to czuję. Do tej pory zastanawiam się jakie mocne on musi mieć nerwy i ile spokoju w sobie, aby znieść te wszystkie moje nastroje. Ja ciągle narzekałam, on ciągle mnie mobilizował. Ja ciągle się załamywałam, on ciągle mnie podnosił. Jestem mu tak bardzo wdzięczna za tę cierpliwość, szczególnie w ostatnich tygodniach.

Na szczęście ten trudny czas zamknął się wraz z Dniem Zakochanych, który spędziliśmy w domu, przy filmie i czekoladkach. Niby taki zachodni wymysł, ale dla nas jest kolejną okazją aby cieszyć się i świętować. Po za tym jest dniem jak każdy inny, choć trochę odmiennym. Lubimy się w tym dniu obdarować jakimś prezentem, więc i w tym roku nie mogło być inaczej. Po pokoju rozchodził się zapach kwiatów, a ja patrzyłam na jego zdjęcie oprawione w ramce i pluszowego misia. Kiedy wyszedł, otworzyłam symboliczną walentynkę, aby poczuć lekko szklące się oczy. Niby takie proste słowa, które tak często słyszę, a za każdym razem przeżywam je na nowo.

Kocham Cię.

Właśnie tak minęło mi ostatnie 9 dni. Spokojnie i błogo:)


P.S. Marzy mi się już taki widok. Byle do wiosny:)

środa, 5 lutego 2014

Koniec, koniec, koniec...

Koniec sesji, koniec nieprzespanych nocy, koniec zmęczenia, koniec stresu... No oczywiście na jakiś czas:) Reasumując, tylko jedna poprawa i najcięższy egzamin zaliczony na 3 to chyba moje największe sukcesy w tej sesji egzaminacyjnej:) Jutro czeka mnie wyprawa po ostatnie wpisy, a w piątek do domu:) Aj jak ja się stęskniłam za moim lubym:)

poniedziałek, 3 lutego 2014

Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów


Sporo w ostatnim czasie słyszałam o duchowych adopcjach, jednak nigdy nie byłam na tyle zdeterminowana aby podjąć się tego wyzwania. Aż ostatnio pomyślałam, że może warto. Czasami mam wrażenie, że za wiele wymagamy od tych, którzy są tak samo słabi jak my, a modlitwa może naszym duszpasterzom bardzo pomóc. Tak więc, zachęcam Was do podjęcia tego dzieła, no i... do dzieła:)

czwartek, 30 stycznia 2014

Egzaminy, zaliczenia, egzaminy, zaliczenia...

Tak mniej więcej w wielkim skrócie wyglądają moje ostatnie tygodnie. Sesja trwa w najlepsze, a raczej w najgorsze. Nie no, póki co, nie jest tak źle.

Mam na razie jedną poprawę w sobotę, bo nie zaliczyłam ćwiczeń a na niektóre wyniki jeszcze czekam, także zobaczymy. Natomiast w przyszłym tygodniu czeka mnie egzamin, którego nieziemsko się boję i aż nie wiem co robić, aby się uspokoić. 

Na domiar złego nie dostałam się na specjalizację, którą chciałam. Zapisywaliśmy się przez Internet, i w przeciągu 5 sekund od godziny początkowej wszystkie miejsca się ulotniły. Nie wiem jak to możliwe, ale przy czymś takim lot w kosmos to bieg żółwia. Zapisałam się więc na specjalność, która "w razie czego" miała być numerem 2, ale jakoś nie pałam do niej miłością:/ Pojawił się pomysł, aby porozmawiać z wpływową osobą na wydziale odnośnie tego "cyrku", bo niby dlaczego czyjeś kliknięcie myszą ma decydować o naszych wyborach. Powinniśmy się zapisywać na to, co nas interesuje prawda? No chyba, że się mylę. Nie wiem czy to przyniesie jakiś efekt. Próbować warto:) Jeśli nic nie wskóramy to będę starać się bynajmniej o zmianę języka, który jest przypisany do danej specjalności. Akurat wiem, że taka możliwość istnieje, oczywiście przy małej bitwie z biurokracją. No cóż, jestem zbyt zdeterminowana, aby odpuścić.

A u Was jest egzaminy, zaliczenia i ta cała otoczka?:) 

wtorek, 21 stycznia 2014

To ich dzień

Mam ogromne szczęście. Dwie babcie, dwóch dziadków. W prawdzie łączą nas różne relacje, ale to nieistotne. Są obecni i za to dziękuję Bogu.

sobota, 18 stycznia 2014

Przecież wiesz

M: Muszę Ci coś powiedzieć
Ja: ?
M: Ja będę czekał.

Schowałam głowę w dół, bo poczułam, że na twarzy maluje mi się lekki uśmiech i onieśmielenie.

M: Ale masz być grzeczna:)

Pamiętam tę chwilę jakby wydarzyła się wczoraj. Był wrzesień 2012 roku. Właśnie kończyły się nasze najdłuższe w życiu wakacje. Byliśmy po maturze, tacy wolni, szczęśliwi, zakochani, prawie z indeksem w ręce. Wszystko wydawało się być już tylko lepsze i lepsze, coraz lepsze.

To właśnie wtedy, po dwóch latach bycia ze sobą i widywania się prawie codziennie miał nastąpić przełom w naszym życiu. Różne studia w dwóch różnych miastach, spotkania średnio raz na miesiąc, zupełnie nowe obowiązki, nowe problemy... Byłam nieco podekscytowana tym wszystkim. Czułam lekki strach i obawę przed nieznanym mi światem. Ale o nas nie myślałam raczej w kategorii obawy czy strachu. W środku byłam jakoś niewytłumaczalnie spokojna... A po tych słowach, które wtedy usłyszałam, tym bardziej.

Te półtora roku, które minęło od tamtego momentu wiele wniosło do naszego życia. Było to wbrew pozorom mnóstwo dobrych rzeczy. Nauczyliśmy się doceniać ten czas, który przemija, zaczęliśmy patrzeć na siebie z większym zrozumieniem i zaufaniem. Nasza relacja stała się bardziej dojrzała. Oczywiście nie zawsze było kolorowo. Pojawiały się trudności, jakieś sprzeczki, nieporozumienia. Dziękowałam wtedy Bogu, za nasze spokojne usposobienia, bo cierpliwość czy opanowanie w takich sytuacjach okazały się niezastąpione.

Czasem zastanawiam się, jak potoczyło by się nasze życie, gdybym wtedy, we wrześniu 2012 roku tak po prostu i po ludzku zwątpiła. Ktoś czuwał nade mną podpowiadając: "Zaufaj mu. Daj się poprowadzić. Ja Wam pomogę, przecież wiesz".

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Bo jest kilka beznadziejnych dni

Tęsknię za domem. W sumie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale... Zawsze jest jakieś "ale", które z tej "dobrej tęsknoty" musi zrobić tą dramatyczną.

Po świętach wcale nie miałam ochoty wyjeżdżać z domu. Ogólnie rzecz biorąc, to nigdy nie mam na to ochoty, ale zawsze mniej lub bardziej sobie z tym radziłam. Do ostatniego razu. Już tydzień siedzę tutaj i co? I nic. W środku jestem taka jakaś inna. Nie potrafię opisać tego stanu. Czuję się jakbym była w podróży dookoła świata, a zapomniała spakować do torby aparat fotograficzny. Myślę sobie, że tak naprawdę ja też jestem w pewnej podróży. W prawdzie nie dookoła świata, ale zdecydowanie jest to podróż. To wyprawa za lepszym życiem, za dobrym wykształceniem, za szansą na rozwój, za wiedzą. Tylko, że zostawiłam w domu coś cenniejszego. Bliskie mi osoby i ich miłość, ciepło rodzinnego domu, radość ze spędzania wolnego czasu razem. Wiem, wiem, wiem. Taka jest kolej rzeczy. Człowiek kiedyś musi zacząć żyć własnym życiem i odciąć pępowinę. Pomyśleć o wykształceniu i pracy, o własnej rodzinie, może o swoich czterech ścianach... Gdyby to było takie proste. Chciałam pójść na studia, naprawdę chciałam i wiem, że chcę studiować. Nigdy nie byłam typem ścisłowca, więc wybór kierunku z nauk społecznych był dla mnie rzeczą naturalną. Rodzice od początku mnie wspierali, ale niektórzy od razu skazali moją edukację na porażkę i niepowodzenie. Wiem, że będzie ciężko i mam tego świadomość, ale z drugiej strony mam zamiar próbować do końca i nie poddawać się. Ludzie tego nie rozumieją, z łatwością oceniają a ja, jak to ja, biorę wszystko za bardzo do siebie i popadam w "rozpacz". Myślę: "Po co mi te studia? Mogłam pojechać za granicę tak jak wszyscy i byłoby świetnie! Po co mam się uczyć, skoro i tak nic z tego? Po co moi rodzice mają tracić swój czas i pieniądze na moje studia?" W takich momentach tęsknię najbardziej. W momentach kiedy wątpię w to co robię i obawiam się tego co będzie. Kiedy jestem niepewna swojej przyszłości i kiedy czuję się rozdarta między dwoma miejscami nie czując, które jest tym "moim" miejscem.

Powoli zaczyna się okres zaliczeń, egzaminów, a co gorsza jeśli i poprawek. Nie lubię tego czasu, bo za bardzo mnie paraliżuje. Nie potrafię się zmobilizować, zmotywować do działania. Mam ochotę jedynie wykrzyczeć: "Święty Józefie z Kupertynu, ratuj!"

P.S. Wybaczcie mi ten okropny i pesymistyczny post. Musiałam się wygadać.

czwartek, 9 stycznia 2014

Pięć

Gdybym miała wypunktować wszystko to, co wydarzyło się podczas mojego, ostatniego pobytu w domu, skończyłoby się na pozycji numer 5. Bo właśnie tyle było tych istotnych spraw, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

A zaczęło się od tego, że przyznano mi stypendium za dobre wyniki w nauce i osiągnięcia, co nie ukrywam bardzo mnie ucieszyło i zmobilizowało. Szczerze, to nie myślałam, że mam jakiekolwiek szanse na to stypendium, a tu taka niespodzianka:)

Upłynęły może dwa, trzy dni kiedy zadzwonił telefon z informacją, że powiększyła się nam rodzina:) Mój nowy, malutki kuzyn kazał nam na siebie trochę czekać, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Niestety moja radość zbladła, kiedy zaczęły się moje problemy ze zdrowiem. Historia jest dość długa, ale w kilku zdaniach wygląda to tak, że czeka mnie wizyta u chirurga szczękowego. Jeśli z moim stawem żuchwowym będzie wszystko dobrze, oznacza to, że przyczyną mojego cierpienia była upierdliwa ósemka (Ząb mądrości?! Kto to wymyślił?), która jak na złość wcale się nie pokazała, lecz rośnie sobie poziomo:/ Wtedy będę musiała udać się do chirurga stomatologa i pozbyć się "tego czegoś". Nie wiem, która wersja jest lepsza, ale wolałabym chyba tę drugą, bo i tak przecież muszę się tej ósemki pozbyć? Bynajmniej tak mi się wydaje.

Byłam tak zdołowana tymi zębami, stawami i innymi rzeczami, że chyba rodzice specjalnie postanowili zabrać się za remont mojego pokoju. Wybieranie mebli, nowego koloru ścian i dodatków nieco odciągnęło mnie od myślenia o moich stomatologiczno-szczękowych problemach. Z ręką na sercu powiem Wam, że nie lubię drastycznych zmian. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do tego mojego, starego pokoju i tych wszystkich przedmiotów, które w nim były, że jakoś z żalem i sentymentem spojrzałam na niego po raz ostatni w takim stanie w jakim był. Dopiero kiedy przyjadę do domu kolejnym razem, zobaczę jak to wszystko wyszło. No cóż, podobno zmiany warunkują coś lepszego:)

A na sam koniec zostawiłam dla Was wiadomość, która cieszy mnie bardzo, bardzo, bardzo:) Jak wiecie, 27 kwietnia tego roku w Rzymie odbędzie się kanonizacja papieży Jana Pawła II i Jana XXIII. Będzie to ważna i głęboka duchowo uroczystość, która ponadto nigdy więcej się nie powtórzy, dlatego postanowiliśmy z moimi rodzicami, że musimy jechać i nie może być inaczej. Oficjalnie wszystko mamy załatwione, ponieważ jest to zorganizowana, kilkudniowa pielgrzymka obejmująca nie tylko udział we Mszy kanonizacyjnej, ale także zwiedzanie ważnych świętych miejsc czy miejsc związanych z działalnością samych świętych. Mam nadzieję, że jeśli nic nie pokrzyżuje nam planów i wszystko będzie dobrze, staniemy się świadkami ważnej chwili w dziejach świata i Kościoła.

Modlitwa o wyproszenie łask za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II

"Błogosławiony Janie Pawle II, za Twoim pośrednictwem proszę o łaski dla mnie (i moich bliskich). Wierzę w moc mej Modlitwy i w Twoją zbawienną pomoc. Wyproś mi u Boga Wszechmogącego łaski, o które się modlę… (należy wymienić prośby). Uproś mi dar umocnienia mej wiary, nadziei i miłości.

Pan Jezus obiecał, że o cokolwiek w Jego imię poprosimy, to otrzymamy. Dlatego i ja, Panie, pełen ufności, proszę Cię o potrzebne mi łaski, za wstawiennictwem błogosławionego Jana Pawła II. Wysłuchaj mnie, Panie. Amen."

środa, 8 stycznia 2014

20 dni

Miał być czas podsumowań, sterta nowych notek, mnóstwo życzeń... Jednak po przyjeździe do domu laptop poszedł w odstawkę i przypomniałam sobie o nim dopiero podczas wczorajszego pakowania.  Dlatego musicie mi wybaczyć:)

20 dni w domu, które przeminęły bezpowrotnie i zbyt szybko... Myślę, że to był dobry czas. Spędziłam go wśród bliskich mi osób, odcięta od całego świata, stresu i niepokoju. Boże Narodzenie wzbudziło we mnie nadzieję na przyszłość, na to co będzie, na nowy okres w moim życiu. Nie ukrywam, że moje duchowe przygotowania na przyjście Zbawiciela wiele mi pomogły. Może był to jedynie mały element tej życiowej układanki, ale na pewno dużo dzięki niemu zawdzięczam. Wokół tego chaosu i gonitwy, choinek i krasnali, prezentów i zakupów... znaleźli się ludzie, dla których przyjście na świat Jezusa jest czymś więcej. I to dzięki takim ludziom aż chce się uśmiechać i żyć:)

Nowy Rok jak zwykle przywitałam z lekko roześmianą łezką w oku i ogromnym sentymentem. Nie lubię zmian, ani tego momentu gdy coś się kończy, no ale cóż... Co zrobić?:)

Dni mijały coraz szybciej, a ja coraz bardziej chciałam uciec od tego co się może wydarzyć. Uciec od powrotu na studia, od egzaminów, od stresu... Niestety, byłoby to zbyt piękne. Dlatego trochę zniechęcona, ale wracam:) Jest to powrót niosący kilka zmian, ale o nich napiszę Wam w innej notce.

Przez te 20 dni bardzo stęskniłam się za blogosferą i wbrew pozorom nie zapomniałam o niej:)  Pamiętałam o Was w modlitwie i w głębi duszy chciałam każdego z osobna wirtualnie uściskać i życzyć wszystkiego dobrego. Życzę, byście nie zapomnieli nigdy o miłości, o życzliwości i dobroci. A przede wszystkim życzę Wam wszystkiego co potrzebne. Niech każda chwila będzie w Waszym życiu przepełniona nadzieją i wiarą.

wtorek, 17 grudnia 2013

Nie wystarczy

Pamiętacie jak mówiłam Wam o Internetowych Rekolekcjach Adwentowych? Pochłonęłam je w bardzo szybkim tempie i już czuję, że wnoszą one coś nowego do mojego życia. Kiedyś pewnie powiedziałabym: "Niby jak?! Rekolekcje w Internecie?!" Fakt, w mojej rodzinnej miejscowości nawet nie ma jakichkolwiek rekolekcji w Adwencie, a co dopiero gdyby ktoś miał w nich uczestniczyć przez Internet. Jestem raczej tradycjonalistką, ale kiedy widzę, że coś nowego jest jednocześnie czymś dobrym i wartościowym, od razu w to wchodzę. Tak było z inicjatywą DWA WILKI. Jednak podczas tych rekolekcji popełniłam ogromny błąd, o którym uświadomiłam sobie słuchając odcinka 6,5. INTERNETOWE REKOLEKCJE NIE ZASTĄPIĄ ANI EUCHARYSTII, ANI TEJ BLISKOŚCI Z CHRYSTUSEM BĘDĄC W KOŚCIELE PRZY NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE. Nie wiem jak mogłam tego do tej pory nie zauważyć, gdzieś przeoczyć... I jakby z nieba spadła mi idealna okazja aby to zmienić. Wchodząc wczoraj na wydział zobaczyłam plakat o rekolekcjach dla studentów. Byłam jeszcze tego samego dnia i już nie mogę doczekać się dzisiejszego spotkania. Otrzymałam ogromny dar. Nigdy wcześniej nie przeżyłam tak mocno Adwentu, tego oczekiwania na Boże Narodzenie. Ewidentnie coś nie zmienia na dobre:)

A Wy jak przeżywacie ten czas? Ktoś uczestniczy w Internetowych Rekolekcjach Adwentowych? Jak Wasze wrażenia?:)


piątek, 13 grudnia 2013

Nowe perełki

Uwielbiam książki. A jeszcze bardziej ich kupowanie. Przechodzenie między półkami bardzo mnie uspokaja, a zapach kartek i ich nienaganny wygląd sprawia, że po prostu lubię TAM być, lubię być w księgarniach:) Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie zawsze znajduję czas na czytanie, choć wyrywam się do tego rękami i nogami. Tak czy inaczej staram się szukać wolnych chwil. Zauważyłam też, że co jakiś czas zakup nowej książki jest dla mnie swego rodzaju moim małym rytuałem. No i tak się stało, że w tym tygodniu na półkę trafiły kolejne dwie książkowe perełki. Oczywiście zainspirowane bł. ks. Jerzym Popiełuszko.


"Marianna Popiełuszko nigdy nie szukała rozgłosu. Nie planowała, że stanie się bohaterką telewizyjnych dzienników, a jej zdjęcia obiegną prasę na całym świecie. Nie chciała sławy, której początkiem było brutalne zabójstwo jej ukochanego dziecka. Po wielu latach od tych wydarzeń postanowiła opowiedzieć o swoim synu, o miłości do niego, o tym, jak był wychowywany, o wartościach, które wyniósł z rodzinnego domu. Opowiada też o wydarzeniach, które na zawsze zmieniły jej życie. Z bólem wspomina dzień, w którym świat się dla niej zatrzymał. Wypowiada najważniejsze i najtrudniejsze dla siebie zdanie: „Przebaczyłam mordercom mojego syna”. 
Kim jest kobieta, której kłaniają się kościelni dostojnicy i politycy z całego świata? Skąd bierze się siła, która pozwoliła jej udźwignąć tak wielką tragedię? Jak wygląda jej życie teraz, kiedy jest matką świętego męczennika?

Matka Świętego to niezwykłe i poruszające świadectwo rodzicielskiej miłości, wiary w Bożą opatrzność i nadziei na to, że dobro zawsze zwycięży. Książka zawiera liczne fotografie z rodzinnego archiwum oraz niepublikowane dotąd zeznania z procesu beatyfikacyjnego księdza Jerzego Popiełuszki."


 "Świadek prawdy" to pełna biografia księdza Popiełuszki, która ukazuje jego życie duchowe oraz drogę do świętości, a także istotę jego męczeństwa. Książka oparta jest na rozmowach z ludźmi, którzy znali księdza Jerzego: z jego matką, przyjaciółmi, najwyższymi przedstawicielami władzy oraz Kościoła, m.in. kard Stanisławem Dziwiszem, który po raz pierwszy wyjawia, co o ks. Popiełuszce mówił Jan Paweł II.
Biografia ta przybliża również cuda, jakich ludzie doznali za wstawiennictwem tego męczennika i odpowiada na pytania, w jakich tak naprawdę okolicznościach zginął ksiądz Jerzy i na czym polega tajemnica jego świętości."

wtorek, 10 grudnia 2013

WILKI DWA, czyli Internetowe Rekolekcje Adwentowe

Jeszcze w listopadzie przypadkowo natknęłam się na pewne wydarzenie. Akurat był to czas kiedy już wiedziałam: "Chcę dobrze przeżyć ten Adwent! Tak prawdziwie, duchowo, z całego serca." Można powiedzieć, że inicjatywa rekolekcji internetowych jakby spadła mi z nieba:) Nie wiem jak to się stało, że dopiero dzisiaj oficjalnie do niej dołączyłam, ale jest to zapewne zasługa Miletty, której notka mi o tym przypomniała:) Na Facebooku znajdziecie wiele przydatnych informacji, np.: dlaczego, kto, gdzie, kiedy:)

Zapisałam się również tutaj, aby otrzymywać na maila kolejne części rekolekcji. No, w sumie lepiej późno niż później:)

Podsyłam Wam również link z zapowiedzią. Ponadto na samym dole, po lewej stronie dostępne są dotychczasowe filmy.

Zachęcam Was do wysłuchania i obejrzenia:) Sama zaczynam od początku nadrabiając zaległości, ale już Was zachęcam, bo czuję, że to może być cenny czas. Oby zostały wydane same dobre owoce.

niedziela, 1 grudnia 2013

Adwent

Czuję, że faktycznie zaczyna się coś nowego, coś radosnego. W mojej głowie wiruje lekkie niedowierzanie z upływu czasu, ale i masa planów na przyszłość. Jednym z owych planów na najbliższe kilka tygodni jest dobre przygotowanie się do Świąt Narodzenia Pańskiego, ale takie duchowe, w oczekiwaniu i skupieniu. Chciałabym lepiej zrozumieć pewne rzeczy i spojrzeć na Boże Narodzenia w zupełnie inny sposób. Pierwszym krokiem, który postawię na mojej drodze adwentowej będzie Spowiedź Św. Póki co, trwam, ufam i czekam:)

sobota, 30 listopada 2013

Modlitwa za mojego chłopaka

Lubię tę modlitwę. Zawiera ona w sobie wszystko to, co chciałabym powiedzieć Bogu modląc się za mojego ukochanego. Niekiedy w szczerej rozmowie, modlitwie płynącej prosto z serca zapominam o wielu rzeczach, zbyt wiele myśli miesza mi się w głowie. Ta modlitwa te myśli porządkuje. Mam takie marzenie, aby kiedyś modląc się tą modlitwą zamienić słowo CHŁOPAK na NARZECZONY a później MĄŻ. 

Te 38 wersów jest niesamowitych. Przez całe życie wciąż aktualnych. 

Wiem, że mój kochany potrzebuje tej modlitwy. Oboje jej potrzebujemy. 

Boże, pozwól nam stawać się lepszymi.

Boże Ojcze! Postawiłeś na mojej drodze człowieka,
któremu oddałam moje serce
i z którym chcę na zawsze związać mój los.
Czuwaj nad tym kochanym. Broń go od
niebezpieczeństw.
Spraw, aby w tobie osiągnął swoją życiową
dojrzałość.
Uczyń go prawym, mądrym i dobrym.
Daj mu mężne serce, żeby się nie obawiał trudności,
lecz przełamywał je w imię Twoje.
Daj mu siłę, aby potrafił władać sobą i domem,
którego będzie głową.
Uformuj w nim postawę ojcowską;
żeby znalazł szczęście w obdarowywaniu
swoich najbliższych, żeby nie szukał siebie,
ale opiekował się tymi, których mu powierzysz.
Uczyń go narzędziem Twojej Opatrzności.
Niech tak jak Ty opiekuje się słabymi i bezbronnymi.
Niech odważnie stanie w obronie każdego poczętego
życia.
Niech mnie i nasze dzieci prowadzi do Ciebie.
Święty Józefie, patronie mężczyzn!
Broń mego chłopaka od pokus fałszywej męskości.
Naucz go opanowywać zmysłowość
i podporządkowywać własne ciało
służbie prawdziwej miłości.
Naucz go kochać miłością czerpaną z Boga.
Chroń mego miłego od alkoholizmu.
Spraw, bym się mogła bezpiecznie oprzeć na tym,
któremu powierzam mój los.
Naucz go obowiązkowości i troski o zakładany dom.
Niech tak jak Ty będzie jego opiekunem.
Niech będzie mu ze mną dobrze.
Spraw, aby mi był wierny,
żeby potrafił się oprzeć pokusie zdrady
i dotrzymał swoich przyrzeczeń.
Bądź mu pomocą i wspieraj go w każdej potrzebie.


Amen. 

wtorek, 26 listopada 2013

Podpisałam. Wy też możecie.

Zachęcam Was aby przyłączyć się do akcji promującej życie. Wystarczy minuta, aby zrobić coś wielkiego.

czwartek, 21 listopada 2013

Ostatnio...

Ostatnio moim życiem zawładnął bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Jeszcze do niedawna nie zbyt wiele o nim wiedziałam. Moja wiedza była ograniczona do tego co udało mi się przez całe życie przypadkiem usłyszeć, przypadkiem przeczytać czy przypadkiem pooglądać. 

Jakiś czas temu w telewizji emitowany był film "Popiełuszko. Wolność jest w nas". Niestety nie miałam możliwości zobaczyć wszystkich odcinków, dlatego idealną okazją wydał mi się miniony weekend. Współlokatorka pojechała do domu, ja nie miałam ochoty i siły na naukę, byłam zmęczona i stwierdziłam, że jeśli już mam i tak marnować czas to lepiej go wykorzystać na wartościowy film. Pooglądałam. I w tym momencie nie wiem co mam Wam napisać. Bardzo mnie poruszył i skłonił do refleksji. Jednocześnie poczułam niedosyt i zaczęłam poszukiwania innych filmów dot. ks. Popiełuszki. Szczerze? Nie spodziewałam się, że jakikolwiek znajdę, ale udało się. Obejrzałam jeszcze jeden film, tym razem dokumentalny z 2002 roku pt.: "Jestem gotowy na wszystko". Oba wspomniane filmy idealnie się uzupełniły. Była już późna godzina, jednak historia ks. Jerzego nie dawała mi spokoju. Zaczęłam wertować witryny internetowe, czytać biografie, artykuły, kazania... 

Jako, że od dziecka uwielbiałam historię, a od kilku lat fascynuje mnie historia XX wieku, tym bardziej bliska była mi postać Błogosławionego, który ten wiek miał okazję kształtować. Pamiętam, że kiedy zakładałam tego bloga nie miałam pomysłu na opis tytułu. Wpisałam w wyszukiwarce frazę: cytaty. Otworzyłam pierwszą stronę i... pustka w głowie. Szukać po tematach? A może po autorach? I wtedy pierwszym nazwiskiem jakie przyszło mi do głowy było: Popiełuszko. Nie minęła minuta, a ja już wiedziałam jak będzie brzmiał opis tytułu. Jednocześnie wiedziałam też, że ten cytat stanie się moim kolejnym ukochanym.

"Ma­my wy­powiadać prawdę, gdy in­ni mil­czą. Wy­rażać miłość i sza­cunek, gdy in­ni sieją niena­wiść. Za­mil­knąć, gdy in­ni mówią. Mod­lić się, gdy in­ni przek­li­nają. Pomóc, gdy in­ni nie chcą te­go czy­nić. Prze­baczyć, gdy in­ni nie pot­ra­fią. Cie­szyć się życiem, gdy in­ni je lekceważą."

Zauważyłam, że co jakiś czas Bóg stawia mi na drodze kolejne osoby, abym je poznała, abym się zachłysnęła ich życiem, abym czerpała od nich jak najwięcej dobrego, abym się nimi inspirowała. To co w ks. Popiełuszce najbardziej mnie urzeka to jego skromność i prostota, wiara do samego końca, oddanie Bogu, Ojczyźnie i ludziom, a także słowa jakie wypowiadał. Być może jest ktoś pośród Was, kto nie poznał jeszcze ks. Jerzego. Jeśli tak, to zachęcam do choćby zwykłego pooglądania filmu. Wyżej wspomniałam o dwóch tytułach. Ponadto wiele można zaczerpnąć ze strony Parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie (w tej parafii Błogosławiony sprawował swoją posługę kapłańską: oto link do strony parafii). Życia takich osób nie da się jednak opisać ani opowiedzieć, trzeba je najzwyczajniej w świecie poznać i poczuć. Wiem też, że czas, w którym ja sama miałam okazję "poznać" księdza Jerzego nie był przypadkowy i bez znaczenia. 19 listopada 2013 roku dowiedziałam się, że mama ks. Popiełuszki, Marianna Popiełuszko zmarła. Nie mogłam w to uwierzyć. Jeszcze kilka dni temu o niej czytałam... Niech dobry Bóg pozwoli jej cieszyć się niebem...

 bł. ks. Jerzy Popiełuszko



30 maja 1982 r.

"Bogarodzico, Dziewico! Słuchaj nas, Matko Boga.
Ty stałaś pod krzyżem i tak bardzo cierpiałaś, gdy Twój Syn, Jezus Chrystus umierał na krzyżu. Tam, pod krzyżem, Chrystus uczynił Cię naszą Matką, a nas Twoimi dziećmi. Jesteś więc naszą Matką.

Król Jan Kazimierz obrał Ciebie na Królową naszej Ojczyzny.

Jesteś więc naszą Matką i Królową.

I dlatego, Matko nasza najlepsza, musisz cierpieć, gdy widzisz dzieci Twoje, które przeżywają swoja Kalwarię.

Szczególnie na nowo wypadło cierpieć Twoim dzieciom w miesiącu Tobie poświęconym, w maju.

Najbardziej uwidoczniła się nienawiść tych, którzy nie wiedza, co czynią, tych, którzy czynią krzywdę i spustoszenie moralne w naszej Ojczyźnie – najbardziej ich nienawiść uwidoczniła się w dniu Twojego święta jako Królowej Polski, 3 maja.

Wiele w tym dniu wylało się z oczu naszych sióstr i braci wymuszonych łez, było wiele niezawinionych razów.

Prosimy Cię, jako nasza Matkę i Królową, za tymi, którzy cierpią najbardziej, prosimy Cię słowami litanii naszych czasów, słowami litanii naszych dni, naszego ostatniego półrocza, półrocza zniewolenia wojennego Twoich dzieci.


Matko w Solidarności nadzieję mających, módl się za nami.
Matko oszukanych, módl się za nami.
Matko zdradzonych, módl się za nami.
Matko w nocy pojmanych, módl się za nami.
Matko uwięzionych, módl się za nami.
Matko na mrozie trzymanych, módl się za nami.
Matko przerażonych, módl się za nami.
Matko zastrzelonych górników, módl się za nami.
Matko stoczniowców, módl się za nami.
Matko przesłuchiwanych, módl się za nami.
Matko niesłusznie skazanych, módl się za nami.
Matko robotników, módl się za nami.
Matko studentów, módl się za nami.
Matko wytrwałych aktorów, módl się za nami.
Matko prawdomównych, módl się za nami.
Matko nieprzekupnych, módl się za nami.
Matko niezłomnych, módl się za nami.
Matko osieroconych, módl się za nami.
Matko bitych w dniu Twojego święta Królowej Polski, módl się za nami.
Matko poniewieranych za to, że noszą znaczek z Twoim świętym wizerunkiem, módl się za nami.
Matko pozbawionych pracy, módl się za nami.
Matko zmuszanych do podpisywania deklaracji niezgodnych z sumieniem, módl się za nami
Matko dzieci tęskniących za uwięzionymi matkami i ojcami, módl się za nami.
Matko matek płaczących, módl się za nami.
Matko ojców zatroskanych, módl się za nami.
Matko sługi Twojego, uwięzionego Lecha, módl się za nami.
Matko poniżanych uczonych i pisarzy, módl się za nami.
Królowo Polski cierpiącej, módl się za nami.
Królowo Polski niepodległej, módl się za nami.
Królowo Polski zawsze wiernej, módl się za nami.
Prosimy Cię, Matko, która jesteś nadzieją milionów, daj nam wszystkim żyć w wolności i prawdzie, w wierności Tobie i Twojemu Synowi.
Amen."