poniedziałek, 16 lutego 2015

Gorszy, nie znaczy najgorszy

Zamiast odpocząć, wróciłam jeszcze bardziej zmęczona. Zamiast uporządkować myśli, coraz bardziej je zaplątałam. Zamiast... 
Tydzień przerwy między semestrami był zaledwie kroplą w morzu. Myślałam, że ochłonę, nabiorę sił, nacieszę się domem... Nawet nie wiem kiedy ten czas uleciał. Chciałabym przestać zamartwiać się na zapas. Chciałabym mieć mnóstwo energii do działania. Chciałabym...

Mój licencjat widzę przez mgłę. Mam jedynie temat, plan i ubogą bibliografię. W najbliższym czasie będę musiała wszystko uporządkować i napisać choć jeden rozdział. Tylko jak to zrobić, kiedy zupełnie TEGO nie czuję? Nie wiem jak mam pisać, nie wiem jak mam zacząć, nic nie wiem. Póki co czeka mnie egzamin poprawkowy. Tylko jedna poprawka to i tak świetny wynik, ale żadne to pocieszenie...

Ostatnio oficjalnie przyznałam się mamie, że myślę o magisterce na innym kierunku. Po tej rozmowie wszystkie moje plany lekko się posypały, ponieważ moja mama zasygnalizowała abym skończyła to, co już zaczęłam. Tyle, że ja nie widzę w tym sensu. Zrozumiałam, co chcę robić, dlatego nie chcę siedzieć bezczynnie, póki jeszcze mogę coś zmienić. Wszyscy wokół mówią: sama zdecyduj, nie patrz na rodziców, teraz nie liczy się to co kończysz, ale konkretne umiejętności... Czuję się rozgoryczona.

P.S. Wybaczcie, ale chyba mam gorszy czas. Jeśli ktoś z Was chciałaby się pomodlić i nie ma konkretnej intencji na dzisiejszy dzień, to proszę o modlitwę za mnie: o siłę i podjęcie dobrych decyzji.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Z dziennika informatyka

Podesłałam wczoraj mojemu M. adres do strony internetowej lokalu, w którym odbędzie się wesele mojej kuzynki w 2016 roku, a na które z pewnością będziemy zaproszeni:D Wiadomo, tyle lat w piaskownicy:D Tak, tak, to ta sama kuzynka, z którą ukrywałyśmy słodycze w zbożu:D

Tak więc podesłałam adres...
ja: "No i jak Ci się podoba?"
M: "Matko! Kto robił tę stronę internetową?!:O"

Chyba mu się sala nie spodobała:D

P.S. Jeszcze tylko 2 egzaminy! Dziękuję za dzisiejszy dzień:*

niedziela, 25 stycznia 2015

Wyniki

A jednak jestem! Stwierdziłam, że zrobię sobie przerwę w nauce i podam prawidłową odpowiedź do naszej zabawy:) Nie będziecie musieli już dłużej czekać, a ja odreaguję wydarzenia ostatnich dni. Korzyść dla obu stron:)

1. We wczesnym dzieciństwie, razem z kuzynką udałyśmy się do sklepu w niedalekim sąsiedztwie. Nie mówiąc nic nikomu wybrałyśmy całe nasze kieszonkowe i nakupiłyśmy tyle słodyczy, że zabrakło nam pieniędzy. Pani sprzedawczyni wpisała nas na zeszyt. Bardzo bałyśmy przyznać się do tego, że musimy donieść brakującą kwotę, dlatego cały nasz asortyment ukryłyśmy w zbożu.

Na tę pozycję obstawiały dwie osoby- Miletta i Piotr. I o dziwo- jest to historia prawdziwa:D Od razu zaznaczę, że nie było to jakieś gigantyczne zadłużenie. Podejrzewam, że chodziło o zaledwie kilka złotych. Całość zakupów też nie była wiele warta, ponieważ nasze kieszonkowe było naprawdę skromne. Nie umiałyśmy nawet dobrze policzyć pieniędzy. Rzuciłyśmy drobniaki na stół a pani sąsiadka liczyła... No i zabrakło:D Autentycznie ukryłyśmy nasze słodycze w zbożu:D Skąd ten pomysł w ogóle?! Do dzisiaj się zastanawiam:D To była szeroko zakrojona akcja:D Codziennie chodziłyśmy do naszej kryjówki podjadać nasze słodkości, aż któregoś dnia przyuważył to mój brat. Śledził nas:D Więc musiałyśmy mu wyjawić nasz sekret. Po czym on... poszedł do mamy i wszystko wygadał. Na szczęście mama przyjęła to z uśmiechem i doniosła brakującą kwotę. Jaki morał? Nie trzeba bać się mamy, tylko jej wszystko mówić:D

2. W podstawówce z koleżanką codziennie chodziłyśmy na październikowy Różaniec. Zawsze po skończonej Mszy Świętej wracałyśmy boczną, nieoświetloną uliczką wśród opustoszonych domów. Krążyły plotki, że w jednym z nich straszy i po zmroku widać dziwne światła w oknach. Dlatego specjalnie, dzień w dzień wracałyśmy tamtą trasą, aby zobaczyć czy to prawda.

Na tę historię nie postawił nikt:) Wcale się nie dziwię, bo jest prawdziwa:D

3. W gimnazjum, na lekcjach matematyki zawsze z koleżanką siedziałyśmy w pierwszej ławce, tuż przed biurkiem nauczyciela. Pewnego razu wpadłyśmy na pomysł, aby niepostrzeżenie przesuwać jego biurko w stronę ściany, kiedy ten będzie chodził po sali. Kiedy pod koniec lekcji chciał usiąść przy biurku okazało się, że biurko jest tak przesunięte, że nie jest w stanie odsunąć krzesła.

Jeśli ktoś myślał, że nie można niepostrzeżenie przesuwać biurka to muszę go zaskoczyć- można:D Ela W. i meg obstawiły na historię nr 3, co mnie naprawdę nie dziwi:D Też myślałabym, że to niemożliwe:D

4. Gdy chodziłam do podstawówki, co roku na wakacje przyjeżdżała do mnie kuzynka. W sąsiedztwie był pewien chłopak, który bardzo nam się podobał, jednak ja się do tego nie przyznałam. Chciała abyśmy codziennie chodziły do sklepu, tylko po to, aby przejść tuż pod jego domem. Po kilku dniach zrobiłam się tak zazdrosna, że wygarnęłam jej wszystko. Pokłóciłyśmy się tak bardzo, że rodzice musieli interweniować by nas pogodzić.


Gratuluję Ani i tej z żebra:) Ela- byłaś blisko:D Ta historia jest fałszywa. Chociaż... jest mieszanką dwóch prawdziwych zdarzeń, bo moja kuzynka faktycznie zabujała się w moim sąsiedzie, a ponadto pewnego razu autentycznie pokłóciłyśmy się tak bardzo, że rodzice interweniowali:D Tyle, że chodziło o jakąś głupotę, nawet nie pamiętam co to było:)

Dzięki Miletta za Twoje rozkminy- bez nich byłoby nudno:) 

Zgodnie z obietnicą, dla osób, które poprawnie obstawiły fałszywą historię funduję pocztówkę:) Oczywiście jeśli chcą:) Po prawej stronie macie maila, na który można przesłać mi adres do korespondencji. Możecie podać dowolny adres- akademik, mieszkanie koleżanki, dom sąsiadki... Cokolwiek, byleby do was dotarło:) 

Myślę, że za niedługo pojawi się następna zabawa:) Tak więc będzie kolejna możliwość, aby dostać kartkę:D

P.S. Byłabym bez serca gdybym tego nie powiedziała: Oczywiście każdy może napisać, jeśli chce:D Pocztówek mam pod dostatkiem:D Lubię robić innym drobne upominki, więc potraktujcie to jako mały wyraz wdzięczności za wspólną zabawę:)

sobota, 24 stycznia 2015

Pakiet idealny

Sesja.
Zmęczenie.
Zerwane stosunki dyplomatyczne z M.
Tyle w temacie.

P.S. Wyniki i pocztówki będą jak tylko wrócę do normalnego trybu życia.

wtorek, 20 stycznia 2015

Kilka historii

Najpierw była Żona, później Miletta i Ela;) Teraz kolej na mnie;) Postanowiłam zrobić sobie przerwę w nauce i również dołączyć do zabawy. Poniżej przestawiam Wam kilka historii z mojego życia. Jedna z nich jest fałszywa. Tak więc, powodzenia w jej odnalezieniu:)

1. We wczesnym dzieciństwie, razem z kuzynką udałyśmy się do sklepu w niedalekim sąsiedztwie. Nie mówiąc nic nikomu wybrałyśmy całe nasze kieszonkowe i nakupiłyśmy tyle słodyczy, że zabrakło nam pieniędzy. Pani sprzedawczyni wpisała nas na zeszyt. Bardzo bałyśmy przyznać się do tego, że musimy donieść brakującą kwotę, dlatego cały nasz asortyment ukryłyśmy w zbożu.

2. W podstawówce z koleżanką codziennie chodziłyśmy na październikowy Różaniec. Zawsze po skończonej Mszy Świętej wracałyśmy boczną, nieoświetloną uliczką wśród opustoszonych domów. Krążyły plotki, że w jednym z nich straszy i po zmroku widać dziwne światła w oknach. Dlatego specjalnie, dzień w dzień wracałyśmy tamtą trasą, aby zobaczyć czy to prawda.

3. W gimnazjum, na lekcjach matematyki zawsze z koleżanką siedziałyśmy w pierwszej ławce, tuż przed biurkiem nauczyciela. Pewnego razu wpadłyśmy na pomysł, aby niepostrzeżenie przesuwać jego biurko w stronę ściany, kiedy ten będzie chodził po sali. Kiedy pod koniec lekcji chciał usiąść przy biurku okazało się, że biurko jest tak przesunięte, że nie jest w stanie odsunąć krzesła.

4. Gdy chodziłam do podstawówki, co roku na wakacje przyjeżdżała do mnie kuzynka. W sąsiedztwie był pewien chłopak, który bardzo nam się podobał, jednak ja się do tego nie przyznałam. Chciała abyśmy codziennie chodziły do sklepu, tylko po to, aby przejść tuż pod jego domem. Po kilku dniach zrobiłam się tak zazdrosna, że wygarnęłam jej wszystko. Pokłóciłyśmy się tak bardzo, że rodzice musieli interweniować by nas pogodzić.

Czekam na odpowiedzi:)

Dla osób, które jednokrotnie wskażą na poprawną odpowiedź funduję pocztówkę z miasta, w którym obecnie się znajduję:D

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Okołoślubnie

Takie powroty zdecydowanie lubię najbardziej:) Nie było mnie zaledwie kilka dni, a tu proszę... Tyle się dzieje. Nowe pierścionki zaręczynowe, ślubne plany i zaklepane daty:) Zapowiada się rewelacyjnie. Za pół roku moja przyjaciółka będzie odliczać ostatnie dni do ślubu. Ostatnie kilka miesięcy przebiega dosyć spokojnie, mimo braku sukni, zaproszeń i masy spraw do załatwienia. Nawet ostatnie nieporozumienia można podpiąć do czasu przeszłego. Jest dobrze:) Coraz bardziej nakręcam się tym ślubem i przygotowaniami. Czasem mam wrażenie jakby to był mój ślub. Tyle emocji:D 

Nawet zeszłej nocy znowu miałam ślubny sen i to w najgorszej odsłonie: Jest końcówka roku 2015. Na miesiąc przed ślubem dowiedziałam się, że wychodzę za mąż. Moi rodzice wszystko zaplanowali! Stresowałam się okropnie. Jak to? W tym roku? Jeszcze nie skończyłam studiów. Nie mamy gdzie mieszkać! Wchodzę do Kościoła, w dodatku nie do tego, w którym chciałam wyjść za mąż. Jest beznadziejnie. Okropna, niepasująca suknia, goście odstawieni w najlepsze... A ja? Wchodzimy. I nagle mój przyszły mąż zaczyna przyspieszać kroku. Przytrzymuję go, aby zwolnił. On dalej swoje. W końcu wkurzam się i wychodzę. Koniec. Obudziłam się, nie wiedząc co się dzieje. Jednak przyjmuję zasadę, że jak śni się źle, to w rzeczywistości będzie dobrze:)

Na dzisiaj tyle ślubnych rozważań. Egzaminy i zaliczenia czekają.

sobota, 10 stycznia 2015

Honorowy Patronat

Zainspirowana inicjatywą, również postanowiłam wybrać swojego patrona na 2015 rok. I koniecznie zapragnęłam, aby to była kobieta. Dlaczego? O świętych kobietach mało wiem. Wstyd się przyznać, ale tak jest. Więc może to idealna okazja na zmianę? Padło na błogosławioną Matkę Teresę z Kalkuty. Zawsze patrzyłam na nią z podziwem, mimo nie zbyt rozległej wiedzy na temat jej życia. Całkowicie poświęciła swoje życie Jezusowi oraz innym ludziom, będąc przy tym skromną, malutką, zwyczajną zakonnicą. Być może w tej zwyczajności utożsamiałam się z nią? Jak dla mnie jest ona kwintesencją poszukiwania swojego powołania i wypełniania go. Jest obrazem walki o godność człowieka, bez względu na rasę, wiarę i przekonania... Chciałabym poznać ją bardziej, zaprzyjaźnić się, wsłuchać w pełne prostoty słowa.


TUTAJ możecie przeczytać krótką notkę biograficzną, chyba, że ktoś jest bardziej spragniony wiedzy na temat bł. Matki Teresy to polecam TEN artykuł. Jednak najbardziej interesująca wydaje mi się WIARA PRAKTYCZNA WG MATKI TERESY W KALKUTY. Jest to seria rozważań oparta na biografii i wypowiedziach Matki Teresy. Zrobiłam jedynie rzut okiem na te teksty, ale wyglądają na ciekawe i godne uwagi. Mam też takie małe pragnienie przeczytania choć jednej książki o Matce Teresie. W sumie już wcześniej chodziła za mną ta myśl, ale skoro obrałam Matkę Teresę za moją honorową patronkę (w sposób szczególny właśnie w tym roku kalendarzowym) to może czas się odważyć?

Zastanawiam się jaką rolę w waszym życiu odegrała lub odgrywa bł. Matka Teresa? Może nigdy nie była Wam bliska? Może nie znacie jej wcale? Jestem ciekawa Waszych osobistych doświadczeń:)

P.S. Z Matką Teresą łączy mnie również coś jeszcze- imię nadane na Chrzcie:) Pewnie stąd ta wewnętrzna bliskość względem mojej patronki.


środa, 7 stycznia 2015

Światło

Myślałam, że będą życzenia, ciepłe słowa, wirtualne uściski. Jednak DOM pochłonął wszystko dookoła, nawet mój wirtualny świat na czele z blogiem. Stąd ta cisza. Wbrew pozorom bardzo potrzebna. I to nie znaczy, że o Was zapomniałam. Wręcz przeciwnie. W przypływie wyrzutów sumienia pomyślałam, że przecież można inaczej...  Więc dzisiaj, 7 stycznia, w ten zwykły, szary wieczór chcę życzyć Wam Jego obecności. Aby w każdy taki wieczór rodził się Chrystus, aby przychodził do Was i oświecał drogę, którą pójdziecie. Chyba nigdy nie jest za późno na życzenia? Szczególnie, że te są naprawdę ze szczerego serca. Niech te słowa budują:


"Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności."
Jn 12, 46 

Rozesłałam ten cytat moim znajomym tuż przed Wigilią, i rewelacyjnie się złożyło, bo podczas Pasterki była mowa o Jezusie, który jest światłem. A żeby było ciekawiej, przez całą Pasterkę reflektory oświecające ołtarz nieco się buntowały. Co chwilę gasły lub zapalały się. I kiedy już mieliśmy rozejść się do domów, ksiądz powiedział: "Chrystus jest światłem, które nigdy nie zawodzi. To wszystko co sami próbujemy budować i tworzyć zawsze będzie szwankować, psuć się... i gasnąć jak to światło". Po takim podsumowaniu, wszystko inne jest zbędne:)

Przy okazji chcę podziękować za dwa inspirujące posty: ZA TEN i TEN :) Idealna okazja, aby wybrać swojego patrona na ten Nowy Rok.

piątek, 12 grudnia 2014

Nasza ławka

Poznaliśmy się w szkole średniej. Ja- drobna, malutka, maskotka w klasie, którą każdy chciał dźwigać przy przenoszeniu rannego. Do tej pory dziwię się jak zauważył mnie wśród tłumu identycznie wyglądających dziewczyn. Codziennie ten sam strój, włosy w kucyk, nic szczególnego. Za to on- generalnie widywałam go już wcześniej, był taki dorosły jak na swój wiek, wyglądał dużo poważniej niż jego koledzy, imponował, zachwycał... Pamiętam bardzo dokładnie nasze początki. Pierwsze słowa, które do mnie skierował, ich miejsce i czas. Minął rok zanim zaczęliśmy być ze sobą. Rok, w trakcie którego nie byłam niczego pewna, nie dostałam żadnej gwarancji, że będziemy razem, nie miałam nic. Tak zachłannie pragnęłam CZEGOŚ.

A teraz? Nawet nie wiem kiedy to wszystko uleciało w przeszłość. Którędy ten czas minął przed oczami? Ponad 4 lata, które pozostawiły po sobie niewyobrażalnie duży bagaż wspaniałych rzeczy. Od początku niektóre drobnostki przechowywałam jak relikwie i mam je do dzisiaj. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że on też ma takie relikwie. Niesamowity jest. A te wszystkie momenty, gesty, spędzony czas? O tym nawet nie mówię.

Pamiętam jak w szkole średniej chodziliśmy na spacery do pobliskiego parku. Ostatnio będąc znów w tym miejscu powiedziałam: "Może pójdziemy na naszą ławkę?", po czym usłyszałam: "Ale którą?:D". Dopiero wtedy dotarło do mnie ile czasu spędziliśmy na tych ławkach. Każda jest naszą ławką.

Sentymentalna jestem, dlatego tak mnie wzięło na wspomnienia. Czasem mam wrażenie, że aż za bardzo "siedzę" w tym czasie, kiedy byliśmy przy sobie codziennie, piętro nad piętrem... I tak sobie myślę, że jemu chyba to lepiej wychodzi. Jest taki dorosły, stara się myśleć przyszłością. A ja? Ciągle zakopana w tych naszych relikwiach, bojąca się zmian. W środku nadal czuję się tą lekką maskotką, która śmieje się z byle czego. Taka dorosła, mała dziewczynka.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Plastry miodu

Jak wygląda sytuacja między moją najlepszą przyjaciółką a jej narzeczonym na 8 miesięcy przed ślubem? Nie wiem. Kolejne próby rozmów na ten temat kończą się fiaskiem. Zresztą nie dziwię się. W takiej sytuacji też pewnie chciałabym zdystansować się do ludzi, wycofać się w cień czy cokolwiek innego, byleby z nikim o tym nie rozmawiać. Wspieram ją mimo smutku, żalu i rozczarowania.

Właśnie minął tydzień Adwentu. Podliczając, wychodzi na to, że mam już za sobą 9 odcinków Plastra Miodu, czyli Internetowego Słuchowiska Adwentowego. Szczerze? Nie spodziewałam się, że będzie AŻ tak kameralnie, AŻ tak intymnie, AŻ tak osobiście, AŻ tak spokojnie, AŻ tak bardzo blisko Boga i Jego Słowa... Mogłabym wymieniać i wymieniać. Można powiedzieć, że nie znałam o. Szustaka od tej strony:) I mam wrażenie, że z każdym jego słowem coraz bardziej wkręcam się w Pismo Święte. Jeszcze do niedawna Stary Testament był dla mnie czymś niewyobrażalnie niezrozumiałym, a teraz mam ochotę chłonąć go na wszystkie strony. Prostota słów zawsze procentuje, dlatego, oby więcej takich duszpasterzy jak o. Adam. Liczę na wiele dobra, które zaowocuje.

sobota, 6 grudnia 2014

Moja najlepsza przyjaciółka

Z moją najlepszą przyjaciółką nie widziałam się 2 lata. Poznałyśmy się w szkole średniej, mieszkałyśmy razem w bursie. Jednym słowem 24 godziny na dobę RAZEM. Wspólne śniadania, potem szkoła, po lekcjach obiad, nauka, kolacja, sen... Tak mijał każdy dzień. W prawdzie nasza grupka dziewczyn była nieco liczniejsza, ale to właśnie z nią zaprzyjaźniłam się najbardziej. Minęły 2 lata. Ale ten czas nie zmienił nic. Dzwonimy do siebie, piszemy, zwierzamy. Wiadomo, że nie jest już tak jak kiedyś, ale dla mnie to ogromny dar, że pomimo upływu czasu potrafimy bez żadnego dystansu rozmawiać ze sobą, umiemy śmiać się, plotkować... Dla mnie okres szkoły średniej był czasem wielkich zmian. Zarówno w sferze psychicznej jak i duchowej. To właśnie wtedy poznałam mężczyznę, z którym jestem do dziś. I to właśnie z tamtego okresu mam najwięcej wspomnień, ale także problem z oderwaniem się od niego. Są momenty kiedy żyję tylko przeszłością.

Moja najlepsza przyjaciółka za 8 miesięcy wychodzi za mąż. Wiedziałam już o tym rok temu. Byłam jedną z pierwszych osób, z którymi podzieliła się tą informacją. Cieszyłam się jak dziecko. Jestem w przygotowania do tego ślubu bardziej wkręcona, niż w niejeden ślub w rodzinie. Jej narzeczonego znam dość dobrze, ponieważ już w liceum byli parą. Moja przyjaciółka jest w tym związku dość dominująca, pełna energii, wprowadza życie do ich relacji. On natomiast spokojny, zawsze cichy, robiący wszystko co ona mu powie. Na początku wydawało się to urocze, jednak kiedy ostatnio napisała mi, że jej narzeczony dziwnie się zachowuje od razu zapaliła mi się czerwona lampka. Podejrzewa, że ma inną, w co mimo wszystko nie chce mi się wierzyć. Nie ma na to żadnych dowodów. Mówi, że traktuje ją jak powietrze, ciągle spędza czas na grach komputerowych, nie robi nic. Dla mnie to pewien niepokojący sygnał. 8 miesięcy do ślubu... Nie wiem co o tym myśleć. Przez te ostatnie dwa lata czytałam trochę książek na temat relacji kobieta-mężczyzna, głównie podrzucanych mi przez księży w konfesjonale, jestem także w trakcie słuchania Pachnideł i mam wrażenie, że moja przyjaciółka nieświadomie zabrała swojemu narzeczonemu możliwość decydowania. I teraz kiedy pojawiają się poważniejsze sprawy, ona sobie nie radzi, a w swoim narzeczonym nie ma żadnego oparcia. Bo ważniejsze są gry. Nie wiem, czy to jest źródło problemów, nie chcę ich rozwiązywać, ani narzucać im czegokolwiek. Jednak martwię się. Może zupełnie moja teoria jest bezpodstawna i beznadziejna. Nie wiem. Jednak martwię się.

P.S. Proszę Was o modlitwę w ich intencji. O cokolwiek, co pomoże im wybrać właściwie, póki mają możliwość wyboru. Ja nic nie mogę zrobić, więc niech ON pomoże.

niedziela, 30 listopada 2014

Na ranę przyłóż

Ostatnie tygodnie minęły pod znakiem poszukiwań. Poszukiwań odpowiedzi na nurtujące pytania,  poszukiwań samej siebie, miłości i swojego powołania... Ciągłe poszukiwanie. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie perspektywa wymagań, jakie życie stawia w tym poszukiwaniu: cierpliwość. Wydawało mi się, że nie mam z tym problemu, jednak niektóre kwestie są nie do przeskoczenia. Chciałabym wiedzieć co z moimi studiami, pracą, miłością i życiem. Teraz i natychmiast. Na tym się kończy. Na słowie: CHCIAŁABYM. To wymaga czasu, z którym powoli uczę się współpracować. Idzie dość opornie.

Zaczyna się Adwent. W idealnym momencie mojego życia. Bo Adwent to oczekiwanie wymagające cierpliwości. A tej cierpliwości potrzeba mi teraz najbardziej. I dlatego nie wyobrażałam sobie tego Adwentu bez o. Szustaka i jego internetowych rekolekcji.

"Na każdą adwentową noc o. Adam przygotował krótkie rozważania Słowa połączone z modlitwą, a trzy razy w tygodniu (w każdą niedzielę, wtorek i czwartek) dłuższe komentarze do Słowa: wszystkie jak PLASTER MIODU, bo każdej adwentowej nocy Bóg chce przyłożyć te plastry do naszych ran, chce osłodzić nasz ból, chce nakarmić obficie nasze spragnione ciała i dusze."

Tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej odsyłam TUTAJ, licząc, że przyłączycie się do wspólnego oczekiwania.

"To będą zupełnie inne rekolekcje. Tylko Słowo, tylko głos ojca, tylko dla Ciebie. Bardzo intymnie, bardzo kojąco, bardzo bezpośrednio. Po prostu PLASTER MIODU."

niedziela, 16 listopada 2014

Co u mnie?

Praca licencjacka jawi się jako coś nierealnego, niemożliwego i niewyobrażalnego. Jedyne co mam to temat. Nie wiem gdzie szukać literatury ani jak zabrać się za stworzenie struktury pracy, która ma być gotowa na grudzień. Czuję się zupełnie głupia przy innych.

Coraz bardziej męczą mnie myśli o zmianie kierunku studiów na magisterce. Wiem, wiem... Licencjat nie zrobiony a ja już wybiegam tak daleko w przyszłość. Tylko, że jakiś plan trzeba mieć a czas mija nieubłaganie. Teoretycznie plan mam, ale te wszystkie wątpliwości... Czy uda mi się nadrobić zaległości? Czy dam radę wdrożyć się w ten kierunek nie mając z niego licencjatu? Czy podołam nieznanemu? Czy warto zaryzykować? Dlatego apeluję: jeśli ktoś z Was po studiach I stopnia wybrał się na inny kierunek II stopnia to piszcie. Da radę? Jestem w tej kwestii zupełnie pogubiona. Beznadzieja.

środa, 29 października 2014

Chyba odnalazłam swoje miejsce

2 lata tułaczki po różnych Mszach Świętych dały się mocno we znaki. Postanowiłam, że kończę z tym. Jestem młodą, studiującą dziewczyną, więc dlaczego miałabym omijać szerokim łukiem Msze Akademickie? Kilka osób próbowało mnie namówić, ale ja zawsze nieugięta wykręcałam się późną godziną. Hmm, w sumie to nawet nie chodziło o wykręcanie się, ale o przyzwyczajenie chodzenia na Msze Święte przed południem. Ale w tym roku powiedziałam sobie- koniec! Mam wrażenie, że utraciłam te dwa lata. Nie czułam się na tych Mszach jak w domu, nie czułam, że mam obok siebie bratnie dusze, nie czułam nic... Aż ostatnio. Ta Msza w końcu mnie obudziła do życia. Nawet po jej zakończeniu długo siedziałam w ławce i uśmiechałam się do siebie. Chciałam tam być. Po prostu. Ta liturgia, ten śpiew, gitara, młodzi ludzie... Poczułam kim tak naprawdę jestem i jak wiele jestem w stanie zrobić. Kapucyni jak na razie numerem 1;) Chyba odnalazłam swoje miejsce:)

czwartek, 23 października 2014

Próba

Bardzo długo zwlekałam z przesłuchaniem Pachnideł inaczej zwanych Pomarańczarnią. Bardzo dużo dobrego słyszałam o tym cyklu konferencji, ale każdy czas był dla mnie nieodpowiedni. Aż ostatnio... Mieliśmy małą próbę do przejścia w naszym związku. Chodziłam zupełnie zdołowana, myśląc, że już nie uratujemy tej miłości. I właśnie wtedy Pachnidła okazały się lekiem na całe zło. Podesłałam mu link, nie myśląc, że go w ogóle otworzy. I w ten oto sposób zaczęliśmy słuchać razem. Uratowaliśmy. Pomarańczarnia jedynie utwierdziła nas w tym, że chcemy być razem, budować nasze życie, próbować i starać się o siebie nawzajem. Słuchając Pachnideł miałam moment zwątpienia w naszą relację, ale to przeszłość. Popatrzyłam na te konferencje nieco głębiej, a jednocześnie z dystansem. I nie, żeby to Pachnidła załatwiły całą sprawę. Absolutnie nie. Zaczęliśmy słuchać Pomarańczarni, akurat kiedy nasza układanka zaczęła składać się w całość. Pomarańczarnia była spoiwem tej układanki. Dużo nam to dało.

Wierzę, że każda próba ma sens. Nic nie dzieję się ot tak w oczach Boga. I każde COŚ jest PO COŚ. Ze wszystkiego można wyjść silniejszym, nawet z tych najcięższych doświadczeń. Dlatego jestem taka pełna nadziei:) Jest dobrze:)

sobota, 18 października 2014

We wszelkim utrapieniu

"W pokorze serca, w cichości, milczeniu,
pójdę za Tobą, Jezu, przez głogi i cierpienie;
przy Tobie, ulgę znajdę z cierpieniu.
Za Tobą dźwigać będę krzyż mój wiernie."
Amen."

Moja ulubiona modlitwa. Towarzyszy mi od niedawna, a już zdążyłam nazwać ją "moją ulubioną modlitwą". Dlaczego? Bo na pierwszy rzut oka wydaje się taka zwyczajna, a w gruncie rzeczy zawiera się w niej sens naszego życia. Bo to za Nim chcemy pójść, z Nim znosić cierpienie i ból...
I taka idealna wydaję się być na obecny czas. Na kolejną próbę w naszym związku, na moje wątpliwości, na okrutne zderzenia z rzeczywistością, na wszelkie dylematy, rozczarowania...

P.S. Dziś dla Was kilka piosenek. Może którąś się zarazicie:) Bo piosenka jest dobra na wszystko.


 

środa, 15 października 2014

Ciąg dalszy zmian

Po małych komplikacjach technicznych- wracam na stare i jednocześnie nowe śmieci. Tak wyszło;) Nie wiem czy ktokolwiek z Was trafi na nowego bloga, ale wierzę w pocztę pantoflową:) Pewnie nawet niezauważalna jest mała zmiana w adresie, ale za to ogromna zmiana wizualna, której nie da się nie zauważyć:D Skąd taka rewolucja? Z jednej strony przypadek, z drugiej zaś potrzeba serca:) Na dzień dzisiejszy tyle nowości.

wtorek, 7 października 2014

Obiecane "Miasto 44"


Czy warto obejrzeć? Moim zdaniem warto. I nie mam oporów aby stwierdzić to na samym wstępie. Ogólnie uznaję zasadę, że dobry film to taki, który: skłania do refleksji i "wdziera się we mnie" jeszcze po jego obejrzeniu. Tak było w tym przypadku. Widać było duże zaangażowanie w jego produkcję i ogromny wysiłek twórców aby ""Miasto 44" mogło w ogóle powstać. A łatwo nie było. I cieszę się, że osoby odpowiedzialne za produkcję tego filmu nie poszły na łatwiznę.




Jeśli chodzi o sam film zacznę od tego, że zupełnie inne jest oglądanie w kinie aniżeli w domu. Duży ekran robi swoje, więc przeżywa się wszystko jeszcze bardziej. Gdybym miała w kilku zdaniach opowiedzieć o czym ten film jest, pewnie powiedziałabym, że to historia młodych ludzi, którzy muszą walczyć o swoją młodość, miłość i życie. To nie jest film o przebiegu powstania. To raczej ukazanie emocji i dylematów w trakcie powstania. Nie była to nawet jedna historia opowiedziana od A do Z, ale pewien wycinek powstańczej rzeczywistości, który ma w widzu wzbudzić pewne emocje i zmusić do myślenia. Ja tak ten film odebrałam i myślę, że jest to jak najbardziej na plus. Duże wrażenie zrobiły na mnie obiecywane efekty specjalne, które miały być dodatkowym atutem tego filmu. I rzeczywiście twórcy mają powód do dumy, bo wcześniej próżno było raczej szukać polskiego filmu z takim rozmachem. Oczywiście było kilka scen, w których zdecydowanie przesadzono z tymi efektami. Wydawały się zbyt sztuczne i nierealne. Tak samo jak w pewnym momencie w ogóle nie pasowała mi tam muzyka techno. Poza tym jednym momentem, piosenki "Dziwny jest ten świat" czy "Nie płacz kiedy odjadę" idealnie wkomponowały się w całość. Te 2h oglądania trzymały w napięciu, ponieważ cały czas coś się działo. Przyjmuję, że osoba, która była szczerze zainteresowana filmem nie miała prawa być znudzona:) A scena końcowa mimo, że nieco niedopowiedziana była takim "zostawionym pustym miejscem" na refleksję. I kiedy wyszliśmy z kina, kiedy popatrzyłam na ten nasz współczesny świat, wszystko wydało się być takie dziwne. I my wszyscy tacy zagonieni, egoistyczni, interesowni...


Wiem, że film nie wszystkim się spodobał, ale to normalne. Nie wszyscy lubią takie filmy, nie wszystkich interesuje nasza historia, nie wszyscy musimy być w danej rzeczy zgodni... Ale mimo wszystko uważam, że warto pooglądać "Miasto 44". Chociażby po to by przełamać własne wyobrażenia czy przekonania. Albo po prostu pomyśleć, zastanowić się nad losem wielu ludzi, nad swoim życiem...



środa, 1 października 2014

Kolejny raz

W kalendarzu trudno pominąć pierwszy dzień października. Po raz kolejny nadarza się okazja aby zacząć wszystko od początku. I grzechem byłoby przepuścić taką szansę. I nawet jeśli nie zawsze wszystko nam wychodzi, może warto chociażby spróbować? Jestem pełna nadziei na ten nowy rok akademicki. Choć wiem, że to będzie trudny i wymagający rok. Rok pod znakiem upragnionego licencjatu. Tylko ile pracy i wysiłku trzeba będzie wnieść aby ta praca powstała... Na samą myśl mam w głowie pustkę. Ponadto będzie to dla mnie rok podjęcia wielu decyzji. Od kilku miesięcy poważnie myślę nad zmianą uczelni, a niekiedy kierunku. Ale przyznaję się bez bicia, że obawa przed nieznanym mocno mnie ogranicza, wręcz paraliżuje. Z jednej strony chciałabym spróbować, ale z drugiej strony... znam moją uczelnię, wiem co i jak. A co jeśli zmiana okaże się porażką, której nie będę mogła udźwignąć? A co jeśli zupełnie nie sprostam? Dylemat goni dylemat... Dlatego to będzie bardzo trudny czas. I w związku z tym proszę o modlitwę. O dobre decyzje, o owocny czas, o siłę i wytrwałość...

P.S. Przyjmę wszelkie rady:)

niedziela, 28 września 2014

Beztytułowiec

Od rana tylko chodzę i co chwilę popłakuję, a to wszystko dlatego, że nienawidzę rozstań. I każde przeżywam jakby miało być ostatnim. Zupełnie mnie to rozbija i jakoś słabo sobie radzę z tym wszystkim. Jak on to wytrzymuje? Nie mam pojęcia, ale dzielny jest.

P.S. Poniekąd obiecałam Wam kilka słów na temat filmu, ale to chyba nie tym razem...

piątek, 26 września 2014

Jutro idziemy do kina

Jutro idziemy do kina. Naprawdę. A powodów jest co najmniej kilka:
bo M. przyjeżdża do mnie na 2 dni,
bo już dawno nie byliśmy w kinie,
bo mnóstwo czasu czekaliśmy na ten film,
bo jestem ciekawa efektu końcowego,
bo uwielbiamy wychodzić gdzieś razem...
Pójdziemy, zobaczymy...:) Chociaż w kościach czuję, że będzie to film warty wydanych pieniędzy. A poza kinem mamy zamiar chłonąć miasto i cieszyć się sobą. Oby pogoda dopisała i nic nie pokrzyżowało naszych planów. W końcu to tylko dwa dni... nasze dwa dni.

wtorek, 16 września 2014

4 lata

Dokładnie tyle dzisiaj minęło. 4 lata. I choć mogłabym napisać bardzo wiele, żadne słowa nie oddadzą tego co przeżyliśmy. Nie dzisiaj. Zbyt wiele było pięknych chwil i momentów, cudownych wspomnień, trudności i krętych ścieżek. Za dużo tego. Po prostu. Kocham miłością nieidealną, nieporadną i słabą. Ufam nieidealnie, nieporadnie i za mało. Ale kocham, bo KOCHAĆ TO TAKIE PROSTE, a zarazem tak trudne. Przed nami niezapomniany czas, ale i kolejne przeszkody. A przede wszystkim wielka niewiadoma- co będzie dalej? Nie wiem. Czas pokaże. Jednego tylko jestem pewna- Bóg nas poprowadzi dobrą drogą jeśli tylko będziemy chcieli.

sobota, 13 września 2014

Płacz głupia, płacz

Siedzę w pustym mieszkaniu na 9 piętrze. Mogłabym doskonale siedzieć w ciepłej kuchni z mamą i cieszyć się ostatnimi tygodniami wakacji. Ale wymyśliłam sobie praktyki 250 km od domu. I teraz siedząc zupełnie sama pytam: "Po co mi to było?" Piszę i płaczę. I nawet nie wiem czy dlatego, że ja jestem sama czy dlatego, że moja mama jest sama. Jestem zbyt wrażliwa. Za bardzo się wszystkim przejmuję. Głupia, głupia, głupia...

wtorek, 9 września 2014

Cisza

Zapuściłam się okropnie. Wstyd, wstyd, wstyd... Taka tutaj cisza, że aż mi głupio. Ale prawda jest taka, że sporo się u mnie działo. Każdy dzień przynosił coś nowego. 

A z tych wszystkich rzeczy najmilej wspominam pobyt w Krakowie. Byliśmy tam z M. na ślubie i weselu. 2 dni razem. Przez 24 godziny na dobę. Cała sobota i niedziela. To był nasz pierwszy taki wyjazd. Niby tylko głupie dwa dni, a zmieniło się tak wiele... I chyba po raz pierwszy w życiu, z całą świadomością i odpowiedzialnością pomyślałam: "Kurcze, chcę żeby był moim mężem". Cały czas był blisko, wszystko robiliśmy razem... Bardzo zbliżyliśmy się przez ten czas. I to tak bardzo, że nie mogłam w poniedziałek normalnie funkcjonować. Tak bardzo za nim tęskniłam. Tak bardzo mi go brakowało...

Dobrze jest przeżyć coś takiego. Każdej parze polecam taki wyjazd. Dopiero wtedy obnażają się nasze wady i zalety. Wtedy wszystko widać tak idealnie. I choć za niedługo stuknie nam 4 lata to cieszę się, że dopiero teraz mogliśmy zobaczyć jak to jest być z kimś non stop. Ręka w rękę. I nawet codzienne spotkania w liceum nie są choć trochę podobne do tych dwóch dni. Inny czas, inne miejsce, inny świat. Po prostu.

P.S. Nawet nie łudzę się, że lato wróci. Czuć jesień.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Gdzie jest sprawiedliwość?

Wróciłam. 6 dni temu. I zmobilizowanie się do napisania tych kilku zdań właśnie tyle mi zajęło. 6 dni. Prawdę mówiąc nie wiedziałam i nie wiem co Wam napisać. Sam wyjazd był jak zmiana miejsca zamieszkania na dwa tygodnie, więc nie ma za wiele co opowiadać. Oprócz tego, że od kiedy wyjechałam zaczęły się moje problemy zdrowotne. Co tydzień zaczynało się co innego. Tak więc nawet nie chcę myśleć co mnie dopadnie z początkiem tego tygodnia. Jestem już maksymalnie sfrustrowana. Wszyscy wokoło myślą, że sobie coś uroiłam. A mi się już płakać chce na to wszystko. Dlaczego mnie to spotyka? Zawsze dbałam o siebie. Nie piję, nie palę, nie siedzę 24 h przed komputerem, nie nadużywam leków, nie biorę używek i inne cuda. A inni tak nie szanują swojego zdrowia i mimo to żyją bez cierpień i problemów. W mojej rodzinie czy w sąsiedztwie sporo takich przypadków. Gdzie jest sprawiedliwość pytam?


niedziela, 3 sierpnia 2014

Cierpliwość

Wyjeżdżam. Pewnie nie będę miała możliwości by odpisać na maila czy sklecić nową notkę, dlatego ogłaszam "przerwę w dostawie". Mam nadzieję, że szybko wrócę i nadrobię zaległości.

Cierpliwość. Potrzeba mi jej bardziej niż kiedykolwiek przedtem. I to na wszystkich płaszczyznach, w każdym aspekcie mojego życia. Ażeby bardziej kochać ten świat i tych wszystkich ludzi wokoło.

piątek, 1 sierpnia 2014

17:00

Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień nieco bardziej zsolidaryzuje nas ze sobą. Nasza ojczyzna potrzebuje tej solidarności, dlatego zachęcam Was, aby o 17:00 zatrzymać się na chwilę...

P.S. Dziś bez zbędnych słów, ażeby NIE ZAPOMNIEĆ BY PAMIĘTAĆ.

wtorek, 29 lipca 2014

Mania ślubowania

Znowu ogarnęły mnie myśli o ślubie. Z jednej strony tak nierealnego i nierzeczywistego, ale z drugiej strony tak bardzo wymarzonego. I nawet nie chodzi o to, że po raz kolejny mam pretensje do świata, że tego ślubu zwyczajnie nie będzie. Przynajmniej w przeciągu najbliższych 4 lat. Marzy mi się, nic więcej.

Suknie ślubne, zaproszenia, kwiaty, obrączki... Przewertowane następne strony, by zaledwie przejrzeć. Nie wiem nawet po co. Ot tak, zapewne. By przez chwilę pomyśleć, pomarzyć sobie. Naiwne to i głupie, ale, która z Was tego nie zna?

A później przychodzi moment kiedy zaczynam pukać się w głowę. Przecież mam takie szczęście obok siebie. Mężczyznę, który stara się jak tylko może. Może nie warto po raz kolejny wkurzać go swoimi gadkami o zaręczynach i ślubie? Może lepiej być cierpliwą. Bardziej cierpliwą. By w końcu dojrzeć do tej decyzji tak na serio.

piątek, 25 lipca 2014

Bagno

Jestem od Niego coraz dalej. Nie mam siły nawet na wieczorną modlitwę. A może chęci? Za to mam ogromne wyrzuty sumienia. Zupełnie nic nie czuję... Wszystko jest ode mnie takie dalekie i obojętne. Nie poznaję siebie. Najgorsze, że to już kolejny raz. I kolejny raz w okresie wakacji. Nie chcę usprawiedliwiać się obowiązkami w domu, pomaganiem mamie czy innymi rzeczami, bo to głupie. Czuję się taka pusta w środku i taka wypalona. Nawet Msza Św. umyka mi niepostrzeżenie. Nie czuję jej. I z jednej strony chciałabym jak najdłużej zostać w domu, ale z drugiej... Kiedy pomyślę o tym wszystkim, mam ochotę wracać. Chcę wrócić do świata gdzie mogę bez powodu wstąpić do Kościoła, gdzie mogę czuć się w nim swobodnie, gdzie mogę iść na "moją Mszę", gdzie nikt nie wytknie mnie palcem, nie będzie zwracał uwagi na ubiór, na moje słabości... A modlitwa? Mam wrażenie, że im bardziej jestem samotna, tym bardziej jest mi bliska. A im więcej rzeczy zaprząta mi głowę, tym bardziej o niej zapominam. Ale to obłudne. Nie chcę tak dłużej. Wiem, że taka nie jestem. Ty wszystko możesz, więc pomóż mi wyjść z tego bagna.

wtorek, 15 lipca 2014

Mogę wszystko

M. ewidentnie wybił mi z głowy marudzenie i zamartwianie się. No w końcu po tylu próbach musiało mu się udać. Tyle wytrwaliśmy, to i tę próbę przejdziemy. Zresztą jest Ktoś, kto nie pozwoli nam zwątpić, poddać się i przestać walczyć o miłość. Mimo wszystko, bo przecież "Miłość wszystko przetrzyma". A ja wierzę w tę miłość, tę która może wszystko.


Mój ukochany. Stara się, widzę to i doceniam. Może nawet niedoskonale, ale doceniam. Wiele się zmienia w naszej relacji. I to nie tylko ze względu na wyjazd. Widzę różnicę w nas samych. Porównuję jak wyglądały nasze randki jeszcze rok temu, a jak teraz. Obserwuję jak się zachowuje, co mówi, podpatruję jego gesty. Nasz związek ewoluował razem z nami. Te kilka tygodni, które minęły były cudownym czasem. M. musiał się mocno postarać, aby tak się stało. Naprawdę, nigdy nie widziałam go tak zaangażowanego w nasze randki:) I czuję, że znów coś kombinuje na następny weekend. Nie mam wątpliwości, że znów będzie cudownie i że wymyśli coś niepowtarzalnego. Coraz bardziej mnie zaskakuje. I chyba dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawę. Jak dobrze, że jest...

niedziela, 13 lipca 2014

Trudno tak

Pewne jest, że aż cały miesiąc spędzimy osobno. Nie wyobrażałam sobie tak beznadziejnego scenariusza, naprawdę. Ale skoro tak musi być...


M. oczywiście robi wszystko abym przestała się zamartwiać i zaczęła cieszyć tym co jest. Wiem, że ma rację. Jest w tym wszystkich chyba bardziej dojrzały niż ja. I chwała Bogu za to. W gruncie rzeczy to on powinien być rozczarowany, bo to przecież ja spaprałam sprawę i nasze plany na wakacje. A tak naprawdę to nie ja, ale daję sobie spokój, nie chcę nikogo obwiniać. Musimy dobrze wykorzystać ten czas, który nam pozostał. Musimy. Już nawet zaczęliśmy.

sobota, 5 lipca 2014

Czystość przedmałżeńska

Przez pewien okres czasu na wielu blogach przewinął się temat czystości przedmałżeńskiej, którego ja osobiście nie chciałam podejmować. Jednak ostatnio "coś mnie tknęło". Może komuś to pomoże w walce o czystość, tak jak mnie kiedyś pomagały posty innych i w gruncie rzeczy nadal pomagają.

CHCEMY CZEKAĆ. Rozmawialiśmy o tym już wiele razy i nadal rozmawiamy, mimo "oczywistej oczywistości". Wiemy dlaczego chcemy wytrwać do ślubu i czego oczekujemy od siebie nawzajem w tej kwestii. Kiedy zaczęliśmy być ze sobą myślałam: "Kurde, przecież każdy facet tego chce. Nie ma szans abyśmy wygrali." Myliłam się. I Bogu dziękuję za takiego faceta. Takiego, który jest odpowiedzialny za nas i konsekwentny w tym co robi. Który rozumie i stara się jak najlepiej. Nie traktujemy czystości jako męczarnię czy katorgę, choć wiem, że spora część społeczeństwa tak właśnie czystość postrzega. Dla nas czystość jest po prostu darem, który możemy dać drugiej osobie. Nie ma sensu rozwodzić się nad "za i przeciw" lub "dlaczego warto współżyć przed ślubem bądź nie", bo każdy uważa inaczej wedle własnego sumienia. Dla nas wielką wartość ma przede wszystkim wiara i nie wyobrażamy sobie zjednoczenia bez sakramentu.

No dobra. Było kolorowo, więc czas teraz ściągnąć optymistyczne, różowe okulary. Niby wszystko jest przegadane, niby wiemy czego chcemy, wyznajemy pewne zasady i wartości, ale kiedy stykamy się z rzeczywistością bardzo łatwo o upadek. Jesteśmy ludźmi, którzy upadają i nic na to nie poradzimy. Naszym obowiązkiem jest jedynie walka i jestem dużo bardziej silniejsza w tej walce dzięki Wam. Tak, tak, dzięki Wam:) Pamiętam, że zanim zaczęłam swoją przygodę z blogowaniem moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Kiedy po raz kolejny zrobiliśmy krok za daleko, kiedy po raz kolejny w miesiącu klękałam do spowiedzi zdenerwowana i kiedy wydawało mi się, że ten problem nikogo innego nie dotyczy, jednocześnie czułam się jak wrak człowieka. Wielokrotnie zastanawiałam się czy jeśli rzeczywiście dojdzie do ślubu to będzie on miał jakikolwiek sens, skoro tyle razy powtarza się tradycyjny scenariusz: upadek-spowiedź-upadek-spowiedź. Tak samo wiele razy zastanawiałam się co będzie jeżeli rozstaniemy się z jakiegoś powodu i jak będę się czuć wiedząc jak blisko byliśmy ze sobą. Bo to nasz pierwszy związek tak na serio.

I wtedy zaczął się blog i czytanie blogów innych osób. Zobaczyłam zupełnie inne spojrzenie na czystość przedmałżeńską a przede wszystkim bardziej zdrowe podejście do tematu, który do tej pory nazwałabym "fanatyzmem czystości za wszelką cenę z ustalaniem granic co do milimetra". Na szczęście leczę się z tego myślenia. Owszem musimy się starać, walczyć, panować nad sobą, ale ważna jest też świadomość upadku. I tego, że kiedy ten upadek nas dotknie, jest dla nas szansa. Choćbym 50 i 100 razy miała się podnosić, trzeba powracać do Niego, do kratek konfesjonału. No i oczywiście wyleczyłam się w stu procentach z myślenia, że "ten problem tylko nas dotyczy", bo w praktyce dotyczy on chyba każdego związku. Zrozumiałam też, że zjednoczenie z drugą osobą wcale nie jest czymś "ble", a wręcz przeciwnie. Jest tak piękną i wspaniałą rzeczą, że aż prosi się by czekać do ślubu:)

Nie będzie łatwo, wiem o tym. Przed nami jeszcze wiele miesięcy bez ślubowania, także walka będzie ciężka. Ale sporo mam w sobie siły i większa jest moja świadomość. Wiem, że On mnie wspiera i Jego ramiona zawsze są otwarte.

środa, 2 lipca 2014

Rozczarowanie

Tak bardzo cieszyłam się na te wakacje, tyle miałam planów, każdy dzień był od miesięcy wyczekiwany... A teraz okazuje się to wszystko jednym, wielkim nieporozumieniem. Mieliśmy mieć z M. dla siebie prawie 3 miesiące, a okazuje się, że zostanie nam jedynie 2. Jeden miesiąc wyjęty z życia. Dla innych to nic. Dla nas to AŻ miesiąc. W ciągu roku akademickiego widzimy się nieczęsto. Jesteśmy w dwóch różnych miastach zajęci studiami, więc wakacje to dla nas coś naprawdę cennego. Nie potrafię zrozumieć dlaczego oni mi to robią. W głębi duszy łudzę się, że nigdzie nie wyjadę, ale rozum sprowadza mnie na ziemię. Niestety.

wtorek, 1 lipca 2014

Być jak mocne drzewo

Szmat czasu za nami, a ja za każdym razem kiedy mamy się spotkać przerabiam nogami, spoglądam na zegarek, wariuję ze zdenerwowania i cuda wianki. A kiedy wiem, że czeka nas rodzinne spotkanie chociażby w święta, to już koniec. Takie sytuacje zupełnie mnie destabilizują, w porównaniu z moim M., który o dziwo idealnie się w takiej sytuacji odnajduje. No i wtedy czuję się jak taka sierotka Marysia zagubiona przy stole. To wszystko jest takie... dziwne i stresujące. Mój M. wbrew pozorom też się stresuje, czuję to i widzę po nim. I chciałabym chociaż na pocieszenie usłyszeć, że u Was też tak było. I minęło.


Chciałabym być takim mocnym drzewem, które dzięki swoim słabościom nabiera siły. I nawet jeśli czasem za bardzo się wszystkim przejmuję to niech to będzie tym korzeniem który utwierdza.

piątek, 27 czerwca 2014

Już po wszystkim

Sesja ma się świetnie:) Indeks leży sobie spokojnie w dziekanacie, a ja już mam głowę spokojną. I z ocen też wyjątkowo jestem zadowolona. No udała mi się ta sesja, nie powiem:)

A teraz siedzę sobie w domu i staram się łapać wszystkie chwile, żeby żaden dzień nie umknął zbyt szybko. Za moim M. już tak się stęskniłam, że wczoraj ledwo udało mi się zamknąć za nim drzwi kiedy wychodził. Obiecał, że jak tylko zrobi się cieplej to wybierzemy się w Bieszczady, może nawet na cały dzień:) Tak bardzo mi tego brakowało.


niedziela, 22 czerwca 2014

Czwartek

Dziwnie się czułam spędzając po raz pierwszy w życiu Boże Ciało poza domem. Jednak kiedy teraz wspominam ten dzień, to myślę, że był on bardziej głębokim przeżywaniem i radością niż kiedykolwiek wcześniej. Wieczorny Koncert Chwały dał mi sporo pozytywnej energii. Nie ukrywam, że na początku byłam nieco zdystansowana i miałam ochotę wracać, ale później... było niesamowicie. Było tak niesamowicie, że popłakałam się po Adoracji Najświętszego Sakramentu. Tak więc nie mam najmniejszych wątpliwości, że Duch Św. działał pośród nas. Czas minął bardzo szybko, zdecydowanie za szybko. Aż miałam niedosyt wszystkiego. I muzyki, i adoracji i śpiewu. Takie coś trzeba przeżyć samemu. Po prostu:)








wtorek, 17 czerwca 2014

Zaproszenie

Jedyne co mi pozostało to czekać na wyniki z egzaminów. Jestem już tak zmęczona....

A gdyby ktoś z Was był zainteresowany Koncertem Chwały w Boże Ciało to serdecznie zapraszam:) W pogrubionym linku macie adres strony koncertu oraz wszelkie informacje:)

P.S. Idę odpoczywać:)